Media: Żerowanie na Olewniku
Tak zwany wyciek
TVN 24 ogłosił sukces, bo dziennikarze tej stacji dotarli do wstępnej wersji raportu komisji śledczej ds. śmierci Krzysztofa Olewnika. I wyciągnęli daleko idące wnioski.

Obwieścili mianowicie, że jeden z porywaczy Sławomir Kościuk prawdopodobnie wcale nie popełnił samobójstwa. Tak ma wynikać z opisu lekarza badającego zwłoki. Wiadomość podano w formie sensacji. News polega na tym, że lekarz stwierdził u denata obtarcia na przedramionach i uszkodzone żebra, co niechybnie wskazuje, że Kościuk został zamordowany. Ponoć nikt tego dotychczas nie ujawnił.

Otóż, wiadomość o urazach znalezionych na ciele samobójcy nie jest nowa. W wydanej w 2009 r. książce „Śmierć za 300 tysięcy” przytoczyliśmy opis uszkodzeń ciała, jakie stwierdzono u Kościuka. Miał dziwne ślady na przedramionach. Miał złamane żebra. Ale nie było w tym nic sensacyjnego, bo urazów doznał z dwóch powodów.  

Obtarcia rąk powstały w wyniku drgawek agonalnych – ofiara uderzała przedramionami o przedmioty znajdujące się w pobliżu. Żebra uległy uszkodzeniu już po śmierci – to efekt prób reanimacji podejmowanych przez strażników z więzienia w Płocku. Umarł z powodu uduszenia liną, która owijała jego szyję. Powiesił się sam, bez udziału osób trzecich! Tak uznała prokuratura umarzając sprawę. I nie pojawił się w tej sprawie żaden nowy dowód, który podważałby przyjętą wersję.

Jaki diabełek siedzi w głowach dziennikarzy karmiących opinię publiczną rzekomymi rewelacjami, które w gruncie rzeczy są informacjami ujawnionymi już dawno? Własna ignorancja? Być może, chociaż wydaje się, że to raczej świadome używanie dezinformacji. A do tego dochodzi rzecz znacznie bardziej niebezpieczna, czyli bełtanie ludziom w głowach fałszywymi wiadomościami, z pełną premedytacją.

Sprawa Olewnika od lat już wystarczająco bulwersuje i nie ma żadnej potrzeby, aby dodatkowo dolewać oliwy do ognia pseudo-sensacjami. Nikt nie miał motywu, aby mordować Sławomira Kościuka po procesie, podczas którego zeznał wszystko co wiedział. Wersja, że chciano zamknąć mu usta, nie trzyma się kupy. Jeżeli obawiano się, że coś ujawni, zabito by go przed procesem porywaczy. Epatowanie opinii publicznej scenariuszem przeniesionym wprost z sensacyjnej fabuły to zwykłe draństwo. Po polskich więzieniach nie krążą szwadrony śmierci wykonujące wyroki. Nie ma spisku strażników, dyrekcji zakładów karnych, płatnych zabójców, polityków i biznesmenów, który miałby na celu usunięcie z tego świata wszystkich świadków w sprawie porwania i zabicia Krzysztofa Olewnika.

Tworzenie iluzji, że tak właśnie jest, to wywoływanie zbiorowej obsesji. Niektórzy już się jej poddali, rodzina Olewników jest szczególnie podatna na tego rodzaju sensacje. Żerowanie na jej nieszczęściu to podłe zachowanie. Dziennikarze nie powinni brać w tym udziału.

Sylwester Latkowski, Piotr Pytlakowski

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj