Syn współautora Porozumień Sierpniowych: Ojciec w ogóle nie chciał tam jechać
Jagielski, czyli jedyny pomysł na strajki
Rozmowa z Janem Jagielskim, lekarzem, artystą plastykiem, synem wicepremiera Mieczysława Jagielskiego, sygnatariusza Porozumień Sierpniowych ze strony partyjno-rządowej.
Sierpień 1980 r. Mieczysław Jagielski (pierwszy z lewej) w drodze na rozmowy z komitetem strajkowym w Stoczni Gdańskiej.
Chris Niedenthal/Forum

Sierpień 1980 r. Mieczysław Jagielski (pierwszy z lewej) w drodze na rozmowy z komitetem strajkowym w Stoczni Gdańskiej.

Wywiad ukazał się na portalu POLITYKA.PL 30 sierpnia 2011 r.

Cezary Łazarewicz: – Dlaczego to właśnie pana ojciec pojechał do Gdańska?
Jan Jagielski: – Ojca do Gdańska zesłano. On dobrowolnie nie chciał tam jechać. Tak jak żaden z tych facetów, którzy rządzili Polską, nie chciał jechać, bo to było wejście w nieznaną rzeczywistość. Wcześniej, w lipcu, wysłano go z taką samą misją do strajkujących w Lublinie. Miał doświadczenie, wiec postawili na niego.

Do żadnych frakcji i koterii partyjnych nie należał. Nie był do nikogo podczepiony, nie miał też żadnego wsparcia. Ale też nikomu nie wadził, bo nie był zagrożeniem. Nie stanowił żadnej siły poza siłą intelektualną. Uznali, że nic nie będzie ich kosztowało, żeby go wysłać do zbuntowanych robotników. Jak go zjedzą, to nie będzie to miało znaczenia. A jak mu się uda tych robotników okiełznać, to i tak go wdepczemy w ziemię, kiedy zbyt wysoko będzie podnosił głowę. A gdyby spróbował się sprzeniewierzyć partii, to będzie jego koniec, bo z PZPR się go wyrzuci.

Ktoś go musiał wysłać do Gdańska?
Ojciec dostał informację z sekretariatu premiera, że ma natychmiast lecieć do Gdańska. Mieszkaliśmy wtedy w Alei Róż i mieliśmy w domu telefon We-Cze z bezpośrednią linią. Gdy podnosiło się słuchawkę, od razu się ktoś odzywał po drugiej stronie. W taki sposób kontaktowali się członkowie Biura Politycznego PZPR. Widziałem, jak ojciec podniósł tę słuchawkę i stał przy niej przez moment, gdy ktoś z sekretariatu premiera tłumaczył mu, co się stało. Ojciec zaczął zaraz poszukiwać Edwarda Babiucha, który był wówczas premierem i jego szefem.

Myślałem, że o wszystkim decydował wtedy Edward Gierek?
Gierek był wówczas na wczasach i nie było z nim kontaktu. Zresztą ojciec z Gierkiem spotykał się tylko podczas posiedzeń Biura Politycznego. Nie byli zbytnio zaprzyjaźnieni. Nie było tak, że każdy z każdym mógł wymieniać się telefonami, choć wszyscy mówili sobie po imieniu. Do Gierka mówiło się Edwardzie, bo nie wypadało mówić Edziu. Ale na przykład ojciec do Gierka nie mógł bezpośrednio dzwonić. Szukał więc Babiucha, by potwierdzić informację, którą dostał z jego sekretariatu. Dodzwonił się w końcu do jego domu. Telefon podniosła pani Babiuchowa, która kategorycznie oznajmiła: Edward śpi. Nie będę go budziła. Zrozumiałem – powiedział ojciec i poleciał do Gdańska.

Tak bez żadnego błogosławieństwa i wsparcia?
Sytuacja była już bardzo dramatyczna. Bałagan był straszny. Tadeuszowi Pyce, ówczesnemu wicepremierowi, nie udało się uspokoić atmosfery, więc postanowiono wysłać ojca. Miał zorientować się w sytuacji, by zyskać na czasie, miał przedłużać rozmowy. Inni mieli w tym czasie coś wymyślić. Ojciec więc poleciał w ciemno. Nie zdążył się nawet spotkać z Pyką, by zadać mu podstawowe pytanie, co się dzieje w tym Gdańsku i o czym właściwie ma rozmawiać z robotnikami.

Wszystko, co się wówczas działo, było ogromnym zaskoczeniem dla władzy. Oni niczego nie wiedzieli, ani o nastrojach, ani o sytuacji robotników. Dopiero się uczyli, jak rozbroić ten bunt.

Ojciec wiedział więcej? Miał doświadczenie?
Tak jak oni wszyscy nie miał żadnego pojęcia, co się dzieje. Jechał tam jako funkcjonariusz państwa, bez instrukcji i poleceń, by zorientować się, co się stało, i w miarę możliwości zrobić z tym porządek. Udało mu się w Lublinie, to może w Gdańsku da sobie radę. Tak uważano. To w Lublinie był pierwszy strajk totalny. Tam nawet służba zdrowia zastrajkowała.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj