Andrzej Lepper wybielany po śmierci
Nowa Lepperiada
Jeden z internautów porównał śmierć Andrzeja Leppera do zabójstwa księcia Ferdynanda, od którego zaczęła się pierwsza wojna światowa.

To było apogeum fali anonimowych zachwytów i podziękowań dla Wielkiego Trybuna Wielkiej Sprawy Ubogich Rozjechanych Przez Zbójecką Transformację. Że to się dzieje w blogosferze, rozumiem. Internet zniesie wszystko.

Lecz to samo dzieje się w sferze polityki wysokiej, tej pod szyldami i nazwiskami, gdzie każdy, kto mówi, powinien oszczędniej gospodarować słowami. Chodzi o kolejną odsłonę festiwalu polskiej obłudy pośmiertnej. Wcześniej jego bohaterem był prezydent Kaczyński, teraz jest nim lider Samoobrony. Z trybun, prasy, radia oraz telewizji cieknie rzeka cukru, oblepiająca Leppera i jego czyny.    

Bardziej jest mi w sprawie tej „lepperiady” po drodze z komentatorkami naszej polityki niż z lewicowymi czy prawicowymi macho.

Z Janiną Paradowską, która w ostatnim numerze „Polityki” napisała: ,,Czas dla chłopskiego demagoga był znakomity i Lepper, niewątpliwie obdarzony instynktem politycznym, mający prawo za nic, dość szybko zyskiwał polityczną pozycję. Zaczynała się wielka kariera w stylu Nikodema Dyzmy. Powiedzieć dziś, że wszystkiemu winny jest Lepper, w czasie gdy populizm panuje w polityce praktycznie bez ograniczeń, byłoby grubą przesadą(…).

Jednak nawet najbardziej dramatyczna śmierć nie może przekreślić tego, co Lepper wniósł do polskiej polityki: brutalnego języka, pomówień, demagogii na skalę wcześniej niespotykaną (…). Był więc Lepper destruktorem polskiej polityki, bezwzględnym, często cynicznym (…). Przy tym wszystkim bywał politykiem racjonalnym i przewidywalnym, wówczas, kiedy poczuł ciężar władzy, zwłaszcza kiedy został wicepremierem i ministrem rolnictwa. Szybko porzucił antyeuropejskie hasła, kiedy zobaczył, jak wieś korzysta na dopłatach bezpośrednich. Szybko zrozumiał metody rządzenia Jarosława Kaczyńskiego, i to ciągłe poszukiwanie układu, które początkowo wydawało mu się jakimś dziwactwem, potem coraz bardziej go przerażało’’.

Z Magdaleną Środą („Gazeta Wyborcza z 10 sierpnia): „Ja z bardzo >>błyskotliwej<< kariery u Leppera pamiętam głównie to, że łamał prawo, gardził zarówno praworządnością, jak i wieloma innymi regułami życia politycznego i publicznego. Pamiętam, że jedyna prawda, jaką wypowiedział to ta, że >>wersal się skończył<< (…), satysfakcję, jaką miał, gdy będąc wicemarszałkiem Sejmu, upokarzał prof. Balcerowicza (…). Pamiętam jego obleśny rechot, że >>prostytutki zgwałcić nie można<< (…). Chcę przypomnieć, że to Jarosław Kaczyński, pragnąc utrzymać się przy władzy, dobrał sobie dwóch kuriozalnych partnerów: Leppera i Giertycha, i dopuścił do tego, by człowiek, na którym ciążyły wyroki, zasiadał w Radzie Ministrów i w fotelu wicemarszałka i to Kaczyński pozbył się swego marionetkowego premiera, gdy tylko okazało się to niewygodne’’.

Z Moniką Olejnik („Gazeta Wyborcza” 12 sierpnia): „Pamiętam, jak Jan Nowak-Jeziorański przestrzegał polityków przed obłaskawianiem Leppera. Było to dla niego obłaskawianiem Hitlera (…). Andrzej Lepper był dumny z tego, że korzystał z socjotechniki Goebbelsa, podziwiał go. Pamiętne były jego słowa, że >>najgorszą nacją jest nacja żydowska<<. Jaką hipokryzją jest postawa Zbigniewa Ziobry, który domaga się komisji śledczej wyjaśniającej śmierć Leppera. Niech sobie przypomni swój dyktafon, który miał być gwoździem do trumny Leppera (…). Do żerowania na śmierci Leppera przyłączył się naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz, który wciska nam kity, że Lepper w sprawie afery gruntowej miał takie samo zdanie jak Jarosław Kaczyński i że Andrzej Lepper u niego [Sakiewicza] szukał pocieszenia, o czym przypomniał sobie po roku. Wstyd, panowie, wstyd”.

Obłuda, powiadają, jest hołdem, jaki występek składa cnocie. Co jest występkiem, mniej więcej wiadomo. Wielu polityków ma na sumieniu podobne grzechy co Lepper, więc teraz fundują sobie i nam prysznic moralny. Teraz to już nic nie kosztuje, a może zarobi się przy okazji trochę głosów sierot po Samoobronie. Ale co jest tu cnotą? W lepperiadzie jej nie widzę. Lepperowski populizm pierwszej generacji zasługuje na refleksję, ale krytyczną – nie tylko wobec Leppera, lecz także innych małpujących go polityków w innych formacjach, wskutek czego powstaje populizm drugiej generacji, równie, a może i bardziej toksyczny. Żadnej hagiografii.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj