szukaj
Historyczny czwartek polskiej piłki
Światełko w tunelu
Eliminując Spartaka Moskwa, Legia Warszawa zrobiła polskiej piłce świetną reklamę. Nareszcie.

To był najlepszy dwumecz polskiego klubu w europejskich pucharach od zwycięskich pojedynków Wisły Kraków z Parmą i Schalke sprzed dziewięciu lat. Radość jest tym większa, że Spartak przerasta Legię pod wieloma względami: finansowym, organizacyjnym, a także klasy oraz wartości rynkowej piłkarzy. Latem Legia nie szalała na transferowym rynku. Po średnio udanym poprzednim sezonie trener Maciej Skorża ledwo ocalił posadę, a kilka dni temu przegrała na własnym stadionie ligowy mecz ze Śląskiem Wrocław grając niemrawo i chaotycznie. Jakby tego było mało, do Moskwy drużyna jechała osłabiona brakiem trzech podstawowych zawodników. Na szczęście dla warszawskiej drużyny futbol tym razem okazał się nielogiczny.   

Kto nie widział meczu, może pomyśleć: cud w Moskwie. Ale żadnego cudu nie było. Legia przez większość spotkania była zespołem lepszym. Polski klub, który w pojedynku z wyżej notowanym od siebie rywalem gra pewnie w obronie, pomysłowo w ataku, którego zawodnicy wymieniają piłkę szybko i składnie, ze swobodą budują akcje w ofensywie i w ostatnich minutach nie powłóczą nogami ze zmęczenia – to brzmi jak niepoprawne marzenie. Może i piłkarze Spartaka, oszołomieni skuteczną pogonią Legii w pierwszej połowie, na zbyt dużo rywalom pozwalali, ale z takich okazji trzeba umieć korzystać. Chwała piłkarzom trenera Skorży, że potrafili.  

Dzięki temu piłkarska jesień nie będzie nudna. Pierwszy raz w fazie grupowej Ligi Europy (wcześniej Pucharu UEFA) zagrają dwie polskie drużyny - Legia i Wisła Kraków. Jest to wartością samą w sobie, bo w poprzednich sezonach naszą jedyną pucharową wizytówką był Lech Poznań.

Euro 2012 za pasem i polskiej piłce potrzebna jest dobra reklama. Dla Wisły gra w Lidze Europy jest nagrodą pocieszenia, potyczkę o Ligę Mistrzów przegrała z Apoelem Nikozja bez dyskusji, a styl porażki w rewanżu nie wróży dobrze. Legia, dla odmiany, awansowała z przytupem. Jej sukces ma ponadto tę wartość, że złożyli się na niego przed wszystkim piłkarze polscy (w rewanżu w pierwszym składzie zagrało ich siedmiu). W dodatku niektórzy z nich, brani pod uwagę przez selekcjonera reprezentacji Franciszka Smudę, tacy jak Rybus, Borysiuk i Kucharczyk, pokazali w Moskwie, że w opowieściach o ich talencie jest coś na rzeczy. Nie można wpadać w euforię, ale światełko w tunelu widać.   

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj