szukaj
Pies czyli kot
Na grzybach
Z całego rządu najlepsza jest Jolanta Fedak, minister pracy.

Mówi prosto i jasno, że OFE trzeba zlikwidować. Tłumaczy nawet dlaczego, ale ja już tego nie rozumiem, bo w sprawach finansów, emerytur i ubezpieczeń jestem ciemny jak dwunasta w nocy. Ja to ja, ale prezes Business Center Club Marek Goliszewski przyznał, że choć skończył dwie uczelnie ekonomiczne i trochę w gospodarce siedzi, to też nic nie rozumie. Przypuszczam, że tego, co mówi pani minister, ona sama też nie rozumie i stąd tak łatwo zdecydowała za premiera. Pamiętam, że gdy swą opinię o homoseksualizmie wygłosił pewien wiceminister zdrowia w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego, to już drugiej opinii wygłosić nie zdążył.

Kilka dni temu Jacek Żakowski w „Gazecie Wyborczej” napisał komentarz do naszej sytuacji politycznej i dał tytuł „Odczepcie się od Tuska”. Kto powinien pierwszy się odczepić? Minister Jolanta Fedak. Wtedy mógłby się odczepić cały PSL i oto pewnego dnia wicepremier Pawlak nie przyjechałby do pracy z Żyrardowa pociągiem specjalnie niezlikwidowanym przez ministra Grabarczyka. PSL odeszłoby z koalicji osiem miesięcy przed wyborami. Wówczas... Napisałem słowo „wówczas” i zabrakło mi wyobraźni. Bo co wówczas? Przyspieszone wybory osiem miesięcy przed wyborami? Napieralski wicepremierem? To już chyba szybciej premierem, gdyby doszło do koalicji z PiS. Wtedy Jarosław K. oczywiście na ministra kultury.

Pamiętam Napieralskiego, gdy jako kandydat na prezydenta III RP rozdawał na ulicy grzyby i jabłka z koszyczka niczym zrujnowana właścicielka straganu. Ogromnie to było rozczulające. Kandydat na prezydenta Grzegorz Napieralski? Gdy przychodziłem na świat w Małkini, prezydentem II RP był Ignacy Mościcki. Staram się sobie wyobrazić sytuację, w której jako kandydat na prezydenta chodzi Mościcki po ulicy z grzybami i... Przepraszam, ale znów się poddaję... Mościcki z grzybami, a marszałek Piłsudski z Rydzem-Śmigłym... Dość.

By jednak utrzymać jedność formalną felietonu, będę dalej pisał o grzybach. Rosną one na przykład w Puszczy Białowieskiej. 17 proc. Puszczy stanowi Białowieski Park Narodowy, a 83 proc. to las gospodarczy. Ten las jest systematycznie wycinany. Wprawdzie minister środowiska Andrzej Kraszewski zmniejszył limit cięć ze 100 tys. metrów sześciennych do 50 tys., ale nie zakazał cięć tam, gdzie obiecał, i najcenniejsze fragmenty Puszczy walą się na ziemię po spotkaniu z piłą spalinową. Padają drzewostany ponadstuletnie i martwe drzewa, w których żyją rzadkie owady, jak choćby chrząszcz bogatek. Takich miejsc, gdzie gnieżdżą się owady i liczne zagrożone wyginięciem gatunki ptaków – a to głównie tam są planowane wycinki – jest wiele. Z pewnością ponad dwieście, ale może i dwa razy więcej. Lasy Państwowe nie zrezygnowały bowiem z cięć sanitarnych, a są to cięcia – masakry.

Adam Wajrak, z którego artykułów od lat chyba nie tylko ja czerpię wiedzę, nazywa wycinkę sanitarną „jednym z najbardziej szkodliwych przyrodniczo działań”. Lasy Państwowe argumentują, że tam, gdzie się wytnie kawał Puszczy, daje się szansę nowym gatunkom, by wyrosły na tym miejscu. Kochane Lasy Państwowe! Zrąbcie całą Puszczę, wyasfaltujcie i puśćcie na żywioł. Przyroda jest ekspansywna, asfalt zeżrą nowe gatunki, a żeby miały trochę łatwiej, to nie będzie w tym roku w Puszczy zakazu wycinek w okresie lęgowym ptaków, od marca do końca sierpnia. Ptaki już dość się narozmnażały, a gatunki ginące powinny zginąć, bo sama nazwa na to wskazuje.

Na Targach Turystycznych w Berlinie pokażemy filmik „promujący Polskę nowoczesną bez bocianów i folkloru”. Jedno jest w nim dziwne – dlaczego nad Polską nie szybuje nasz rodzimy orzeł bielik, tylko amerykański? Skoro już wszystko jest porąbane, to niech będzie porąbane do końca, prawda?

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj