SLD buduje lewicowy blok wyborczy
Napieralski przygarnie „sieroty po Lepperze”
SLD otwiera swe listy w wyborach samorządowych na ugrupowania z lewej strony sceny politycznej. Zaprasza m.in. Zielonych 2004, Partię Kobiet, Unię Pracy, OPZZ. Najnowszy nabytek – Partia Regionów, założona przez byłych działaczy Samoobrony.
Czyżby Grzegorz Napieralski szukał czegoś na przystawkę?
Albert Zawada/Agencja Gazeta

Czyżby Grzegorz Napieralski szukał czegoś na przystawkę?

Kiedyś Leszek Miller garnął się do listy wyborczej Samoobrony, dziś część dawnych towarzyszy Leppera skupionych w Partii Regionów przylgnęła do SLD. Przynajmniej na czas wyborów samorządowych. Alians Sojuszu i Partii Regionów (PR) przypieczętowano w połowie sierpnia porozumieniem w sprawie utworzenia wspólnego bloku wyborczego na Mazowszu. Na tym jednak nie koniec. W czwartek przedstawiciele PR dogadali się ze sztabowcami SLD w sprawie podpisania wspólnej deklaracji programowej, co ma nastąpić podczas inauguracji kampanii wyborczej na przełomie września i października. Dlaczego właśnie wtedy?

Szefowie SLD chcieliby, aby było to duże wydarzenie medialne. Liczą na to, że w wyborach samorządowych na ich listach znajdzie się więcej kandydatów z ugrupowań związanych z lewicą. Według nieoficjalnych informacji trwają rozmowy z przedstawicielami blisko 30 organizacji – w tym m.in. Zielonych 2004, Partii Kobiet, UP, OPZZ czy ZNP. - Szeroko otwieramy nasze listy i tworzymy pewien ruch wokół SLD. Zaprosiliśmy praktycznie wszystkie podmioty, które są na lewo. Zależy nam na skupieniu wokół siebie całej lewicy społecznej i wszystkich ruchów postępowych – tłumaczy Tomasz Kalita, rzecznik SLD. Początkowo postulowano, aby blok wyborczy nazwać: SLD-Porozumienie Społeczne lub SLD-Alternatywa dla Polski (jak proponowała PR), jednak na piątkowym zarządzie SLD uradzono, że partia forsować będzie pomysł, aby blok przyjął tylko pierwszy człon nazwy, czyli Sojusz Lewicy Demokratycznej (bo SLD ma coraz lepsze notowania i jest dobrze rozpoznawalna).

500 działaczy na listy

Przewodniczący Partii Regionów Bolesław Borysiuk (b. doradca byłego p.o. prezesa TVP Piotra Farfała, w ubiegłorocznych eurowyborach kandydujący z listy KW Libertas w okręgu łódzkim) zapewnia, że uzgodniono już kwestię obecności członków jego partii na listach bloku do sejmików wojewódzkich. Szczegóły – w tym nazwiska i pozycje poszczególnych kandydatów –  są dogrywane. PR zgłosiła Sojuszowi 52 osoby, które powinny znaleźć się na listach do sejmików.
– Wstępne listy są już przygotowane. Jednak muszą zostać jeszcze przeprowadzone szczegółowe rozmowy i analizy ze sztabami wojewódzkimi SLD, do których desygnowaliśmy naszych przedstawicieli. Wspólna lista ma na tym zyskać – zapewnia Borysiuk i dodaje: – Łącznie w tych wyborach samorządowych w skali kraju wystawimy ok. 500 kandydatów.

Szersze porozumienie wyborcze z PR jest jednak nie w smak lokalnym działaczom SLD. Przypomnijmy – Partię Regionów utworzyła po porażce w wyborach parlamentarnych w 2007 r. część byłych członków Samoobrony z jej b. wiceszefem, Krzysztofem Filipkiem, na czele. Filipka, Hojarskiej, Grzesika i in. nie ma już w PR, a nowy przewodniczący, Bolesław Borysiuk, wyraźnie dystansuje się od skojarzeń z Samoobroną i Andrzejem Lepperem (choć sam też do tej partii należał). Dlatego głosy krytyki w SLD usłyszeć można było już po podpisaniu porozumienia dotyczącego mazowieckiego bloku wyborczego.

Alians czy mezalians?

– To nie tyle alians co mezalians  – mówi Grzegorz Gondek, przewodniczący krakowskiej rady SLD. Ponad miesiąc temu Józef Sztorc, wiceprezes PR, (skazany nieprawomocnym wyrokiem na karę zawieszenia za pranie brudnych pieniędzy w kościelnej fundacji Kongregacja Oratorium św. Filipa Neri w Tarnowie) sondował małopolskie SLD w sprawie możliwości porozumienia przed zbliżającymi się wyborami. Lokalni działacze SLD nie zapałali entuzjazmem na myśl o ewentualnym sojuszu. – Królowa Bona miała takie powiedzenie: nie należy nalegać, kiedy mówię nie. Gdy na szczeblu krajowym zapadną decyzje, będziemy rozmawiać, ale nie będziemy ulegać naciskom – deklaruje Gondek. Nie zamyka się jednak na współpracę z innymi ugrupowaniami. Rozmowy z Zielonymi 2004 oraz Partią Kobiet uważa za satysfakcjonujące. Tym partiom gotów jest oddać 1/3 miejsc na listach wyborczych.

Tymczasem na szczeblu krajowym SLD słychać zapewnienia, że alians z partią Borysiuka to tylko wynik tego szerokiego otwarcia list, strategii przyjętej na wybory samorządowe, jednak nie będą brać PR z całym dobrodziejstwem inwentarza. – Nie będziemy przed nikim z lewej strony zamykać drzwi. Choć oczywiście są pewne standardy etyczne, których zamierzamy się trzymać. I tak jak na naszych listach nie mógłby się znaleźć Andrzej Lepper, tak i Józef Sztorc na liście się nie znajdzie – zapowiada Kalita.

Co SLD może zyskać na aliansie z „sierotami po Lepperze”? – Przyciągniemy nowy elektorat, przede wszystkim obszar polskiej prowincji, gdzie SLD miało dotychczas słabą reprezentację. Jesteśmy partią centrową, ale w wielu punktach programu utożsamiamy się z partiami lewicowymi, właściwie jesteśmy trochę taką lewicą patriotyczną – zapewnia Borysiuk. Nie wyklucza też, że jeśli blok uzyska satysfakcjonujący wynik, będzie myślał o wspólnym występie z SLD na listach w wyborach parlamentarnych w 2011 r.

Zanosi się na to, że w tegorocznych wyborach samorządowych SLD zaserwuje nam wyjątkowo kolorowe przystawki. Czy były zjadliwe, pokażą dopiero wyniki.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj