Rząd: będzie reforma szkolnictwa wyższego
Przetrwają najmądrzejsi
Zmiany w ustawach o szkolnictwie wyższym, których projekt właśnie przyjął rząd, są konieczne, chociaż zapewne niewystarczające, by – jak można przeczytać na stronach ministerstwa nauki – za pięć lat pięć polskich uczelni znalazło się w pierwszej setce europejskiego rankingu.

Dzisiaj uczelniom brakuje wszystkiego oprócz studentów: kadry uczącej, nowoczesnego zarządzania uczelniami, programów dostosowanych do galopującej technologicznie rzeczywistości, kontaktów ze światem zewnętrznym – pracodawcami, zagranicą, szkołami niższego szczebla. I oczywiście – pieniędzy. A niedługo może zabraknąć i studentów, bo dociera już do nich permanentny niż demograficzny.

Nowelizacja nie naprawi wszystkiego i nie ma też ambicji łatania dziur w całym systemie. Raczej stawia na konkurencję, zgodnie z zasadą – przetrwają najsilniejsi i tylko tym będziemy pomagać. Temu celowi ma służyć m. in. utworzenie KNOW – krajowych naukowych ośrodków wiodących – na bazie najlepszych istniejących szkół. Wybrane w drodze konkursów wydziały lub instytuty otrzymają więcej pieniędzy na badania, stypendia i ściąganie dobrych naukowców z zagranicznych ośrodków. Pozostałe uczelnie/wydziały będą sobie musiały same poradzić.

Nie wykorzystano za to świetnego pomysłu zawartego w przygotowanej na zlecenie ministerstwa strategii rozwoju szkolnictwa wyższego, by niewielkie uczelnie, powstające jak grzyby po deszczu w małych miejscowościach (jest ich już ponad 300, co stanowi ewenement w skali światowej), przekształcać w licencjackie kolegia  zawodowe zanurzone w lokalnej rzeczywistości gospodarczej.

Jedną z ważnych zmian będzie konieczność uzyskania zgody rektora macierzystej uczelni na podjęcie pracy w innej szkole wyższej. Dotąd wystarczało rektora tylko o tym poinformować.

Nie ma pewności, że walka z wieloetatowością pracowników naukowych przy pomocy tego rodzaju restrykcji pomoże w wyciągnięciu szkolnictwa wyższego z upadku, ale każdy ruch jest lepszy niż bezruch. Na pewno jednak od tego nie zwiększy się liczba nauczycieli akademickich, których niedobór należy do największych bolączek polskiego szkolnictwa wyższego. Sukces, jakim było radykalne zwiększenie współczynnika skolaryzacji Polaków przez ostatnie 20 lat, wydaje się pozorny, właśnie dlatego że absolwenci, którzy tak licznie opuszczają dziś mury uczelni, są niedouczeni, bo nie ma kto od nich egzekwować wiedzy, sprawdzać ich prac pisemnych, dyskutować i ogólnie - motywować do rozwoju.

Postawienie publicznego szkolnictwa wyższego na głowie polegało między innymi na tym, że za pomocą algorytmu, który decyduje, ile pieniędzy otrzyma uczelnia, wyeliminowano etaty asystentów – młodych naukowców, często wybieranych już nawet spośród najlepszych studentów trzeciego czy czwartego roku. Asystenci utracili etaty, a w zamian mogli uczyć się dalej na studiach doktoranckich. W ten sposób młodzi naukowcy zamieniali się w niemłodych studentów żyjących z niepewnych, za to głodowych stypendiów. W praktyce oznaczało to, że ci mobilniejsi i odważniejsi szukali bardziej przyjaznych warunków egzystencji na zagranicznych uczelniach, gdzie i stypendia wyższe, i majaczy jakaś szansa na prowadzenie badań w ulubionej dziedzinie. Studia doktoranckie zamiast produkować ambitnych, myślących i chłonnych akademików stały się upokarzającą szkołą przetrwania dla tych, którzy nie mieli innego pomysłu na życie.

Nowelizacja spróbuje powstrzymać ten proces m.in. poprzez wyższe stypendia dla 30 proc. najlepszych doktorantów. Wprowadzony też zostanie system Diamentowy Grant, który umożliwi najlepszym absolwentom studiów licencjackich robienie doktoratu z marszu, bez konieczności obrony pracy magisterskiej.

Szkoda jednak, że minister Barbara Kudrycka ugięła się przed bardziej zachowawczą częścią środowiska akademickiego (lub, jak kto woli, poszła na zdrowy kompromis) w sprawie habilitacji, która pozostanie jako nieusuwalny relikt PRL, chociaż w formie nieco uproszczonej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj