szukaj
Raport NIK po kontroli w komendzie głównej
NIK chłoszcze policję
Najwyższa Izba Kontroli zbadała, jak policja wydaje pieniądze z rozpoczętego w 2007 r. programu modernizacyjnego. Właśnie ogłoszono raport z tej kontroli. Zaczyna się w tonacji pogodnej, ale im dalej, tym bardziej ponuro.

NIK ocenił pozytywnie „realizację Programu modernizacji (…) oraz skalę zmian w obszarze wsparcia logistycznego Policji i podjęty wysiłek przez kolejnych ministrów SWiA oraz kierownictwo Policji w tym zakresie. Otrzymane środki z Programu modernizacji umożliwiły istotne unowocześnienie wyposażenia i sprzętu użytkowanego przez Policję, a przede wszystkim powstrzymały ich postępującą dekapitalizację”.

Ale jednocześnie tę samą realizację, skalę zmian i wysiłek kierownictwa kontrolerzy wystawili pod pręgierz i wychłostali niemiłosiernie. Dostało się głównie policyjnej centrali, bo nierzetelnie planowała zakupy i niegospodarnie wydawała potężne pieniądze. Lista zarzutów jest długa. M.in. za prawie 8 mln zł kupiono sprzęt komputerowy, ale zapomniano o oprogramowaniu, zrezygnowano z przeprowadzenia przetargu i pomijając ustawę o zamówieniach publicznych, wybrano kontrahenta. Do przetargu na kurtki, spodnie, buty i czapki służbowe dopuszczono konsorcjum, którego przedstawiciel pomagał wcześniej w ustalaniu warunków przetargu. Nie czas i nie miejsce, aby przytaczać teraz wszystkie błędy, a może nawet machlojki opisane w raporcie NIK.

Skala nieprawidłowości wyłapanych przez inspektorów jest na tyle duża, że chciałoby się zakrzyknąć: „Policja, łapać złodzieja!” Ale, kogo wzywać w sytuacji, gdy w roli podejrzanego występuje policja właśnie? Najdziwniejsze w raporcie NIK jest nie tylko to, że najpierw chwali, a potem gani, ale również to, że chociaż przy innych kontrolach często kieruje do prokuratury wnioski o ściganie ujawnionych przestępstw, tym razem jest wstrzemięźliwa. Zapowiedziała jedynie skierowanie dwóch wniosków do Sejmu (o zbadanie przypadków łamania dyscypliny finansowej przez policję).

Po ujawnieniu raportu przez media zareagowali sami zainteresowani. Z komunikatu rzecznika KGP Mariusza Sokołowskiego dowiedzieliśmy się, że jego szefowie już od stycznia znali wyniki kontroli, ale dopiero teraz – kiedy sprawa stała się publiczna – postanowili sami zawiadomić prokuraturę. Chcą, aby ta rzetelnie zbadała okoliczności i wystawiła im świadectwo niewinności. Z zarzutami NIK szefostwo KGP się nie zgadza, bo są bezzasadne. Policja robiła wszystko zgodnie z prawem, ale okoliczności były niesprzyjające, przecież na świecie szalał kryzys. Te tłumaczenia brzmią – to żadna sugestia – łudząco podobnie do wyjaśnień większości oskarżonych, którzy przed sądem do końca idą „w zaparte”, bo są przecież krystalicznie czyści i niewinni jak nowo narodzone dziecię.

Raport NIK bez wątpienia nadwątlił, już i tak mocno naruszony, autorytet służby z założenia mającej czuwać nad ładem i bezpieczeństwem. Jeżeli kontrolerzy nadużyli swoich funkcji i nierzetelnie przeprowadzili inspekcję (a taka sugestia płynie z oświadczenia rzecznika policji), muszą za to ponieść konsekwencje i autorytet policji zostanie uratowany. Ale jeżeli mieli rację, to konsekwencje nie tylko służbowe, należy wyciągnąć wobec sprawców wskazanych w raporcie NIK uchybień.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj