Jarosław Kaczyński rezygnuje z RBN
Wyjście bez wejścia
Jarosław Kaczyński opuścił Radę Bezpieczeństwa Narodowego, która jest organem doradczym prezydenta, a do której Bronisław Komorowski poza marszałkami parlamentu i ministrami odpowiedzialnymi niejako resortowo za bezpieczeństwo powołał także szefów partii zasiadających przy Wiejskiej.

A zatem także lidera PiS, który jednak z tejże Rady właśnie wyszedł na własne życzenie, po prawdzie nie wchodząc do niej nawet na sekundę. Uczynił to w momencie, gdy akurat miano rozprawiać o bardzo poważnych kwestiach tuż przed listopadowym szczytem NATO w Lizbonie, w tym o wyprowadzaniu wojsk polskich z Afganistanu.

Jarosław Kaczyński w liście uzasadniającym swoje wyjście pisał o tym, że rząd i prezydent po 10 kwietnia „nie sprostali wyzwaniu” oraz nie zapewnili „podmiotowej pozycji naszego kraju w prowadzonym postępowaniu”. A także, zakwestionował sposób negocjowania przez rząd umowy gazowej z Rosją i tak dalej. Zresztą, napisał w skrócie i szkicowo to, co powtarza od tygodni i z czym dzisiaj jeździ po kraju w kampanii samorządowej. W istocie chodzi o to, że zerwał kontakt z państwem polskim i jego najwyższymi urzędnikami, niejako znalazł się gdzieś obok, gdzieś poza i z tej pozycji atakuje wszystkich rządzących, ba, wszystkich, którzy myślą inaczej, również w swoich szeregach.

Ta polityka ma wiele negatywnych i bardzo niepokojących cech. Jest polityką swoistego rokoszu, wypisywania największej partii opozycyjnej ze wspólnoty, choćby bezpieczeństwa właśnie, ze wspólnoty odpowiedzialności wyższej wszystkich polityków i obywateli za dobro wspólne, co jest jedną z najmocniejszych podstaw moralnych i konstytucyjnych naszego państwa. To jest kolejna autokompromitacja kandydata na prezydenta, który zdobył prawie 8 milionów głosów, a dzisiaj zachowuje się jak obrażony brzdąc, któremu Bronuś w piaskownicy zamek z piasku łopatką rozwalił. I który bez żadnych zahamowań jest w stanie wypowiedzieć każde oskarżenie i zmusić swoją partię do każdej karkołomnej figury.

A jeszcze do tego nie chce się Jarosławowi Kaczyńskiemu rozmawiać z kimkolwiek, nie tylko z prezydentem, także ze swoim otoczeniem, któremu jedynie pozostaje w lot łapać myśl przywódcy, z mruknięć i wygłoszonych ex catedra sentencji wysnuwać taktykę na najbliższy dzień, a przede wszystkim z gorącym oddaniem podtrzymywać każdy ruch, każdy gest, każde wejście i każde wyjście prezesa.

 

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj