Jak działa prawo i sprawiedliwość
Ta nieznośna procedura
Od kilku miesięcy w naszym słowniku politycznym zagościło słowo „procedura”. Określenie to związało się wyjątkowo mocno ze smoleńską katastrofą.

Mieliśmy tu seryjne lekceważenie procedur, czyli przepisów i reguł określających właściwe postępowanie. Taka jest dziś nasza wiedza o samej katastrofie. Z procedurą zmagamy się też przy okazji awantury o bezprawne umieszczenie przez grupę smoleńskich wdów tablicy na miejscu katastrofy w Smoleńsku czy przy okazji wystawy w Parlamencie Europejskim mającej przypomnieć o tym tragicznym wydarzeniu. Tablice zamontowano cichcem, bez wiedzy rosyjskich władz, choć w stosunkach międzypaństwowych obowiązują właśnie proceduralne zasady uzgadniania i negocjowania formuły miejsc pamięci. Treść wystaw uzgadnia się kilka miesięcy wcześniej, właśnie w określonej procedurze.

Ale tzw. opcję patriotyczną takie elementarne w demokracji zasady zdają się nie obowiązywać. Bo przecież prawo i procedury utrudniają nam demonstrowanie tego, co dla nas najważniejsze: prawdziwego żalu, żałoby, pamięci historycznej i naszej narodowej godności. W każdym razie wszędzie tam, gdzie pojawia się nazwa „Smoleńsk”, pojawia się też przeciwstawienie problemów proceduralnych „odruchom serca”.

Pojawia się jednocześnie niczym nieskrępowane poczucie „złotej wolności”, wola obrony naszej jedynej słusznej prawdy czy wręcz narzucenia jej innym. Kto zwraca uwagę, że przecież jest jakieś prawo, są procedury, regulaminy, od razu przestaje być patriotą, kuma się z Rosją i zaprzańcami. Najprostsza definicja demokracji zakłada, że to działanie w ramach prawa i procedur. Ale mamy też rodzimą wersję prawa i sprawiedliwości. Tę z „Samych swoich”: prawo prawem, a sprawiedliwość (lub wygoda) muszą być po naszej stronie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj