szukaj
Najbogatsi Polacy na listach gończych
Gdzie oni są?
Byli na liście najbogatszych Polaków. Potem znaleźli się w mniej zaszczytnym rankingu, na top liście ściganych. Prowadzenie biznesów przejęły ich rodziny.
Edward Mazur, Dariusz Przywieczerski, Rudolf Skowroński, Henryk Stokłosa
Kamil Krzaczyński, Piotr Molęcki, Michał Rozbicki, Piotr Waniorek/Agencja Gazeta, East News, Forum

Edward Mazur, Dariusz Przywieczerski, Rudolf Skowroński, Henryk Stokłosa

Kiedyś w rankingach obok ich nazwisk widniały wielomilionowe sumy, które zgromadzili na kontach. Należeli do najbardziej ustosunkowanych ludzi w kraju. Ale gdy znaleźli się na liście, na której, zamiast milionów, obok ich nazwisk pojawiły się paragrafy kodeksu karnego, z pomocą przyszli im przede wszystkim najbliżsi. Nie tylko ze względu na rodzinne uczucia. Za ukrywanie ściganego lub udzielenie mu pomocy grozi do 5 lat więzienia. Na karę naraża się nawet ten, kto tylko spotka się z osobą poszukiwaną i nie poinformuje o tym organów ścigania. Nie dotyczy to jednak dzieci, rodziców i małżonków zbiegów. Tylko oni mogą bezkarnie pomagać poszukiwanemu na wszelkie sposoby. Także przejmując prowadzenie jego biznesów.

Polonijny biznesmen

Gdy Edward Mazur trafił na policyjną top listę ściganych, siostra biznesmena Anna, która jako jedyna z jego bliskich mieszka w Polsce (ich rodzice i pozostała piątka rodzeństwa nie żyją), przekonywała dziennikarzy, że postawienie mu zarzutów „to wielka krzywda”, bo brat „nie mógłby zrobić niczego złego”. Prosiła jednak, by nie ujawniać nazwiska, które nosi po mężu: ona Edzia się nie wstydzi, ale musi myśleć o swoich dzieciach i wnukach.

Pozostali członkowie rodziny Mazura mieszkają w USA. Gdy amerykański sąd rozstrzygał wniosek o jego ekstradycję do Polski, ruszyli mu z odsieczą. Żona Anna przekonywała sędziego, że mąż jest szanowanym obywatelem; na dowód przedstawiała jego korespondencję z wysoko postawionymi osobami. Syn Michael mówił o ojcu: „Nauczył mnie jednego: nigdy nie łamać prawa”. Podobnie twierdził drugi syn Derek. Świadkiem była nawet eksżona biznesmena Barbara, także emigrantka z Polski, z zawodu fryzjerka, pod której nazwiskiem Mazur prowadził swoje pierwsze interesy w Polsce. „To jest kochana, wspaniała osoba” – zeznawała. Gdy sąd odmówił ekstradycji, ich syn Robert głośno wychwalał amerykański wymiar sprawiedliwości: „Ten system działa!”.

A jednak to w Polsce rodzina Mazura przeprowadziła transakcję, dzięki której stali się multimilionerami. W 1997 r. Edward, Anna i Robert Mazurowie kupili po bardzo niskiej cenie akcje Bakomy (producent jogurtów). A gdy spółka weszła na giełdę, za pośrednictwem panamskich spółek sprzedali jej akcje koncernowi Danone za ponad 100 mln zł. Sprzedaż miała miejsce już po zabójstwie gen. Marka Papały, ale wtedy nikt nie kojarzył jeszcze nazwiska polonijnego biznesmena z tą zbrodnią (po latach prokuratura zabezpieczyła niewielką część pieniędzy ze sprzedaży akcji na rachunku panamskiej spółki Mazura w domu maklerskim AmerBrokers).

Po zatrzymaniu Mazura w Polsce w 2002 r. sytuacja się zmieniła. Był on wówczas akcjonariuszem Polskiej Sieci Handlowej Polma. Zanosiło się na kolejny wielki biznes jego życia. Spółka planowała wybudować ogromne centrum handlowo-usługowe w miejscu Dworca Głównego w Warszawie. W 1998 r. wydzierżawiła ten teren od PKP. Gdy trzy lata później PKP wystawiło grunt na sprzedaż, Polma była jedynym chętnym (nikt nie chciał kupić nieruchomości obciążonej 30-letnią dzierżawą). Za 6,4 ha i 1,5 ha nadtorza spółka miała zapłacić kolejom cenę wielokrotnie niższą niż rynkowa – 64 mln zł.

Zgodę na sprzedaż dworca musiał wyrazić minister infrastruktury. Właśnie wtedy nazwisko Mazura zaczęło pojawiać się w doniesieniach dotyczących zabójstwa Papały. Jego obecność wśród akcjonariuszy Polmy wzbudziła wątpliwości w ministerstwie. W 2002 r., na prośbę pozostałych wspólników, polonijny biznesmen sprzedał swoje akcje. Nabywcą papierów – o wartości 7,6 mln zł – była jego żona Anna. Później zainwestowała w spółkę jeszcze 4 mln zł. Taka zmiana w akcjonariacie spółki nie poprawiła jednak atmosfery wokół niej. Zakupu Dworca Głównego nie udało się sfinalizować. W 2008 r. Polma upadła.

Sukcesem zakończyła się za to inna misja żony Mazura. Dwa lata temu „Puls Biznesu” ujawnił, że w maju 2007 r., gdy Mazur siedział w amerykańskim areszcie, a Polska starała się o jego ekstradycję, jego żona podpisała dwie umowy sprzedaży udziałów Bakomy Bis (przetwórstwo owoców). Część z nich kupiła sama spółka w celu umorzenia, część – Zbigniew i Barbara Komorowscy. W sumie transakcje opiewały na 4,8 mln zł. Parę miesięcy po tym, jak amerykański sąd uwolnił Mazura, pieniądze te wypłynęły z Polski i trafiły na konto kancelarii prawnej, która pomogła polonijnemu biznesmenowi uniknąć ekstradycji.

Fakt, że żonie Mazura udało się wyprowadzić z Polski blisko 5 mln zł, był o tyle dziwny, że parę miesięcy wcześniej żona i córka Marka Papały złożyły pozew o 3 mln zł odszkodowania od oskarżonych o zlecenie zabójstwa generała i prokuratura mogła wystąpić o zabezpieczenie majątku Mazura. Wcześniej śledczym udało się zająć tylko mieszkanie biznesmena w spółdzielni Dembud i wspomniane już pieniądze na rachunku maklerskim. Edward Mazur, jeśli nie chce zostać aresztowany, nie może się ruszać z USA. A już na pewno nie może przyjechać do Polski. Ale jeśli będzie chciał robić w naszym kraju jakieś interesy, z pewnością może liczyć na rodzinę.

Wyrok za niewinność

Gdy Dariusz Przywieczerski wpadł w kłopoty, rodzinne więzi wygrały z wieloletnim związkiem. Przez wiele lat jego partnerką życiową i wspólniczką w biznesach była Janina Chim. Kiedyś zwierzył się dziennikarzowi „Dziennika”, że nikomu nie może ufać – „może z wyjątkiem Janki”. Gdy on szefował Universalowi, ona była tam kierownikiem działu. Początkowo nie obnosili się ze swym związkiem – ona mężatka, on żonaty. W 1989 r. zmarł jej mąż. Wielu tych, którzy poznali Przywieczerskiego i Chim po tej dacie, było przekonanych, że są małżeństwem – bywali razem, publicznie okazywali sobie uczucia. W 1989 r. Chim została wicedyrektorem FOZZ. Rok później wraz z szefem FOZZ Grzegorzem Żemkiem i Przywieczerskim zarejestrowali firmę Trast. Potem miało okazać się, że na jej założenie zaciągnęli kredyty – łącznie ponad 500 tys. dol. (z tego 167 tys. Przywieczerski), których zabezpieczeniem były środki FOZZ. Pożyczki nie spłacili i bank ściągnął je z konta Funduszu. To tylko jedna z transakcji, które wspólnie przeprowadzili, a na których stracił Fundusz.

W 1991 r. Żemka i Chim aresztowano. Ona – wówczas 41-latka, matka dwóch dorosłych córek, od dwóch lat wdowa, była w drugim miesiącu ciąży. Wypuścili ją z aresztu na dwa tygodnie przed narodzinami syna Aleksandra. Zamieszkała wraz z nim u starszej córki, 22-letniej Urszuli. Regularnie – raz, dwa razy w tygodniu odwiedzał ich Przywieczerski. Po wyjściu z aresztu Chim próbowała prowadzić jeszcze własne biznesy – ostatni padł w 2002 r. Potem utrzymywała ją córka. Z trudem wiązały koniec z końcem.

W 2005 r. za zagarnięcie wspólnie z Żemkiem i Przywieczerskim 3,5 mln zł z FOZZ i narażenie Funduszu na stratę co najmniej 19 mld zł – poprzez ich przelewanie na konta różnych spółek (m.in. związanych z Dariuszem Przywieczerskim) – sąd skazał Chim na 6,5 roku więzienia. Odsiedziała trzy. Gdy trafiła za kraty, dziennikarka „Polityki” spytała ją o Przywieczerskiego. Przekonywała, że jest niewinny tak jak ona. „Uciekł, bo zdał sobie sprawę z nieobiektywności procesu”.

Jeszcze w czasie trwania procesu rozpłynął się majątek Przywieczerskiego. Nieoficjalnie wiadomo, że część dobytku w Polsce przepisał na żonę Zofię, dziennikarkę. Córka Anna i syn Tomasz firmowali spółki, które przez jakiś czas były właścicielami firmy Ad Novum – wydawcy „Trybuny”. Anna – spółkę ATH, Tomasz – ATZ. Choć wtajemniczeni twierdzą, że Przywieczerski nigdy nie oddał im kontroli nad gazetą.

W 2004 r., w trakcie procesu FOZZ, Przywieczerski oświadczył sądowi, że nie ma pracy. Żyje z tego, co mu przyśle córka. Anna mieszkała już wówczas w Wielkiej Brytanii, miesiąc przed zakończeniem procesu FOZZ wzięła tam ślub i zmieniła nazwisko na Roberts. Prawdopodobnie to właśnie w Anglii schronił się początkowo przed więzieniem Przywieczerski. Zarejestrowane tam były wówczas co najmniej dwie kontrolowane przez niego spółki – Harsley Dean Ltd. oraz The Pendle Trust Ltd. Dyrektorami obu byli Przywieczerski, jego córka Anna oraz były pracownik FOZZ Radosław Musiał. Druga z tych spółek była niegdyś dystrybutorem Zelmera na Wyspach.

W 2006 r. okazało się, że Przywieczerski jest w USA. Interpol namierzył go w niewielkim miasteczku w stanie New Jersey. Prowadzi firmę handlującą gwoździami, drewnianymi panelami i sprzętem Zelmera. Jak ustaliliśmy, do Stanów ściągnął także swojego syna Tomasza. Do niego należy dziś rezydencja w Apollo Beach na Florydzie, którą cztery lata temu Dariusz Przywieczerski kupił za pół miliona dolarów. On sam – według oficjalnego rejestru hrabstwa Manatee na Florydzie – jest właścicielem innej rezydencji – w Bradenton.

Od 2006 r. polskie władze zabiegają o jego ekstradycję. Parę lat temu władze USA zażądały uzupełnienia wniosku. W ubiegłym roku pojawiły się informacje, że do ekstradycji nie dojdzie, bo Przywieczerski podjął współpracę z wywiadem USA.

Spółka Rudolfa

Na rodzinę Skowrońskiego jego zniknięcie spadło nieoczekiwanie. Późnym popołudniem 18 stycznia 2005 r. zadzwonił z domofonu do apartamentu w kamienicy na warszawskiej Starówce, gdzie mieszkał z rodziną. Żona biznesmena Edyta zeznała potem policji, że otworzyła mu, ale nie wie, czy w ogóle dotarł do mieszkania. Składało się ono z kilku lokali na różnych poziomach i dopiero po jakimś czasie zorientowała się, że męża nigdzie nie ma. Gdy nie wrócił na noc, wraz z siostrą męża Dagmarą postanowiły powiadomić o jego zniknięciu policję.

Przypuszczały, że został porwany dla okupu. Ale nie było żadnego telefonu z żądaniem pieniędzy. Według policji, biznesmen ukrył się przed organami ścigania. Potwierdzać to mają zeznania kilku świadków, którzy zeznawali, że widzieli go w różnych miejscach: na Mazurach, w Anglii, we Francji. Według rodziny to bzdura: Rudolf był już wcześniej oskarżony o wręczenie łapówek członkom zarządu miasta w Łodzi. Nie ukrywał się, przyjeżdżał na rozprawy. Wątpliwe, by przestraszył się aktu oskarżenia opartego na zeznaniach Gasińskiego. Afery korupcyjnej w resorcie finansów przestraszyć się nie mógł, bo wybuchła półtora roku po jego zaginięciu. Bliscy znajomi biznesmena także nie wierzą w ucieczkę Skowrońskiego. – Za bardzo kochał swoją żonę i dzieci – mówią.

W grudniu 2005 r. prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie domniemanego porwania lub zabójstwa Skowrońskiego. Nie odstąpiono natomiast od jego ścigania jako podejrzanego. W 2006 r., podczas konferencji prasowej, ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ogłosił, że Skowroński jest numerem dwa na policyjnej liście ściganych. – Nawet się wtedy ucieszyłam. Pomyślałam, że może policja w końcu zacznie go szukać – wspomina Dagmara Skowrońska. Wierzy, że brat wróci, inaczej nie znalazłaby w sobie pewnie tyle siły, by prowadzić jego interesy. Nigdy nie chciała być bizneswoman. Ale jako prawnik była od połowy lat 90. wtajemniczona w działalność spółek brata.

Od nieco innej strony znała je Edyta Skowrońska, która jako architekt przez lata odpowiadała w IC za projekty związane z budową hipermarketów i innych obiektów. Wspólnie przejęły prowadzenie interesów Skowrońskiego. Nie od razu ujawniły kontrahentom, że zaginął. Tłumaczyły, że jest chory, odwlekały podejmowanie ważnych decyzji. W końcu musiały jednak zacząć działać. Gdy Skowroński przepadł, jego firmy były w nie najlepszej sytuacji. Najważniejsza – Inter Commerce – miała wprawdzie na koniec 2004 r. 170 mln aktywów, w tym grunty o wartości 24 mln zł i budynki o wartości 61 mln zł, ale też i spore długi. Trzeba było dogadywać się z wierzycielami, sprzedać część nieruchomości, by ich spłacić.

 

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj