Pies czyli kot
Tańce i łamańce
Pół wieku temu w Warszawie, a potem i w całej Polsce, wszyscy chodziliśmy na przedstawienie „Drzewa umierają stojąc”.

Główną rolę stuletniej babci grała w nim gwiazda przedwojennego kina Mieczysława Ćwiklińska. Ponieważ – jak napisałem – wszyscy na spektakl chodzili, więc między tymi wszystkimi byli też lekarze. Lekarz z natury rzeczy ma umysł analityczny i pewne odległe nawet związki przyczynowe potrafi ze sobą powiązać i ułożyć dla dobra pacjenta. Odkrycie, że tytuł tej sztuki ma głęboki sens medyczny, doprowadziło w poczekalniach szpitalnych i ośrodkach zdrowia do istotnych zmian. „Drzewa umierają stojąc, pacjenci umierają siedząc” – to ważny sukces polskiej medycyny. Skasowano krzesła w poczekalniach i tak jest do dziś. Pacjent stojący jest jak żołnierz na warcie – zmobilizowany i czujny. Jest duża szansa, niestety, że stojących pacjentów będzie coraz więcej, ponieważ w głowach – na szczęście nielicznych – posłów PSL i PO powstał pomysł nakładania większych obciążeń finansowych na bezdzietnych podatników. Najprostsza ucieczka – mieć dziecko – nie wszystkim się uda. Bo co ma zrobić 80-letnia bezdzietna emerytka? Może tylko udowodnić, że 50 lat temu dzieci mieć nie mogła.

Gdyby pomysł przeszedł, wydatki na badania wszystkich kobiet, które nie mają dzieci, poszłyby pewnie w miliardy. Najważniejsze jednak, że kilkaset milionów z podniesionych podatków by się zarobiło. No, a stanie w kolejkach zdrowotność też by podniosło. Gdy sobie myślę o tym, jak tracą czas posłowie, którzy chcą robić reformy gospodarcze, by uzdrawiać nasz budżet, mam przed oczami przepoconych mózgowo facetów (bo parytet jest tu śladowy), którzy sami chyba nawet nie rozumieją, co proponują. Temat można ciągnąć, ale właściwie po co? Poprzestanę więc tylko na tym maleńkim przykładzie radosnej twórczości mędrców, których miliony ludzi w Polsce utrzymują swoimi coraz wyższymi podatkami.

W niedzielę eurodeputowany Marek Migalski piał peany o Macierewiczu, jego uczciwości, inteligencji i kompetencji. Badania katastrofy smoleńskiej idą jak ta lala i tylko niepotrzebnie Jarosław Kaczyński już dziś wskazuje winnych, bo – dodaje Migalski – „ja ironizuję oczywiście, ale gdyby za dwa miesiące okazało się, że jest jakiś dokument”, że to na 100 proc. Tusk jest winien tej katastrofy, to wtedy i tak już z tego nic nie będzie wynikało.

Ale co właściwie miałoby z tego wynikać? Tańce i łamańce polityków z krzyżem, inkrustowane wypowiedziami kardynałów i biskupów – wiece, śpiewy, pochodnie i zapowiadane masówki zakładów pracy weszły już na stałe do telewizyjnych ramówek niczym „Kocham cię, Polsko”, „Klan” i „Warto nie rozmawiać”. Tylko czekać, jak zgłoszą się sponsorzy i zechcą nakręcić kolejnych 15 tys. odcinków. A przez cały czas będą trwały kłótnie, że taki temat wymaga zupełnie innych rozwiązań, z których coś będzie wynikało.

A może okaże się, że Elżbieta Jakubiak miała rację, kiedy w Sejmie, po zaprzysiężeniu prezydenta Komorowskiego, na którym nie pojawił się prezes PiS, powiedziała: „Trzeba zrozumieć, że był w szczególnie trudnej sytuacji, bo czuł się współodpowiedzialny za śmierć Lecha, bo przecież on go namówił, żeby był prezydentem”? Zapisałem wtedy te słowa. Zestawione ze słynnym „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania” właściwie wszystko tłumaczą.

Ale przecież i z tego nic nie wyniknie. I na tym polega metoda Kaczyńskiego – robić nieustający zamęt. Chodniki na Krakowskim Przedmieściu muszą być do chodzenia, a nie stawiania barierek! Przemawiam tu w imieniu nieżyjącego brata! – krzyczy na obchodach 30-lecia Solidarności i kłamie o ludziach, którzy siedzą vis ŕ vis. Tylko od czasu do czasu, niczym dzielny rycerz, wyrywa cząsteczkę polskiej ziemi z wrogich rąk germańsko-ruskich i ogłasza „Tu jest Polska”. Zatem, żeby jakimś pozytywem zakończyć, wzywam innych – i siebie też – do bojkotu tego oceanu bredni. Przecież można sobie popływać w jakiejś czystej rzeczce.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj