szukaj
Jerzy Wiatr: będzie koalicja SLD - PO
Lewica idzie po władzę
O końcu SLD i początku SLD-bis. O prawdopodobieństwie koalicji SLD z PO i rosnącej pozycji Grzegorza Napieralskiego mówi prof. Jerzy Wiatr, były minister edukacji, działacz SLD.
Donald Tusk i Grzegorz Napieralski rozmawiają o sposobach ratowania Polski z kryzysu. Kancelaria Premiera, luty 2009 r.
Wojciech Olkuśnik/Agencja Gazeta

Donald Tusk i Grzegorz Napieralski rozmawiają o sposobach ratowania Polski z kryzysu. Kancelaria Premiera, luty 2009 r.

Wiceszefowa SLD Katarzyna Piekarska i Jerzy Wiatr w siedzibie SLD przy ul. Rozbrat
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Wiceszefowa SLD Katarzyna Piekarska i Jerzy Wiatr w siedzibie SLD przy ul. Rozbrat

Grzegorz Rzeczkowski: - Pięć lat temu upadł ostatni rząd SLD. Kiedy będzie następny?

Jerzy Wiatr: - Ma pan na myśli rząd SLD czy rząd z SLD?

Rząd SLD.

Rządu SLD moim zdaniem szybko nie będzie, to odległa perspektywa. Teoretycznie można by sobie wyobrazić, że mogłoby to nastąpić w kadencji 2015 – 2019, ale pod jednym, dość trudnym do spełnienia warunkiem. Mianowicie, że Sojusz na tyle wzmocni swoją pozycję, że wysunie się przed PO. W Polsce wszystko się może zdarzyć, ale prawdopodobieństwo, że tak się stanie, nie jest wysokie, choć nie można tego wykluczyć.

Jednak zanim SLD dojdzie do takiej kondycji, że będzie w stanie utworzyć rząd, w jego miejsce powstanie inna formacja lewicowa, oparta na tym, czym jest SLD, ale inaczej zapewne skonstruowana i prawdopodobnie o szerszej bazie.

Wróży pan koniec Sojuszu w obecnej formule?

Wróżę proces zjednoczenia wokół SLD, ale zjednoczenia, które nie dokona się na zasadzie zwykłego wchłonięcia, bo to byłoby aroganckie i obraźliwe dla innych ugrupowań lewicowych. Dlatego gdy ten proces pewnej konsolidacji wokół SLD - który zresztą już w tej chwili jest widoczny - zajdzie dostatecznie daleko, żeby można było myśleć o organizacyjnym połączeniu, będzie musiało się dokonać coś w rodzaju kongresu zjednoczeniowego.

Na długą metę, jeśli ugrupowania lewicowe będą szły razem, przejdą przez jedne, przez drugie wybory, to właściwie w pewnym momencie przestanie mieć sens zachowywanie ich odrębności. Trudno jednak będzie powiedzieć koleżankom i kolegom z Unii Pracy, Partii Kobiet, SdPl czy Zielonych: „to wstąpcie sobie do SLD”. To byłoby aroganckie i odstraszające. Logiczne będzie więc w pewnym momencie zaproponowanie jakiejś formy integracji, może federacji ugrupowań lewicowych.

Proponuje pan budowę SLD – bis w kształcie sprzed 1999 roku, kiedy Sojusz był właśnie taką wielką koalicją partii i organizacji lewicowych.

To już się dzieje. SLD – bis właśnie powstaje. Jeśli chodzi o przyszłe wybory parlamentarne to w tej chwili w zasadzie pewne jest, że listy kandydatów będą tworzone przez SLD, UP, Partię Kobiet i Partię Zielonych. Być może dołączy jeszcze SdPl, w której dokonuje się bardzo ciekawy proces. Socjaldemokracja Polska, która rozpoczęła swój polityczny byt od oderwania się od SLD i przyjęła początkowo taką postawę zdecydowanie negatywną, dzisiaj przesuwa się w kierunku Sojuszu. Proces zbliżenia jest dostrzegalny.

Po wyborach prezydenckich i zeszłorocznych, do europarlamentu, dla innych ugrupowań lewicowych sytuacja jest bardzo prosta – albo rezygnuje się z tej formy polityki, która opiera się na wygrywaniu wyborów lub poważnym udziale w wyborach, albo idzie się na wspólną listę lewicy.

Cimoszewicz z Borowskim i Napieralskim? A do tego jeszcze Wojciech Olejniczak. Wyobraża pan to sobie?

Każdy z nich to trochę inna kwestia. Zapewne najtrudniej będzie doprowadzić do tego, by wśród kandydatów lewicy do parlamentu znalazł się Włodzimierz Cimoszewicz. Zniwelowanie podziału między nim a SLD będzie bardzo trudne, bo wymagałoby bardzo istotnej zmiany frontu przez byłego premiera. Ale polityka niejeden raz pokazała, że po rozejściach bywają i powroty, więc takiego powrotu nie wykluczam.

W przypadku Marka Borowskiego bardziej prawdopodobne wydaje się, że w którymś momencie wycofa się z czynnego życia politycznego. Choć gdyby zdecydował się zaangażować w budowanie zjednoczonej lewicy to też byłoby dla niego miejsce.

Zupełnie innym przypadkiem jest Olejniczak, który jest członkiem SLD.

Niewiadomo tylko jak długo.

To od niego zależy. Ale myślę, że długo. To jest rozsądny człowiek, pozbawiony rysów fanatyzmu. Na pewno przegrana rywalizacja o przywództwo w partii była dla niego frustrująca. Ale musi wyciągać wnioski. To co się dzieje w ciągu ostatnich miesięcy wokół Napieralskiego powinno ludziom takim jak Olejniczak, z których wielu lekceważyło szefa SLD, dawać do myślenia.

Skoro oprócz prezydenta jest tym politykiem, który cieszy się największym zaufaniem Polaków…

Olejniczak nie musi lubić Napieralskiego. Natomiast jak się jest politykiem lewicy, to w tej chwili trzeba sobie uświadomić, że w Napieralskim ma ona silnego przywódcę.

Jedynego i niekwestionowanego?

W tej chwili już niekwestionowanego. Bo ci, którzy kwestionowali jego przywództwo, jak na przykład Ryszard Kalisz, nabrali w tej chwili wody w usta, bo gdyby nadal to robili, sami by się ośmieszali. Sądzę, że tacy politycy jak Kalisz czy Olejniczak rozumieją, że ich polityczna przyszłość jest na lewicy, która będzie się łączyła, a nie dzieliła. Na takiej lewicy każdy z nich będzie miał możliwość zrobienia dużo dobrego dla Polski, a także zrealizowania swoich ambicji.

Zjednoczona lewica z liderem Napieralskim?

Myślę, że tak. W sytuacji gdy Aleksander Kwaśniewski konsekwentnie uchyla się od powrotu do aktywnego życia politycznego, poza Napieralskim nie widzę na lewicy żadnego innego przywódcy, który mógłby stać się czynnikiem ją łączącym. To człowiek o zaskakująco dużej politycznej intuicji, który przypomina mi trochę Aleksandra Kwaśniewskiego we wczesnych latach jego kariery w III RP.

Bardzo pan komplementuje szefa SLD. Ale czy polityk, któremu wielu członków partii zarzuca brak charyzmy może stać się przywódcą lewicy?

Ci którzy tak mówią, niech spojrzą w sondaże. Ludzie twierdzą co innego. Również coraz więcej działaczy przekonuje się do niego, zmienia front jak chociażby Joanna Senyszyn. Nawet ci z Warszawy, którzy w dużej mierze byli niechętni Napieralskiemu. Wraz z pogłębianiem się tego procesu, osoby niechętne przewodniczącemu będą tracić wpływy w partii.

Czyli zamiast Martyniuka do Sejmu wejdzie Oleksy, a zamiast Kalisza Miller?

Nie, nie, nie. Nie będzie tak. Myślę, że ci byli premierzy nie wrócą jako aktywni działacze. Ich czas w tej roli już minął.

Czy Grzegorz Napieralski jest w stanie doprowadzić do udziału lewicy we władzy?

To bardzo realne. W polskim życiu publicznym stało się coś zupełnie niezwykłego. Stopień nienawiści, który powstał między PO a PiS jest właściwie niespotykany w polityce. W tej sytuacji te dwie partie nie są w stanie wspólnie rządzić. Wobec tego jakie są możliwe scenariusze? Teoretycznie jest możliwe, że PO zdobywa większość i rządzi samodzielnie. Nie wykluczam tego, ale jest to jednak mało prawdopodobne. Łącznie z wariantem posiłkowym, że PO zdobywa większość razem z PSL, oczywiście przy założeniu, że ludowcy jednak wchodzą do Sejmu. Ale ich notowania w ostatnim czasie są tak niskie, że nawet jeśli im się to uda, to wprowadzą niewielu, może kilkunastu, posłów. W takim przypadku PO musiałaby zdobyć około 220 mandatów by razem ze słabym PSL-em zbudować większość. To wydaje mi się mało prawdopodobne. 

Drugi scenariusz jest taki, że w PiS dokonuje się rozłam, w wyniku którego z PiS wyłoni się bardziej umiarkowana formacja, która się przyłącza do Platformy. Ale nie wydaje mi się to szczególnie prawdopodobne, mimo że w partii Kaczyńskiego występują tendencje odśrodkowe.

I wreszcie scenariusz, który wydaje mi się zupełnie prawdopodobny. A więc PO wygrywa wybory, ale nie ma większości, zaś SLD zdobywa przyzwoite poparcie - myślę, że większe niż obecnie, czyli 18, a może nawet 20 procent głosów. Wtedy powstaje koalicja PO – SLD, w której lewica jest silnym partnerem, z mocniejszą pozycją, niż obecnie ma PSL u boku Platformy. Oczywiście rząd jest nadal rządem Donalda Tuska, który jest bardzo bliski sukcesu, jakiego nie osiągnął żaden premier III RP, czyli zostania premierem na drugą kadencję. Powiem więcej - trudno sobie wyobrazić, co musiałoby się stać, by do tego nie doszło.

Czyli SLD idzie po władzę.

Po udział we władzy. Jeśli dojdzie do takiej koalicji, to będzie to bardzo korzystna dla Polski konstelacja. Najlepszy wariant z możliwych w najbliższej przyszłości.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj