szukaj
Pogrzeb Marka Rosiaka: odwilży brak
Nie było znaku pokoju
Pogrzeb Marka Rosiaka konsoliduje polityczne status quo

Kto się spodziewał, że liderzy PiS i PO wymienią w katedrze łódzkiej podczas mszy pogrzebowej za Marka Rosiaka znak pokoju, nie powinien być zaskoczony. Nie ma w polskiej polityce żadnych śladów odwilży i nie będzie. Karty zostały dawno rozdane i każdy aktor gra swoją rolę.

Biskup wzywa do zakończenia wojny, w której Kościół nie był neutralny i porównuje śmierć funkcjonariusza PiS (którego rodzinie rzecz jasna należy się najgłębsze współczucie, a zamach na jego życie zasługuje na potępienie i sprzeciw) z męczeństwem ks. Jerzego Popiełuszki.

Lider opozycji powtarza, wbrew dotychczasowym ustaleniom śledztwa, że on i tylko on był celem zamachowca. Pracodawca zamordowanego ubolewa, że nie było przeprosin ze strony wiadomo czyjej. Prezydent wręcza wdowie pośmiertne odznaczenie dla jej męża, wymienia z nią i synem znak pokoju, słucha i milczy. Wypada godnie, jak przystoi głowie państwa.

Potem ludzie dzielą się przed kamerami TV swymi odczuciami. Dwie Polski mówią dwoma językami, tak jak zawsze, odkąd PiS i PO są dwoma potężnymi magnesami przyciągającymi do siebie tych, którzy myślą i czują tak jak ich polityczni faworyci. Podział jest widoczny i silny, nic go nie łagodzi.

Na plus odnotujmy, że tym razem obeszło się bez incydentów, choć obie Polski otarły się o siebie o metr. Milczał nie tylko prezydent, milczeli też liczni parlamentarzyści różnych opcji, niektórzy znani z ciętego języka.

Jest jeszcze trzecia Polska – obserwatorów i zwykłych gapiów. Pogrzeb zgromadził około tysiąca ludzi, reszta prawie milionowego miasta żyła swoimi sprawami. Ta większość też milczała i milczy. Czy liderzy słyszą to milczenie?

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj