Dymisja dyrektora Muzeum Narodowego
Przegrane muzeum
Decyzji o rezygnacji prof. Piotra Piotrowskiego ze stanowiska dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie właściwie można było oczekiwać, a niektórzy nawet stwierdzą, że była i tak spóźniona.

Placówką kierował przez niecałe półtora roku i od samego początku szło mu jak po grudzie. Albowiem Piotrowski od samego początku potraktował Muzeum jako front walki o nową przyszłość, a swą misję - jak walkę. Mógł czuć wsparcie ministra Bogdana Zdrojewskiego, Rady Powierniczej Muzeum, która go rekomendowała, a także życzliwą przychylność mediów i dużej części polskiego środowiska sztuki współczesnej. Przeciw sobie miał praktycznie wszystkich pracowników. Gdy jednak tydzień temu Rada Powiernicza odrzuciła jego program reform, układ sił gwałtownie się załamał.

Piotr Piotrowski jest niewątpliwie wybitnym, i to w wymiarze międzynarodowym, specjalistą od sztuki współczesnej. Ale równocześnie okazał się słabym, niezdolnym do mediacji i podejmującym nerwowe decyzje szefem. Nie wystarczy bowiem mieć rację. Trzeba przekonać do niej wszystkich zainteresowanych. A Piotr Piotrowski przekonywać nikogo nie chciał. Co jednak najgorsze, był kiepskim strategiem i popełnił kardynalny błąd taktyczny: rozpoczął swą batalię na kilku frontach naraz.

Na  froncie programowym, przygotowując (ponoć bez konsultacji z zainteresowanymi działami) wystawy, które w najlepszym razie zaskakiwały, a w najgorszym – szokowały, zarówno publiczność jak i konserwatywne muzealne środowisko (najlepszym przykładem była Ars Homo Erotica poświęcona sztuce homoseksualnej). Na froncie personalnym, planując liczne zwolnienia (poniekąd słuszne, bo muzeum, to oaza ciepłych posadek). Na froncie organizacyjnym, snując śmiałe plany zmian, łączenia działów, podważania ich tradycyjnej roli w muzeum, przebudowania ekspozycji. Czy wreszcie na froncie propagandowym, bez skrupułów bijąc w swoich przeciwników i odważnie zapowiadając kolejne rewolucje. 

Nominacja prof. Piotra Piotrowskiego na dyrektora budziła ogromne nadzieje, że Muzeum Narodowe w Warszawie wydobędzie się wreszcie z porażającej drętwoty i zapaści w jaką wpadło kilka lat temu. Okazało się, że na taką misję same dobre chęci, wsparcie przełożonych oraz wiedza o mechanizmach współczesnej sztuki, to dalece za mało.  

A jednak żal. Nie tyle podającego się do dymisji dyrektora ile szansy, jaka przepada. Obawiam się bowiem, że przeprowadzenie jakichkolwiek reform w Muzeum będzie teraz dużo trudniejsze, może nawet niemożliwe. Z jednej bowiem strony swą destrukcyjną siłę poczuło niezwykle zachowawcze muzealne środowisko. Z drugiej - proszę znaleźć śmiałka, który zechce spróbować się zmierzyć z tym wyzwaniem. O ile Muzeum Narodowe w Krakowie z roku na rok kwitnie i pięknieje, o tyle stołeczne stacza się po równi pochyłej.  W dół i w dół...

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj