szukaj
Parytety i partie – jak partie szukają kobiet
Radar na kobiety
35 proc. miejsc na listach wyborczych? A skąd my tyle kobiet weźmiemy? – narzekali politycy. Niepotrzebnie.
Wielka Manifa Warszawska . Trasa wiodła z placu Defilad pod Sejm RP.
Lech Gawuc/Reporter

Wielka Manifa Warszawska . Trasa wiodła z placu Defilad pod Sejm RP.

Potrzeba co najmniej 540 kobiet. Tyle nowych kandydatek powinny wpisać na listy wyborcze największe ugrupowania, które w ubiegłych wyborach dostały się do Sejmu i które w tych wyborach mają na to szanse. Tyle musi przybyć, by zapełnić 35 proc. miejsc przewidzianych dla każdej płci. Inaczej nie da się zarejestrować listy.

Największe komitety zwykle wystawiają do wyborów po ok. 900 osób w całym kraju (dopuszczalne maksimum to 920). Kandydatów PO, PiS, PSL i koalicji Lewica i Demokraci było więc cztery lata temu w sumie 3637. Z tego 732 to kobiety – 20 proc. Relatywnie najwięcej – 22 proc. – w LiD, ale różnice były niewielkie: w PiS – 19 proc., w PO – 21 proc., w PSL – 18 proc. A ponieważ PiS się rozpadło i kandydaci tej partii z poprzednich wyborów będą teraz tworzyć osobne listy, liczba pań do zwerbowania będzie nawet większa.

540 to ostrożny rachunek. Dużo? Zanim prezydent podpisał ustawę o kwotach, wydawało się, że bardzo dużo. Do liderów lokalnych organizacji partyjnych poszedł więc przekaz: ustawić radar na kobiety. Wertować spisy kontaktów, rozglądać się, spotykać, sondować. Rekrutacja kandydatek na kandydatki ruszyła. I we wszystkich ugrupowaniach idzie podobnymi kanałami.

Może radne, może sołtyski

Halina Sobańska, radna SLD z Sosnowca, na razie się waha.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną