Tusk dla POLITYKI: Zmian w rządzie nie będzie
„Zmiana gabinetu na osiem miesięcy przed wyborami musiałaby być ofertą nowego rządu na następne cztery lata, a z tym wypada poczekać do rozstrzygnięcia wyborców” - mówi Donald Tusk w wywiadzie dla POLITYKI.
Premier Tusk: Zmiany w rządzie przed wyborami nie są konieczne.
KPRM/materiały prasowe

Premier Tusk: Zmiany w rządzie przed wyborami nie są konieczne.

W obszernym wywiadzie z premierem Donaldem Tuskiem, który ukaże się w najnowszym numerze Tygodnika POLITYKA, szef rządu odniósł się między innymi do medialnych spekulacji na temat zmian w swoim gabinecie i odwołaniu niektórych ministrów.

Jerzy Baczyński, Janina Paradowska: Nastroje wyraźnie się odwróciły, bunt elit przeciw Platformie jest faktem. Co się stało?
Donald Tusk: Szczerze powiedziawszy, wbrew temu, co mówi opozycja, nigdy nie byliśmy jakimiś szczególnymi ulubieńcami tak zwanych elit. Natomiast kilka spraw doprowadziło do konfliktu o konkretne interesy. Sprawa OFE nie jest może punktem zwrotnym, ale jeśli chodzi o kręgi opiniotwórcze, wywołała poważny spór i zdawaliśmy sobie sprawę, że tak będzie. Przy całym szacunku dla kompetencji Leszka Balcerowicza i jego autorytetu, uważam, że w tej akurat sprawie nie ma racji. Ale, zgadzam się, nic tak skutecznie nie przykuwa uwagi jak twarda, momentami histeryczna krytyka, pochodząca ze środowisk, co do których istniało powszechne przekonanie, że są naszym naturalnym zapleczem. Nic tak bardzo nie osłabia jak jakaś forma konfliktu domowego.

Dziś „wojna polsko-polska” wydaje się mniej ważna niż „wojna w obozie postępu”.
Jest z pewnością głośniejsza, zwłaszcza w mediach, ale nie sądzę, że jest ważniejsza. W ramach, jak to państwo nazwali, obozu postępu możemy spierać się o tempo, o konkretne rozwiązania, i dobrze, że o tym dyskutujemy. Nikt jednak nie kwestionuje głównego kierunku, samego postępu i konieczności modernizacji. Nadal uważam więc, że prawdziwy spór cywilizacyjny, polityczny i kulturowy toczy się między PO i PiS.

Konflikt z Balcerowiczem zagroził jednak waszej wiarygodności.
Moim zdaniem, szeroko pojęte elity nigdy nie miały klucza do wygranej, ale mają dużą zdolność osłabiania, szczególnie formacji, która jest z nimi kojarzona. Powiem krótko: elity nie są w stanie dać nam zwycięstwa wyborczego, ale mogą nas tak osłabić, że powrót PiS do władzy stanie się całkiem realny.

Może po prostu zlekceważyliście koszty polityczne sprawy OFE? Minister finansów jakby wcześniej sprawy nie widział, długo przedstawiał uspokajające informacje dotyczące długu publicznego, stanu finansów państwa; nagle odkrył głównego wroga i uderzył w OFE. To nie wyglądało wiarygodnie.
Rozmawiamy – nie zapominajmy o tym – o sytuacji kraju, który odnotował w czasie kryzysu, drugi rok z rzędu, wzrost gospodarczy i to dość wyraźny. Rok temu byliśmy pierwsi, dziś osiągamy drugi wynik w Europie po Szwecji, co świadczy dobrze o Polakach, o ich nastawieniu na sukces. Ale też mam wrażenie, że nie umiemy się cieszyć z własnych osiągnięć. Słyszałem już na przykład, że w związku z tym, że jesteśmy drudzy, to Polska przestała być zieloną wyspą. Życzę każdemu takich porażek. Już dzisiaj możemy powiedzieć, że – jeśli nie zdarzy się jakaś katastrofa będąca poza zasięgiem naszego przeciwdziałania – będziemy jedynym krajem, który przez kryzys przejdzie ze stałym wzrostem i z deficytem, który w ciągu trzech lat można zdusić do 3 proc. I to beż żadnych radykalnych cięć socjalnych, dramatycznie pogarszających warunki życiowe. Ja nie startuję w konkurencji, kto zrobi najbardziej bolesne dla ludzi reformy. Nie zgadzam się na taką „filozofię polityczną”, uważam ją za absurdalną. Trzeba mieć odwagę, aby podjąć decyzje o oszczędnościach, ale na tyle, na ile jest to konieczne, a nie, aby udowadniać, że jest się odważniejszym czy lepszym liberałem. Tu akurat nie mam żadnych kompleksów.

Zarzuty, że minister finansów uprawia kreatywną księgowość, to jedno, ale równie poważne są zarzuty, że dzięki tym manewrom można uniknąć niezbędnych reform. Nawet w tymże systemie emerytalnym – emerytury mundurowe, górnicze, KRUS…
Spór o zmiany, o system emerytalny i finanse publiczne jest jak najbardziej uzasadniony, każdy ma prawo zabrania głosu w tej debacie. Uważam jednak, że elementarna uczciwość wymaga, aby pokazywano rozwiązania nie tylko alternatywne (gdzie ciąć wydatki), ale także porównywalne co do wartości osiąganych w ten sposób oszczędności. Kiedy słyszę wezwania, aby zatrzymać podwyżki dla nauczycieli i znieść ulgę internetową, a nie zabierać się za OFE, to uważam, że proponujący to postępują jak demagodzy, a nie mówią prawdy. Różne wydatki wpływają na proces zadłużania się, ale w największym stopniu właśnie system emerytalny, w tym przelewy do OFE. Wiem, co mówię, w odróżnieniu od wielu komentatorów, którzy zabierają głos w tej sprawie. Koniec. Kropka. I teraz pytanie, kogo ma boleć: nauczycieli? młode małżeństwa? Które cięcia mają lepsze lub gorsze skutki społeczne lub promodernizacyjne? Od żadnego z naszych krytyków nie usłyszałem odpowiedzi na pytanie, co zrobić, aby osiągnąć wymagany przez Komisję Europejską 3-proc. deficyt, nie naruszając systemu emerytalnego. Ja nie jestem autorem KRUS. Zauważam, że ci, którzy go stworzyli, dzisiaj należą do jego najbardziej zagorzałych krytyków. Nie jestem autorem obecnego systemu emerytalnego, odziedziczyłem go w stanie, gdzie finansowanie OFE jest czynnikiem powodującym największą część długu. Mówię więc nie o moich przekonaniach ideowych, ale o konkretnych kwotach.

Od pewnego czasu wszyscy pytają, gdzie jest premier? Mówią: potrzebne jest nowe otwarcie. Czy byłaby nim rekonstrukcja rządu?
Zmiana gabinetu na osiem miesięcy przed wyborami, jeśli nie ma być tandetną zagrywką, która zostanie zresztą natychmiast rozszyfrowana, musiałaby być ofertą nowego rządu na następne cztery lata, a z tym wypada poczekać do rozstrzygnięcia wyborców.

Taki wariant pan rozpatruje?
Nie. Uważam, że aby wygrać wybory i rządzić dalej, muszę wobec opinii publicznej zachować się wyjątkowo fair i wyjątkowo przejrzyście. Nie może być żadnego ściemniania, żadnych gier, że coś zmienię, kogoś wyrzucę. Jest też praktyczny powód, dla którego muszę uważać ze zmianami. Jest nim prezydencja w Unii Europejskiej, za którą odpowiadają przede wszystkim ministrowie. To wynika z traktatu lizbońskiego. Będziemy mieli udaną prezydencję, jeżeli dobrze będą pracowali ministrowie, którzy już się przygotowują do swoich ról, prowadzą określone projekty.

Czyli nie będzie nawet tych zmian, o których mówi się najczęściej, czy wręcz uważa się je za przesądzone, i pozostaną ministrowie, którzy, nie ma co ukrywać, negatywnie ważą na wizerunku rządu jak choćby Cezary Grabarczyk i Bogdan Klich?
Nie jestem przekonany, że wizerunek tych polityków jest balastem dla Platformy. Bogdan Klich, który, pamiętajmy, zniósł w Polsce pobór i stworzył zawodową armię, znalazł się też w samym centrum dramatycznych zdarzeń. Nie może być tak, że musi dać głowę, zapłacić za Smoleńsk i nie będzie problemu. A jeśli chodzi o infrastrukturę, to nawet jeśli pojawiają się potknięcia, to jednak nigdy nie było takiej skali inwestycji. Mamy w Polsce gigantyczny plac budowy.

A minister Arabski...? Powinien zostać po wpadce z telefonem do PAP?
Dziennikarze dobrze wiedzą, że zawsze mogą zadać mi dowolne pytanie. Dość regularnie jestem do ich dyspozycji. Na konferencje prasowe do KPRM wchodzą przedstawiciele wszystkich mediów, bez względu na ich sympatie i polityczny profil. I żaden z moich ministrów nawet nie próbuje wpływać na pytania, bo po pierwsze, nie ma takiej potrzeby, a po drugie, żaden dziennikarz by ich nie posłuchał. Sytuacja, która miała miejsce w Izraelu, była dość wyjątkowa i nie dotyczyła pytania, które mogłoby być dla mnie osobiście w jakikolwiek sposób trudne. Minister Arabski uznał po prostu, że skoro gospodarze nie podnoszą tematu zadośćuczynienia za utracone mienie, to nie jest w interesie naszego państwa, żeby robiła to strona polska. Podzielił się tymi przemyśleniami z szefem państwowej agencji, jaką jest PAP. Bez wątpienia miał dobre intencje. Wrzawa, jaką tym wywołał, to najlepszy dowód na to, że jakiekolwiek próby wpływania na pytania dziennikarzy przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego.

Obszerny wywiad z premierem ukaże się w najnowszym numerze Tygodnika POLITYKA. Donald Tusk mówi w nim między innymi o buncie elit przeciwko PO, sytuacji wewnątrz samej Platformy Obywatelskiej, zmianach w OFE, swej wizji polityki oraz postępach w śledztwie smoleńskim. Najnowszy numer Tygodnika POLITYKA w kioskach już w sprzedaży. Jest także dostępny w formie e-wydania, w wydaniu na iPad, a także na czytnik Amazon Kindle.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj