Strach przed żywnością modyfikowaną
GMO i życie
Prezydent zawetował ustawę o nasiennictwie. Tymczasem PiS potraktował ten projekt jako przedwyborczą broń masowego rażenia.

Partia ta straszy nas, że – tak jak twierdzą niektóre organizacje Zielonych – prywatyzacja centrali nasiennych otworzy furtkę dla upraw GMO (genetycznie modyfikowanych organizmów) w naszym kraju. Wbrew temu, co zadekretował rząd PiS, LPR i Samoobrony – że Polska ma być krajem wolnym od GMO. Tyle że to deklaracja nieprawdziwa.

Konsumenci w naszym kraju, podobnie jak w innych krajach, od dawna jedzą żywność wyprodukowaną z roślin modyfikowanych genetycznie. Tyle że nie urosły one u nas, ale zostały sprowadzone z zagranicy. Polski drób nie zawojowałby rynków europejskich, gdyby nie był karmiony modyfikowaną soją. Taką samą soją karmią kurczaki Austriacy, Niemcy czy Francuzi, którzy też się GMO boją. Ale to najlepsza pasza wysokobiałkowa. Lepsze efekty hodowlane dawały tylko mączki zwierzęce, które – z powodu strachu przed chorobą wściekłych krów – zostały w Unii zakazane. Można soję czy kukurydzę GMO zastąpić inną, mniej wydajną paszą, trzeba jednak mieć świadomość, że kurczaki będą wtedy droższe. Podobnie jak wołowina czy inne rodzaje mięsa.

Taki wybór, zresztą, już mamy. I w sklepie zachowujemy się inaczej, niż deklarujemy w sondażach. Sięgamy bowiem po drób tańszy, karmiony paszą z roślin GMO. Dlaczego? Bo wyższej ceny boimy się bardziej. Droższe mięsa, bez „mutantów”, nie cieszą się u nas powodzeniem. Odwrotnie niż we Francji, gdzie sięga po nie już połowa konsumentów, akceptując o około 40 proc. wyższą cenę. GMO, którym straszą nas politycy, jemy nie tylko w mięsie, ale także w jogurtach, czekoladzie i wielu innych artykułach spożywczych. Na razie nie ma żadnych naukowych dowodów, że szkodzą naszemu zdrowiu.

„Polska wolna od GMO” brzmi może ładnie, ale „GMO albo drożyzna” jest bliższe prawdy. Możemy bowiem zdecydować, że uprawiamy tylko ekologiczne warzywa i hodujemy zwierzęta wyłącznie tradycyjnymi, a nie przemysłowymi metodami. Musimy się jednak zastanowić, czy wszystkich będzie na to stać. Warto też pamiętać, że niedawna niemiecka epidemia E. coli zaczęła się od tzw. ekologicznych upraw. Życie jest trochę bardziej skomplikowane niż proste hasła.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj