szukaj
Jak Amerykanie polską armię dozbrajali
Broń po Wuju
Bezpłatna pomoc wojskowa od Amerykanów okazała się za droga dla polskiej armii. No i trudno powiedzieć, na ile pomocna.
Fregaty ORP 'Pułaski' i ORP 'Kościuszko'
Wojciech Stróżyk/KFP

Fregaty ORP "Pułaski" i ORP "Kościuszko"

Przypadająca w tym roku 15 rocznica pomocy amerykańskiego rządu dla polskiej armii nie będzie specjalnie celebrowana. Żadnej ze stron nie byłoby łatwo ułożyć zgrabnej mowy pochwalnej. Tym bardziej że nie dałoby się uniknąć słów typu rozczarowanie, a nawet żal. – Myślę, że dojrzeliśmy już do sytuacji, w której powinniśmy zrezygnować z tej pomocy i opierać nasze relacje na innych zasadach. Dalsze korzystanie z bezpłatnych środków przyznawanych przez rząd USA stawia nas wśród krajów raczkujących, a my już nieco okrzepliśmy i dorośliśmy do bardziej partnerskich relacji – mówi minister Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. To jeszcze nie jest oficjalne stanowisko Ministerstwa Obrony Narodowej, ale i resort wyraźnie do niego dojrzewa.

Ile kosztuje darmowy lunch

Amerykańscy doradcy wojskowi uaktywnili się w Polsce dużo wcześniej, nim opuściły ją ostatnie transporty z radzieckim wojskiem. Imponowali wiedzą na temat stanu naszej armii i kusili obietnicami jego poprawy. Realną współpracę zaczęli jednak nie od propozycji sprzętowych, ale edukacyjnych. Polskę zaproszono do programu IMET (International Military Education and Training), w ramach którego nasi studenci i wojskowi mogli się szkolić w amerykańskich uczelniach. Docieranie szczegółów dawało przedsmak późniejszych kontaktów.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną