szukaj
„Raport” PiS o katastrofie smoleńskiej
Rząd Tuska w kokpicie
- To piękne studium dla studentów psychologii – powiedział płk Edmund Klich po prezentacji pierwszej części tak zwanej „białej księgi” przedstawionej przez Antoniego Macierewicza. Rzeczywiście – dwudniowy spektakl pokazuje, jak można manipulować oceną faktów, by wywołać pożądane wrażenie u odbiorcy.

Być może po prezentacji części drugiej płk Klich podniósłby poprzeczkę i uznał, że jest to studium już dla bardziej zaawansowanych, na przykład młodych pracowników nauki. W części pierwszej jako winnych smoleńskiej katastrofy wskazano oczywiście Rosjan, w części drugiej jako współwinnych rząd Tuska, w szczególności w osobach premiera, a także ministrów: Sikorskiego, Klicha, Kopacz, Arabskiego oraz szefa BOR Janickiego. Wina prezydenta Komorowskiego jest w zasadzie mniej ważna, on tylko złamał konstytucję, przejmując jako marszałek Sejmu zbyt pospiesznie władzę w państwie.

Prezentacja pisowskiej wersji smoleńskiej katastrofy powtórzyła w zasadzie wszystko, co wcześniej wiedzieliśmy od tej partii o porozumieniu Tusk – Putin (element dodatkowy - w Katyniu 7 kwietnia, podczas wizyty premiera, uzgodniono niekorzystny dla Polski kontrakt gazowy, do czego prezydent Lech Kaczyński nigdy by nie dopuścił, gdyby był obecny). Padły także stwierdzenia o wycofaniu prezydenckiej ochrony, kwestii tak niedopuszczalnej, jak organizacja wizyty przez wyjątkowo groźnego agenta z MSZ i o wielu zaniedbaniach. Była więc mowa o braku zapasowego samolotu dla prezydenta, braku zapasowego lotniska, braku rosyjskiego nawigatora, oczywiście o wyłącznej winie Rosjan, którzy wprowadzili samolot „w śmiertelną pułapkę”.

Nowością, i to bardzo eksponowaną, stała się informacja, że katastrofa nie nastąpiła w momencie uderzenia prezydenckiej maszyny w ziemię, ale na wysokości 15 metrów powyżej pasa, kiedy to samolot został „obezwładniony”, czyli nagle ustała praca wszystkich urządzeń. Bliższe informacje na ten temat – jak zapowiedział Macierewicz - mają się jednak pojawić za miesiąc, może półtora. Interesująco zabrzmiało też pytanie, co działo się z pasażerami tupolewa między godz. 8.41 a 8.57? Na tę ostatnią godzinę wystawione są bowiem akty zgonu, a katastrofa według Rosjan nastąpiła wcześniej.

Nie jest więc tak, że Prawo i Sprawiedliwość całkowicie wycofało się z teorii zamachu, ale wyraźnie tej hipotezy obecnie nie eksponuje. „Biała księga” przygotowana przez PiS nie jest oderwana od ustaleń znanych, ona wiele faktów inaczej interpretuje, nadinterpretowuje, niewygodne odrzuca. Na przykład kwestia ewentualnej winy załogi ma zostać przedstawiona później (na razie trwa obrona honoru polskich oficerów).

Pisowski dokument tworzy więc alternatywną, zgodną z politycznym zapotrzebowaniem rzeczywistość – nierzeczywistość. W dodatku mającą już oficjalny partyjny stempel, a nie tylko stempel parlamentarnego zespołu o niejasnym statusie. Obecność Jarosława Kaczyńskiego podczas prezentacji obu części, jego polityczne komentarze czy dopowiedzenia są tego dowodem. Tego PiS będzie się trzymać bez względu na to, co znajdzie się w raporcie komisji ministra Millera.

Przyjmując, że badanie każdej katastrofy lotniczej trwa długo, a pisanie dokumentów o wydźwięku głównie politycznym zdecydowanie krócej, trudno nie uznać, że komisja Millera szlifując swój dokument, chcąc go uczynić jak najbardziej wiarygodnym, mocno się spóźniła. Wprawdzie wiadomo było, że w kwestii katastrofy smoleńskiej i tak funkcjonować będą różne wersje, to jednak im później pojawia się wersja oficjalna, tym dla niej gorzej, bowiem grunt przygotowali już inni.

Tym razem PiS też wygrało na czasie stwarzając wrażenie, że to działania zespołu Macierewicza i „biała księga” zdopingowały komisję państwową, przy okazji zasiano wiele wątpliwości i zyskano kilka godzin czasu antenowego w telewizjach informacyjnych na bezpośrednie transmisje partyjnej wersji katastrofy. W okresie przedwyborczym to spory zysk.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj