Stokłosa znów senatorem
Powrót króla flaków
Gdy ogłoszono, że zwycięzcą niedzielnych wyborów uzupełniających do Senatu został Henryk Stokłosa, media od razu przypomniały, że przecież jest oskarżony o korumpowanie urzędników ministerstwa finansów.

Widać nie przeszkadzało to mieszkańcom Piły, którzy dostrzegli w nim męża opatrznościowego, biznesmena z wizją i europejskiego lidera utylizacji odpadów poubojowych, zwanego przez miejscowych królem flaków.

Tak samo zdeterminowani byli kilka miesięcy temu mieszkańcy Olsztyna, którzy omal nie powierzyli władzy w mieście oskarżanemu o gwałt i molestowanie seksualne Czesławowi  Małkowskiemu. 

Staram się zrozumieć mieszkańców Piły i dostrzec choć jedną korzyść wynikającą z tego zaskakującego wyboru. Być może mieszkańcom chodziło o to, by senatora Stokłosę mieć na oku. Uznali, że skoro będzie w Senacie, pod okiem telewizyjnych kamer, wśród państwowych urzędników - również tych odpowiedzialnych za więziennictwo - to nie będzie miał czasu więzić i bić swoich pracowników (a o to też jest oskarżony). Choć być może w wypadku senatora Stokłosy skuteczniejszy jest areszt tymczasowy. Gdy przebywał w nim przez niemal cały rok 2008, do takich incydentów nie dochodziło. 

Być może mieszkańcy Piły liczą, że Stokłosę tak pochłoną sprawy państwa, Europy, świata - i będzie tak nimi zajęty, że nie będzie miał czasu zakopywać padliny w okolicach Śmiłowa (to kolejny punkt oskarżenia).

Bo o zarzucie wyłudzania pieniędzy z funduszy europejskich w ogóle nie  ma co wspominać. Bo co to za zarzut? Każdy by wziął, gdyby nadarzyła się taka okazja. Albo kolejny - że wręczał łapówki w zamian za zwolnienia podatkowe. A któż by nie wręczał? Zamiast płacić miliony państwu, wystarczyło zapłacić 100 tysięcy zł. do kieszeni urzędnika. Rachunek jest prosty.  

Moja wygrana to zwycięstwo polskiej gospodarki – powiedział po powrocie do Senatu Henryk Stokłosa. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby na takich zasadach funkcjonowały też inne polskie przedsiębiorstwa.

W kampanii wyborczej Henryk Stokłosa podkreślał, że chce wrócić, bo uważa, że jest Polsce potrzebny. Boję się jednak, że gdy naprawdę będzie potrzebny, znów trzeba będzie go poszukiwać europejskim nakazem aresztowania. I wolałbym, by zasiadł wtedy na ławie oskarżonych, a nie w ławach senatorskich.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj