Bliski koniec demokracji?
Ballada o młotku
Jarosław Kaczyński mówi o zagrożeniu dla demokracji. Ryszard Legutko, pisowski europoseł, przyrównuje siebie i swoich partyjnych kolegów do dysydentów z czasów komuny. Kampania samorządowa PiS zaczęła się 17 września, jak zaznaczono – „nieprzypadkowo”.

Zdaniem prawicowych komentatorów powróciła cenzura, zawłaszczanie wszystkich instytucji, niszczenie opozycji, łamanie praw obywatelskich. Sytuacja kraju jest katastrofalna, a suwerenność jest naiwnym złudzeniem. Godność ludzi jest tak deptana jak za PRL, szykuje się w związku z tym nowy Sierpień.

Jest stare powiedzenie, przypomniane ostatnio w Internecie: jeśli z narzędzi został już tylko młotek, to każdy problem zaczyna wyglądać jak gwóźdź. Dzisiejsi kasandryci to dokładnie ci sami, którzy kilka lat temu „nie przyłączyli się do nagonki na PiS”, pałali świętym oburzeniem, kiedy ktokolwiek wyraził zaniepokojenie stanem polskiej demokracji pod światłymi rządami Kaczyńskiego, Leppera i Giertycha. Wtedy było to nazywane „histerią” i „wścieklizną”, wynikającą z tego, że Platforma nie umie pogodzić się z wynikiem wyborów.

Ile razy pisano, że władza ma mandat narodu, że trzeba pozwolić jej rządzić. Wówczas nie było zagrożenia wolności obywatelskich, nie było monopolu rządzenia, zawłaszczania państwa ani całego aparatu władzy i opresji na usługach jednej partii oraz dwóch braci. Dzisiaj natomiast ci niehisteryczni ludzie rysują dramatyczny obraz upadającej pod ciosami „PZPR-bis” demokracji.

Trwa żałosne zakładanie przykurzonych masek, jakby jakaś kolejna kuriozalna, tak modna ostatnio, rekonstrukcja, gdzie dzisiejsza Polska ma odtwarzać PRL (uwaga dla komentatorów „Rzeczpospolitej”: okładka tego numeru polityki to żart), a zwolennicy Kaczyńskiego, w opozycyjnych swetrach, odpalają stare, poukrywane na strychach powielacze. A potem już poleci: rewolucja i wejście Ruskich w ramach bratniej pomocy cara Północy dla swego faworyta, z którym niedawno się wyściskał. Słowem, mogliby już zacząć strzelać, bo zimno i deszcz pada.

Aż chciałoby się przypomnieć frazę byłego premiera Millera, który mawiał do oponentów: to wygrajcie wreszcie wybory. I nie zawracajcie głowy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj