szukaj
Jak wypadają eurodeputowani z Polski?
Ranking europosłów
O tym, co to znaczy być dobrym europosłem i czy nasi reprezentanci wyróżniają się na tle przedstawicieli innych krajów mówi Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych.
Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych
Piotr Mizerski/Reporter

Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych

Co to znaczy być dobrym europosłem?

Dobry europoseł pracuje efektywnie w Parlamencie Europejskim, ale równocześnie jest obecny w Polsce. Tyle że jego obecność w kraju powinna być związana z tym co robi w Brukseli i w Strasburgu. Powinien też znać języki. Oczywiście na miejscu ma do swojej dyspozycji tłumaczy, ale bez znajomości języka obcego niewiele w parlamencie zwojuje. Nie sposób budować większości dla swoich pomysłów politycznych czy inicjatyw swojej grupy politycznej, jeśli nie można się bezpośrednio porozumieć z posłami z innych krajów.

Języki to warunek konieczny, ale oczywiście niewystarczający. Liczy się też to czy ktoś zajmuje jakieś istotne stanowisko w Parlamencie; przewodniczącego PE, wiceprzewodniczących czy przewodniczących frakcji parlamentarnych, szczególnie tych największych i najbardziej wpływowych. Ważny jest też udział w pracach komisji, w ktorych wypracowywane jest stanowisko parlamentu. Oczywiście różne komisje mają także różny ciężar gatunkowy. Ważniejsze są te, w których Parlament Europejski prowadzi dużo prac legislacyjnych, czyli np. rozwoju regionalnego czy przemysłu.

Liczy się także przewodniczenie i członkostwo w delegacjach, które podtrzymują i rozwijają międzynarodowe kontakty Parlamentu.

Czyli dobry europoseł zna języki i ma ważne stanowisko?

Tak, ale to nie jedyne kryteria. Przewodniczenie grupom politycznym, komisjom czy delegacjom to kryterium formalne, i każdą z tych funkcji można sprawować lepiej lub gorzej.

Ważne są też przygotowane projekty rezolucji, pisemne oświadcznia oraz wystąpienia na sesjach plenarnych. Warto jednak zwrócić uwagę czy projekt proponowany przez jakiegoś posła przeszedł czy nie, czy dane oświadczenie zdobyło poparcie wystarczającej liczby posłów, albo czy wystąpienie miało charater merytoryczny czy tylko formalny, np. euroeputowany wypowiadał formułę “udzielam głosu”. 

Istotnym kryterium jest to czy ktoś jest członkiem większej czy mniejszej grupy politycznej. Większe ugrupowania są ważniejsze i mają więcej możliwości działania. Ktoś, kto działa w grupie politycznej chadeków, socjalistów czy nawet liberałów ma większe przełożenie na działalność prawodawczą parlamentu, niż poseł pracujący w którejś z mniejszych grup.

Czy osoby, które wcześniej pracowały w strukturach unijnych, takich jak  PE czy Komisja, lepiej się sprawdzają jako eurodeputowani? 

To na pewno pomaga, ale o niczym nie przesądza. Parlament Europejski jest instytucją demokratyczną i ważne jest to, żeby posłowie mieli więź z wyborcami. Dobry poseł jest aktywny i w Europie i w kraju. A poseł-technokrata nigdy nie spełni tego wymogu. Gdyby eurodeputowanymi byli tylko unijni technokraci, nigdy nie spełniliby nadziei, że Parlament będzie głosem europejskiej wspólnoty politycznej. To jest jednak ciało polityczne. Dobry poseł ma wiedzę ekspercką w jakiejś dziedzinie, ale też jest dobrym i skutecznym politykiem. Wiedza wyniesiona z pracy w Komisji Europejskiej czy innych unijnych gremiach pomaga zrozumieć procesy decyzyjne, a w ten sposób skuteczniej na nie oddziaływać. Dlatego dobrze jest mieć doświadczenie w strukturach europejskich, ale to jeszcze nie przesądza o tym czy ktoś jest dobrym europosłem czy nie.

Czy łatwiej było pierwszym polskim eurodeputowanym czy tym, którzy są teraz, w drugiej kadencji?

Wydaje mi się, że obecnej ekipie jest łatwiej. Oczywiście w pierwszej kadencji (2004-2009 ) europosłowie zawsze, jak im coś nie wychodziło, mogli powiedzieć, że to pierwsza kadencja, nie mają przetartych szlaków i trzeba wobec nich wystosować taryfę ulgową, ale tej taryfy nikt wobec nich nie stosował i dlatego wydaje mi się, że mieli trudniej. Nowicjuszom jest zawsze trudniej.

Nie było im łatwo, co nie znaczy, że nie było wówczas posłów, którzy sami sobie utrudniali życie i robili Polsce złą prasę.

W tej kadencji nie mamy takich wyskoków.

Rzeczywicie, to się zmieniło. Warto pamiętać, że w 2004 r. połączone siły LPR i Samoobrony zdobyły 30 proc. głosów, więc Polska posłała do Brukseli silną grupę eurosceptyków, którzy bardzo mocno potem rozrabiali. Np. jeden z posłów z LPR zaczął swoje posłowanie od wniosku o samorozwiązanie Parlamentu, bo według niego PE „stał się zakładnikiem europejskiego lobby homoseksualistów”!

Pod tym względem obecna ekipa jest bardziej zakorzeniona w normalnej polityce europejskiej i bardziej wywarzona. Mimo różnych poglądów na Europę, w obecnej ekipie są na ogół ludzie, którzy konstruktywnie podchodzą do swoich obowiązków i często są ekspertami w dziedzinach, którymi się zajmują w PE.

Czy nasi eurodeputowani wyróżniają się na plus lub na minus na tle innych delegacji?

Trudno jest sformułować tak ogólną ocenę. W każdej ekipie są osoby, które dobrze pracują i takie, które biorą diety i jadą do domu. Naszym atutem, na tle innych krajów, jest wielkość Polski i związana z tym liczebność delegacji. Oczywiście jest też kilka innych kryteriów na podstawie, których można by określić, który kraj ma silniejszą reprezentację, a który słabszą. Ważne jest np. to ilu posłów z danego kraju  zasiada w głównych grupach politycznych (chadeckiej i socjalistycznej). Ekipa jest tym lepsza, im mniej jest rozproszona. Np. w pierwszej kadencji wszyscy węgierscy posłowie skupili się w dwóch największych grupach, natomiast Polacy byli bardzo rozproszeni.

Według mnie ważne jest też kryterium współpracy posłów z administracją rządową danego kraju. Ci którzy są dobrze poinformowani przez swoje rządy działają skuteczniej niż ci, którzy np. wydzwaniają do ministerstw i bezskutecznie próbują się dowiedzieć jakie jest stanowisko rządu w jakiejś sprawie.

Na przykład niemieccy eurodeputowani mają w Bundestagu swoje biura i asystentów i bardzo mocno współpracują z legislaturą narodową. Powinniśmy brać z nich przykład, szczególnie że przed Polską stoi wyzwanie, jakim jest przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej w 2011 r.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj