szukaj
Sejmowa komisja debatowała o zdrowiu
Pakiet z zadyszką
Dobrze, że minister zdrowia zgodziła się na wysłuchanie publiczne dotyczące planowanej reformy (a konkretnie - projektu ustawy o działalności leczniczej). Problem w tym, że wciąż nic z tego nie wynika.

Aż 1148 osób i organizacji zgłosiło się do udziału w posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia, która zorganizowała dla nich w piątek możliwość wypowiedzenia się na temat zapowiadanej przez rząd reformy. Tylu chętnych nie pomieściłby w żadnej sali budynek parlamentu, więc postanowiono wynająć pomieszczenie poza Sejmem. I co? Cała para poszła w gwizdek, bo obecnych nie było więcej niż 200 osób. Z których przynajmniej jedna trzecia to dowiezieni autokarami technicy medyczni elektroradiologii.

To osoby zatrudnione przy obsłudze aparatów radiologicznych, które w myśl zapisów nowej ustawy będą pracować na etacie tyle co inni pracownicy szpitali (7,5 godziny dziennie), a nie dwie godziny krócej, jak mają to zagwarantowane obecnie. Przywilej skróconego czasu pracy od wielu lat chroni ich przed narażeniem na promieniowanie jonizujące, ale argument stracił rację bytu, odkąd współczesna radiologia spełnia wyśrubowane standardy bezpieczeństwa.

Związek zawodowy techników medycznych elektroradiologii bronił więc swoich interesów.

Podobnie jak sześć innych central związkowych, których przedstawiciele zabrali głos podczas wysłuchania przed członkami komisji zdrowia i samą minister. Wraz z szefami samorządów lekarzy i pielęgniarek wszyscy zgłosili ten sam postulat i żal do rządu: nie chcemy zmian polegających na zastąpieniu szpitali spółkami. Z chóru wyłamał się jedynie Krzysztof Tuczapski, dyrektor niepublicznego szpitala w Zamościu, który apelował do minister zdrowia, by jednak wprowadzała swoją reformę, nie oglądając się na opór związków zawodowych.  

I tak się pewnie stanie. W najbliższych dniach komisja zdrowia wybierze spośród siebie kilka podkomisji i rozpocznie pracę nad poszczególnymi projektami ustaw, które wchodzą w skład pakietu przygotowanego przez rząd. Nie będzie z tym wcale łatwo i dzisiejsze wysłuchanie publiczne nawet o milimetr nie przybliża nas do zgody między ugrupowaniami politycznymi i środowiskami zawodowymi. Prawnicy biura legislacyjnego Sejmu odradzają posłom pracę nad ośmioma projektami ustaw jednocześnie, bo nie odnoszą się one do obowiązujących aktów prawnych, lecz do siebie wzajemnie. A zdaniem ekspertów nie można powoływać się na przepisy, których jeszcze nie uchwalono. Pragmatyka legislacyjna wymaga ustalenia porządku pracy nad kolejnymi projektami, bo w przeciwnym razie przyjmowane ad hoc rozwiązania mogą się wykluczać. – Dlatego najpierw powinniśmy zająć się ustawą o działalności leczniczej, która zmienia ponad 60 aktów prawnych i dopiero, gdy trafi do prezydenta, należy przejść do reszty – uważa Bolesław Piecha, szef komisji zdrowia.

Ale Ewa Kopacz ma zdanie całkowicie inne, bo zależy jej na tym, aby cały pakiet trafił do podpisu prezydenta jeszcze przed przyszłoroczną kampanią wyborczą. Nie ma złudzeń, że między innymi właśnie z realizacji obietnicy naprawy systemu ochrony zdrowia Platforma Obywatelska i rząd będą rozliczane podczas najbliższych wyborów.

Tymczasem po piątkowym wysłuchaniu publicznym widać, że związki i samorządy zawodowe takiej reformy nie zaakceptują, co będzie kolejnym wielkim problemem do pokonania.

A co na to pacjenci? Pacjenci swojego lobby nie mają.

 

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj