Koniec Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
Medialna prowizorka
Po raz pierwszy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przestanie istnieć w obecnym składzie z powodu odrzucenia jej sprawozdania przez Senat, Sejm i wykonującego obowiązki prezydenta.

W roku ubiegłym prezydent Lech Kaczyński swoją akceptacją dla sprawozdania uratował to wyjątkowo skompromitowane gremium. W tym roku – to też rzecz bez precedensu – nawet oddział warszawski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich apelował o odrzucenie sprawozdania. Szkoda, że nie zdobył się na to Zarząd Główny SDP, z pewnością zyskałby na wiarygodności.

Rada w obecnym kształcie przestanie istnieć, nową wyłonią politycy, którzy obiecują także szybkie uchwalenie ustawy skracającej kadencje obecnych rad nadzorczych spółek telewizyjnych i radiowych, dzięki czemu będzie można rozpisać konkursy na nowych członków tych rad i wybrać nowe zarządy. Swoje do powiedzenia będzie miał rząd, gdyż wedle proponowanej niewielkiej nowelizacji obecnej ustawy, w skład nowych rad wejdą także przedstawiciele ministrów skarbu, finansów i kultury. Wprawdzie budzi to zastrzeżenia, czy aby rząd nie będzie miał zbyt dużego wpływy na wybór zarządów, ale czas miniony pokazał, że pozbawienie właściciela wszelkiej kontroli nad majątkiem dużej wartości jest pomysłem wyjątkowo złym.

To, co będzie przez kilka najbliższych miesięcy, ma mieć charakter rozwiązania tymczasowego, do chwili pojawienia się nowej ustawy, w części opartej na projekcie środowisk twórczych, choć ciągle nie wiadomo, w jakiej części. Czy będzie to tylko ustanowienie nowego sposobu finansowania, czy także zarządzania? W Polsce stany tymczasowe, prowizoryczne mają silną tendencję do nabierania trwałości. W klimacie kolejnych wyborów, narastających napięć koalicyjnych, poszukiwania przez partie swoich nowych tożsamości oraz rozmaitych interesów ulokowanych w mediach publicznych, gdzie dziś sprawuje władzę koalicja PiS i SLD, uchwalenie nowej ustawy medialnej może okazać się dziełem ponad siły.

Nie będzie więc niczym nadzwyczajnym, gdy rzecz skończy się na zmianie władz. Będzie to próba politycznych intencji, sprawdzian, czy po ostatnich przejściach – kiedy mediów publicznych już nawet nie upartyjniono, ale wręcz partyjnie i biznesowo sprywatyzowano – w KRRiT pojawią osoby wyłącznie z politycznego klucza, czy też mające realny medialny dorobek, jakieś poczucie nie tylko niezależności, ale także przyzwoitości. Nie znaczy to, że mają nie mieć politycznych sympatii i poglądów.

Istotą KRRiT, gdy ją projektowano, miała być polityczna równowaga. Po zamachu PiS na media i zmianie ustawy, które wcześniejszy porządek wywróciły, o taką równowagę połączoną z kwalifikacjami będzie bardzo trudno. Mamy więc kolejny wybór mniejszego zła; może nie będzie dobrze, ale gorzej już nie będzie – to najczęściej powtarzana opinia po odrzuceniu sprawozdania. Brzmi mało zachęcająco, a w dodatku to, co się dzieje teraz, można było drogą ustawową załatwić dwa lata temu i dziś mieć gotowy projekt porządnej, perspektywicznej ustawy medialnej. Platforma nie miała pomysłu, inni mieli nadmiar interesów i interesików. I jesteśmy znów na początku drogi.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj