Popyt na borowców
Wysyp borowików
Po zabójstwie łódzkiego działacza PiS dramatycznie wzrosło zapotrzebowanie polityków na obstawę funkcjonariuszy BOR. Nie we wszystkich przypadkach ma to sens.
Jan Malec/Forum

Dwa dni po morderstwie w łódzkim biurze PiS szef MSWiA Jerzy Miller podjął decyzję, aby opieką Biura Ochrony Rządu objąć też niektórych ważnych polityków, niezajmujących wysokich stanowisk państwowych. Tylko on zresztą może przydzielić obstawę każdemu obywatelowi, gdy uzna to za stosowne. Szef BOR gen. Marian Janicki – w ciągu kilku dni po morderstwie – w Sejmie lub w swym gabinecie przy ul. Podchorążych na warszawskim Mokotowie osobiście spotykał się z zainteresowanymi.

Jako pierwszy tym, że został objęty ochroną, pochwalił się europoseł PiS Jacek Kurski. Niedługo potem podobną wiadomość ogłosił jego partyjny kolega Zbigniew Ziobro. Nie pozostawił żadnych wątpliwości, że ochrona mu się należy. Na dowód przypomniał czasy, kiedy za rządów PiS pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. „Co najmniej kilkakrotnie byłem informowany o zamiarach zabicia mnie, dostawałem telefony, więc przyzwyczaiłem się do tego, że mam być zastrzelony” powiedział mediom.

Były premier za czasów SLD Leszek Miller mówi, że usłyszał od gen. Janickiego na tyle konkretny przekaz, że nie hamletyzował. – Z analiz, którymi dysponują służby, wynika, że powinienem otrzymać ochronę. Nie dyskutowałem, bo trzymam się od dawna zasady, że jeśli fachowcy mówią, aby przyjąć ochronę, to ja się z tym zgadzam – tłumaczy były premier, który wśród borowików znany jest z tego, że lubi ich towarzystwo.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną