Polityczny słownik Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki
Każdy polityczny sezon ma swój słownik, a używane pojęcia i frazy oddają atmosferę w kraju, stan umysłów, linie podziału.
Donald Tusk jest jak Gierek. Tak twierdzi ekonomista Krzysztof Rybiński.
Tomasz Gzell/PAP

Donald Tusk jest jak Gierek. Tak twierdzi ekonomista Krzysztof Rybiński.

Stare zwroty są zastępowane przez nowsze, bardziej dopasowane do temperatury ideowego konfliktu. Można tu zauważyć różne trendy. 1. Odkurzanie starych określeń, czasami z głębokich lat 90. (np. obóz niepodległościowy); 2. Nowsze wersje dotychczas używanych słów (np. anarchomohery, lumpenelity); 3. Nadawanie szyderczego znaczenia neutralnym opisom (np. młodzi z wielkich miast, celebryci); 4. Silniejsze przenikanie do publicznego języka określeń na granicy wulgarności (np. pętaki, smarkacze, chłystki); 5. Słowa, które pojawiły się na fali smoleńskiej i weszły na najwyższy poziom tak patosu, jak i najcięższych inwektyw (np. kłamstwo smoleńskie).

Ogólnie biorąc, polityczny język stał się bardziej koturnowy, zawiera więcej kategorycznych ocen moralnych, przy jeszcze większym ładunku emocji i bezwzględności – ta mieszanka będzie dominować przez najbliższe miesiące.

Poniżej przedstawiamy nasz autorski wybór, krótki, odświeżony słownik polityczny 2011, przydatny w kampanii wyborczej, która po beatyfikacji Jana Pawła II ruszy już pełną parą bez przeszkadzających momentów „wyciszenia”.

anarchomohery – określenie pojawiające się od pewnego czasu wśród proplatformerskich blogerów, gdyż sam „moher” trochę się już zużył, a poza tym został zaakceptowany przez samych zainteresowanych oraz przez polityków PiS.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną