Urodziny rządu Donalda Tuska
Trzy lata
Łatwo sobie wyobrazić dwie równoległe opowieści o trzech latach rządów Donalda Tuska. Do jednej wystarczyłoby zebrać choćby wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, do drugiej samego premiera.

Znamy to dobrze, bo słyszymy codziennie. Do słów prezesa PiS doklejają się także wypowiedzi Grzegorza Napieralskiego, który również codziennie mówi o złym i leniwym rządzie, ale też – dla porządku – odcina się od całej prawicy en block, traktując ją jako niezdolną do wielkiej polityki niejako z natury.

Zapewne rzeczywista prawda historyczna o trzech latach rządów Tuska wyłoni się z czasem i ulokuje się gdzieś po środku, między skrajnie wyostrzonymi, a przeciwstawnymi opiniami. Tak czy inaczej zawsze przy takiej wycenie polityki egzekutywnej trwać będzie spór o kryteria, o kontekst czasu i warunków. Może te kryteria najtrafniej definiuje dzisiaj polska opinia publiczna, która niezmiennie nie traci - mimo oczywiście różnych sezonowych wahnięć - sympatii tak dla osoby premiera jak i partii, na której czele stoi?

Jasne, że można odrzucić konteksty i wypalić z grubej rury: co rząd obiecywał, a co zrobił, jakie są konkretne rezultaty i gdzie reformy, gdzie autostrady i gdzie Irlandia, a jak tam z długiem publicznym? Taka litania nie ma końca. Tak czy inaczej, wyjdzie mizernie. Nawet jeśli wsłucha się w opowieści rządzących – a ich przecież nie brakuje – o kryzysie zewnętrznym, który osłabia także Polskę, o dwuleciu ścierania się z opozycyjnym prezydentem, o ekstraordynaryjnych i dramatycznych miesiącach wiosny 2010 roku. Wyjdzie mizernie zwłaszcza wedle wyliczeń Jarosława Kaczyńskiego, który skromnie wystawia sam sobie opinię za lata 2005-07, ponoć najwspanialsze licząc od 1989 roku.

Rzecz jednak w tym, że rzeczywiście poważnie można rozmawiać o bilansie tego trzylecia tylko w powiązaniu z realnym światem, w tym (i może przede wszystkim?) – politycznym. A więc z Jarosławem Kaczyńskim w tle i z pamięcią o latach 2005-07 jako o Czwartej RP.

Wszyscy już mamy dosyć tej kłótni i tej monotonii, tego nie zamierającego teatru nienawiści. Wnosimy modły, żeby wreszcie i naprawdę zająć się czymś innym, ważniejszym - choćby dobrym rządzeniem. Nieszczęście i paradoks polega na tym jednak, że nie da się tego konfliktu unieważnić, uznać, że go po prostu nie ma, że nas nie obchodzi. On jest i wyziera.

I może największą zasługą rządów Donalda Tuska jest to, że napór Czwartej RP wziął na siebie, chroniąc przed nią życie codzienne swoich obywateli. Cena, jaką płaci jest olbrzymia, ale i tak ten interes w sumie nam się opłaca.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj