szukaj
Szef SLD i jego gafy
Problem Napieralskiego
Zachowanie Grzegorza Napieralskiego podczas spotkania z Barackiem Obamą nie jest buractwem, jak twierdzi Władysław Frasyniuk. Raczej objawem politycznej niedojrzałości lidera SLD.

Frasyniuk i Napieralski gościli w Pałacu Prezydenckim jako jedni z uczestników spotkania Obamy z działaczami solidarnościowej opozycji i liderami partii. Frasyniuk zauważył, że Napieralski robił prezydentowi USA zdjęcia telefonem komórkowym (które później szef SLD umieścił na swoim koncie w serwisie mikroblogowym Blip). Na dodatek poprosił prezydenta USA, by w rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem poruszył kwestię stypendiów dla młodzieży (jakby nie mógł powiedzieć tego Tuskowi osobiście).

Legendarny działacz Solidarności i były przewodniczący Unii Wolności tak był tym zniesmaczony, że – z charakterystyczną dla siebie dosadnością - nazwał Napieralskiego „burakiem”. Frasyniuk przestrzelił, być może trafił poniżej pasa. O „buractwie” nie ma mowy, bardziej o wpadce, pewnym zgrzycie, nietakcie, jakich w polityce sporo. Sprawa nabiera trochę innego znaczenia, jeśli uważniej spojrzeć na głównego bohatera, czyli Grzegorza Napieralskiego i jego wypowiedzi z ostatniego miesiąca. Jeszcze bardziej niefortunne.

Tak więc na początku maja z charakterystycznym dla siebie, rozbrajającym uśmiechem, przyznał się do ściągania na maturze. Dzień wcześniej, komentując zabicie przez Amerykanów Osamy bin Ladena stwierdził z kolei, że al-Kaida może wziąć odwet na Polsce jako sojuszniku USA i dlatego trzeba szybko wycofać nasze wojska z Afganistanu. O ile pierwsza wypowiedź, która rozgrzesza jedną z głównych polskich wad narodowych - czyli cwaniactwo - nie rodzi nadmiernie bolesnych konsekwencji, to już  druga w ustach tak znaczącego polityka brzmi nieodpowiedzialnie. Jest wręcz zaproszeniem dla terrorystów, by zaatakowali w Polsce.

Napieralski, który wraz ze wzrostem sondażowej pozycji SLD staje się jednym ważniejszych polskich polityków – niewykluczone że po wyborach to waśnie jego ugrupowanie stanie się przysłowiowym „języczkiem u wagi” - w dodatku otwarcie przyznającym się do premierowskich ambicji, powinien uważniej dobierać słowa. I lepiej przewidywać konsekwencje swych zachowań. Inaczej narazi się - w najlepszym przypadku - na śmieszność. Jak wtedy, gdy po wyjściu ze spotkania z Barackiem Obamą triumfująco obwieścił, że na jego pozdrowienie prezydent USA zareagował „bardzo ciekawie”, to znaczy… uśmiechnął się.

Panie przewodniczący, śmiech to zdrowie, ale w Pana przypadku zalecałbym jednak więcej powagi.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj