Sprawa prokuratora Pasionka
Nowy kostium ponurej tradycji
„Gazeta Wyborcza” ujawniła kulisy zawieszenia nadzorującego sprawę smoleńską prokuratora Marka Pasionka. Okazało się, że sypnęli go rezydujący w warszawskiej ambasadzie USA agenci FBI i CIA.

Poufne spotkanie Pasionka z agentami umówili Bogdan Święczkowski (szef ABW za rządów PiS) i jego zastępca - Grzegorz Ocieczek. W nieformalnej rozmowie Pasionek ujawnił amerykańskim agentom tajne informacje ze śledztwa. Prawdopodobnie ujawniał je też politykom PiS oraz pisowskim dziennikarzom.

Wydawało mi się, że po ujawnieniu mechanizmów władzy w PRL (znanych już z okresu przedrozbiorowego), obyczaj biegania dygnitarzy do obcych ambasad po pomoc i na skargę, prędko do naszej rzeczywistości nie wróci. Wygląda na to, że grubo się myliłem. Po Witoldzie Waszczykowskim (byłym PiS-owskim wiceministrze spraw zagranicznych, który ujawnił kulisy negocjacji w sprawie tarczy, gdy minister Sikorski zakwestionował narzucane przez Amerykanów warunki) Pasionek, Święczkowski i Ocieczek są kolejnymi związanymi z braćmi Kaczyńskimi wysokimi urzędnikami, którzy w obcym mocarstwie szukają konfidencjonalnego oparcia za plecami własnego, legalnie powołanego rządu. A może przeciw niemu. Zdaje się, że ponura i wstydliwa tradycja wróciła w nieco innym historycznym kostiumie.

Nie wiem, jak to się stało, że agenci sypnęli. Ale jestem im wdzięczny. Bo może dzięki temu stanie się wreszcie jasne, że na dłuższą metę ambasada Stanów Zjednoczonych nie będzie w III RP pełniła tej roli, jaką w PRL pełniła ambasada sowiecka, a w I RP rosyjska i pruska. Jest to bezcenne memento dla wpływowych osób próbujących opierać swoja pozycję w Polsce na szczególnych relacjach z którymś Wielkim Sojusznikiem.

Przy okazji warto jeszcze raz przemyśleć doktrynę miłości, którą rząd Tuska kierował się wobec związanych z państwem PiS wysokich funkcjonariuszy. Pierwszą poważną przestrogą była postawa ministra Waszczykowskiego. Drugą gra prowadzona przez Mariusza Kamińskiego wokół afery hazardowej. Trzecią ciągnąca się ponad dwa lata rozgrywka PiS-u w skrajnie upartyjnionych spółkach mediów publicznych. Z tych doświadczeń rząd wyciągnął tylko powierzchowne wnioski. Zwłaszcza w prokuraturze, po kadrowej rewolucji dokonanej przez ministra Ziobrę, rząd PO-PSL przeprowadził drobne korekty, a ustawa dająca niezależność prokuraturze utrwaliła pisowskie status quo.

Sprawa prokuratora Pasionka kolejny raz pokazuje, że łagodność i wyrozumiałość, z jaką polskie państwo traktuje gdzie indziej surowo tępione zachowania swoich funkcjonariuszy, stanowi zachętę dla groźnych patologii, które stopniowo przeradzają się w normę. Dobrze, że zostało to wydobyte na światło dzienne. Ale byłoby źle, gdyby znów tylko na tym by się skończyło.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj