Wojna o raport MAK. Czy coś zmieni?
Tusk wezwany do raportu
Polska nie kwestionuje zasadniczych tez raportu MAK, ale uważa go za niekompletny – prawie jednym głosem powtarzali premier Donald Tusk i minister Jerzy Miller.

Dokument MAK jest jednak wyzwaniem dla rządu. Nie tylko dlatego, że na próbę wystawia stosunki polsko-rosyjskie, także dlatego, że jest próbą dla polskiej opinii publicznej i wiarygodności działań premiera i rządu. Dotychczasowa strategia czekania na rozstrzygnięcia wszystkich komisji: rosyjskiej, polskiej oraz obu prokuratorskich śledztw, to obecnie stanowczo za mało. Polityka informacyjna prokuratury była krytykowana od dawna i mimo zapewnień, że się zmieni, pozostała taka sama. Polityka pełnej szczelności polskiej komisji badającej okoliczności i przyczyny wypadku, do czasu być może niezła, stała się już mało wydajna.

Niewątpliwie w pierwszych dniach po moskiewskiej prezentacji swój punkt widzenia narzuciło PiS. Teraz o wiele trudniej mieć nadzieję, że polski raport – bardziej dla strony polskiej krytyczny od rosyjskiego, pokazujący jednocześnie wszystkie zaniechania Rosjan – odmieni społeczne nastroje. Smoleńska katastrofa w całym swym tragizmie została emocjonalnie przywrócona do życia, a techniczne szczegóły są ważne dla specjalistów, mniej dla opinii publicznej, która łatwiej przyjmuje prawdy proste. W katastrofach lotniczych prawd prostych nie ma, są liczne powody i okoliczności oddziałujące na siebie jak kostki domina.

Najbliższy czas sejmowych debat i prezentacji, postulatów powoływania komisji śledczych, czy choćby kolejnych wniosków o wotum nieufności dla ministra obrony narodowej (może i spraw wewnętrznych), niby-oddolna akcja zwolenników PiS zbierania podpisów o Trybunał Stanu dla premiera, będzie emocje wzmagał. Ta druga smoleńska fala jeszcze nie osiągnęła swojej kulminacji.

Trudno będzie premierowi obronić – nie przed opozycją, ale opinią publiczną – szefa MON Bogdana Klicha. Brak czyjejkolwiek – poza nieżyjącymi – odpowiedzialności za największą polską katastrofę lotniczą przestaje być zrozumiały, a argument, że nie wystarczają rosyjskie ustalenia i trzeba poczekać na polskie, może okazać się za słaby.

Tekst jest fragmentem artykułu Janiny Paradowskiej, ktory ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Polityka". Kup e-wydanie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj