PO i PSL szykują wielką reformę administracji centralnej
Silniejsza pozycja premiera, przebudowane ministerstwa, koniec z wotum nieufności dla szefów resortów – to propozycje zespołu złożonego z polityków PO i PSL oraz ekspertów, które mają być wprowadzone po wyborach.
Siedziba szefa rządu przy Alejach Ujazdowskich.
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Siedziba szefa rządu przy Alejach Ujazdowskich.

Skrzydło budynku, w którym urzęduje premier.
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Skrzydło budynku, w którym urzęduje premier.

Choć do wyborów jeszcze parę miesięcy, Platforma już myśli o projektach na nową kadencję. Politycy rządzącej partii chcą uniknąć sytuacji z 2007 roku, gdy przyszli do rządu z pustymi szufladami.

Jedną z potencjalnych propozycji jest reforma administracji centralnej. Jeśli się powiedzie, byłaby to najpoważniejsza zmiana strukturze ministerstw od tzw. reformy centrum administracyjnego rządu, przeprowadzonej w 1997 roku, pod koniec rządu Włodzimierza Cimoszewicza. – To będzie dokończenie tej reformy – mówi serwisowi POLITYKA.PL osoba mająca wgląd w prace zespołu. – Ma zmniejszyć biurokrację i usprawnić pracę resortów. Nie jest tajemnicą, że część ministrów ma kłopot z opanowaniem rozbudowanej machiny biurokratycznej, otoczonej swoistym ochronnym kokonem tkanym przez związki zawodowe. - W ministerstwie pracuje kilkaset osób, a tak naprawdę mogę polegać na mniiej więcej 20 osobach - skarżył się jeden z ministrów w rządzie Donalda Tuska na początku swego urzędowania.

Nad zmianami od półtora roku pracuje pięcioosobowa grupa, której z namaszczenia premiera Donalda Tuska przewodzi poseł PO Rafał Grupiński. Jej członkiem z ramienia koalicjanta PSL jest były szef URM w rządzie Waldemara Pawlaka i jego zaufany – Michał Strąk. Pozostałe trzy osoby to eksperci, których nazwiska utrzymywane są w tajemnicy (jeden z nich to były minister w rządach SLD, drugi – były sędzia Trybunału Konstytucyjnego, trzeci – jeden z wysokich urzędników MSWiA). Żaden z członków zespołu nie chce wypowiadać się na temat jego prac. Rafał Grupiński w wywiadzie opublikowanym w czerwcowym numerze „POgłosu” (miesięcznika wydawanego przez PO) przyznał, że reforma jest ważna „z punktu widzenia sprawności działania państwa” oraz „skutecznego wprowadzania w życie dalszych zmian”.

Nam udało się dowiedzieć, jakie wnioski znajdują się w specjalnym raporcie, którego przygotowywanie właśnie zakończył zespół. Oto jego propozycje:

Wzmocnienie roli premiera. Szef rządu zyskałby możliwość zgłaszania ustaw niejako automatycznie sprzężonych z wnioskiem o wotum zaufania dla rządu. Odrzucenie takiej ustawy oznaczałoby automatyczną dymisję całego gabinetu. – Chodzi o to, by premier nie był zakładnikiem koalicyjnych sporów. W przypadku, gdy dochodzi do klinczu, mógłby swym autorytetem przeforsować niezbędne ustawy – tłumaczy nasz rozmówca z PO.

Równocześnie posłowie straciliby możliwość składania wniosków o wotum nieufności dla poszczególnych ministrów. Możliwe byłoby składanie wniosków dotyczących tylko całego rządu. – Takie wnioski to jedynie działania propagandowe. Od 1989 roku nie udało się w ten sposób odwołać żadnego ministra – dodaje nasz rozmówca.

Podniesienie rangi kancelarii i gabinetu premiera. W strukturze gabinetu – co jest zupełną nowością i zmianą wręcz rewolucyjną - znalazłby się departament budżetu państwa, który zostałby przeniesiony z ministerstwa finansów. Ten ruch miałby ukrócić rytualne już, coroczne spory między szefem tego resortu, a pozostałymi ministrami, które poprzedzają uchwalenie każdego budżetu. A w konsekwencji – co ważne – ułatwić kształtowanie tzw. budżetu zadaniowego. W strukturze gabinetu znaleźliby się również wszyscy doradcy szefa rządu, w tym podsekretarze stanu, którzy dziś dość luźno wpasowani są w Kancelarię Premiera. Z kolei szef kancelarii otrzymałby rangę ministra konstytucyjnego.

Ujednolicenie i uproszczenie struktury ministerstw. ­Ministerstwa mają zostać zorganizowane według tego samego wzoru. Teraz każde z ministerstw ma inną strukturę. Często zdarza się, że departamenty, które zajmują się tą samą tematyką, w różnych resortach mają różne nazwy i kompetencje. Bywa też i tak, że za te same kwestie odpowiadają dwa departamenty, a nawet resorty. Tak jest chociażby z konserwatorami zabytków, których nadzorują ministerstwa kultury i MSWiA oraz z koleją, za która odpowiadają dwa departamenty w ministerstwie infrastruktury – kolejnictwa oraz inwestycji kolejowych.

Zespół zakończył właśnie pierwszy etap prac. Teraz jego ustalenia w formie raportu trafią w ręce prawników, którzy mają go zaopiniować. Dopiero wtedy propozycje zmian przekute zostaną w niezbędne ustawy i rozporządzenia. Polityk Platformy, z którym rozmawialiśmy zapewnia, że ich uchwalenie będzie jednym z priorytetów nowej kadencji. – Jeśli wygramy wybory, tak szybko, jak to możliwe, trafią do Sejmu – zapewnia. Niektórzy z członków zespołu są nawet za tym, by nowe struktury ministerstw zatwierdzić równocześnie z powołaniem nowej rady ministrów.  

Nasi rozmówcy nie wykluczają, że równolegle do zmian strukturalnych, w nowym rządzie (o ile oczywiście nadal będzie to rząd PO – PSL) pojawią się nowe ministerstwa. Oprócz rozbicia MSWiA na ministerstwo spraw wewnętrznych oraz ministerstwo administracji, mówi się o połączeniu resortów skarbu i gospodarki oraz rolnictwa i środowiska. Podzielone mogłoby być także ministerstwo infrastruktury przez wyodrębnienie z jego struktury resortu transportu. – My jednak nie zajmujemy się fasadami, tylko wchodzimy do środka. Tworzeniem nowych ministerstw zajmie się premier. Po wyborach – twierdzą nasi rozmówcy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj