Szef think-tanku PO o nowym rządzie Tuska
Solidarność cięć
O stojących przed rządem wyzwaniach, cięciach budżetowych, krzyżu w Sejmie i rosnącej roli państwa w obliczu kryzysu – dla POLITYKA.PL mówi Jarosław Makowski, współtwórca programu wyborczego PO.
„Premier planuje nie tylko rekonstrukcję rządu, ale również chce zmienić strukturę całej administracji rządowej. Dlatego potrzebuje czasu”.
Eric Vidal/Reuters/Forum

„Premier planuje nie tylko rekonstrukcję rządu, ale również chce zmienić strukturę całej administracji rządowej. Dlatego potrzebuje czasu”.

„Społeczeństwa, jak wiemy, nie zmieniają się radykalnie dlatego, że zazwyczaj chcą się zmienić. Zmieniają się dlatego, że muszą. Za chwilę będziemy musieli”.
Mirosław Gryń/Polityka

„Społeczeństwa, jak wiemy, nie zmieniają się radykalnie dlatego, że zazwyczaj chcą się zmienić. Zmieniają się dlatego, że muszą. Za chwilę będziemy musieli”.

„Skoro mówimy o cięciach, ważne jest, by nie dotknęły one tylko jednych, a drugich już nie. Dziś jest moment, że każdy powinien zrzec się - dla wspólnego dobra, w imię społecznej solidarności - choćby części swoich przywilejów”.
Mirosław Gryń/Polityka

„Skoro mówimy o cięciach, ważne jest, by nie dotknęły one tylko jednych, a drugich już nie. Dziś jest moment, że każdy powinien zrzec się - dla wspólnego dobra, w imię społecznej solidarności - choćby części swoich przywilejów”.

Jarosław Makowski, szef związanego z PO Instytutu Obywatelskiego.
Krzysztof Żuczkowski/Forum

Jarosław Makowski, szef związanego z PO Instytutu Obywatelskiego.

wideo

Grzegorz Rzeczkowski: Niedługo minie miesiąc od wyborów i ani słowa o planach nowego rządu i jego składzie. Zamiast tego dyskusje o krzyżu, Palikocie, Millerze w SLD, Schetynie i sporze z Tuskiem… A kryzys puka do drzwi coraz głośniej.

Jarosław Makowski: Kryzys puka nie od wczoraj, ani nie od tygodnia. Pierwsza jego fala uderzyła już w 2008 r. Wtedy pokazaliśmy, że można z nim skutecznie walczyć. I zarazem przygotować się do drugiego uderzenia (np. przedłużając elastyczną linię kredytową z Międzynarodowego Funduszu Walutowego). Za Abrahamem Lincolnem trzeba dziś powiedzieć, przyglądając się otaczającej rzeczywistości, że „polityk jest odpowiedzialny za statek, nie za fale”. Rząd ma tę świadomość, dlatego wychodzi z tej potyczki obronną ręką.

Ważne jest to, że mamy ciągłość i stabilność rządzenia. Tym bardziej, że premier planuje nie tylko rekonstrukcję rządu, ale również chce zmienić strukturę całej administracji rządowej. Dlatego potrzebuje czasu. W Polsce mamy kult działania za wszelką cenę. Mało kto pyta, czy to działanie jest efektywne.

Ale premier milczy już od prawie miesiąca...
Dziś dużo ważniejsze jest, by cała Unia, której pracami kierujemy, wypracowała skuteczny plan antykryzysowy. Poza tym Platforma wygrała wybory, proponując strategię „inteligentnego rozwoju”. Zakłada ona, że mamy nie tylko własny autorski polski program modernizacyjny, ale także i tempo proponowanych zmian. Ta strategia jest opisana w programie „Następny krok. Razem”. Ta strategia zakłada także, że nie będzie nagłych i chaotycznych skoków, ale konsekwentny marsz.

Nie czuję się przekonany. PO sprawia wrażenie, jakby nie miała pomysłu na rządzenie, jakby szuflady z etykietą „Zmiany” były puste…
Zamiana dla zmiany to mało wyrafinowana strategia. Zmiana musi być po coś, i dla kogoś. Nigdy przeciwko komuś. Dobrze wiemy, co trzeba zrobić – reforma emerytur mundurowych, wydłużenie wieku emerytalnego, reforma KRUS, edukacji...

Przeprowadzając konieczne zmiany, trzeba jednak łączyć dwie kwestie: z jednej strony - zachować bezpieczne finanse publiczne, obniżając deficyt, a z drugiej - by przy okazji nie zamordować tego potencjału rozwojowego, który teraz w Polsce drzemie. Źle byłoby, gdyby rząd skupił się wyłącznie na cięciach, o czym marzą - i do czego zachęcają rząd - neoliberalni ekonomiści.

To strategia najprostsza.
Tyle, że w obecnej Polsce mało realistyczna, gdyż Polki i Polacy już wiedzą, że musi podnosić się jakość ich życia. Chcą mieć szansę realizacji własnych aspiracji, które nie mają już tylko charakteru konsumpcyjnego. Innymi słowy: nie ma mowy o skutecznych reformach, jeśli wszyscy przeciwko tym reformom się zbuntują. Wtedy rzeczywiście mamy w Polsce Grecję.

Jak podnosić jakość życia, gdy w planach są cięcia?
Skoro mówimy o cięciach, ważne jest, by nie dotknęły one tylko jednych, a drugich już nie. Dziś jest moment, że każdy powinien zrzec się - dla wspólnego dobra, w imię społecznej solidarności - choćby części swoich przywilejów. Nie tylko więc rolnicy, ale również artyści czy dziennikarze, którzy ochoczo tną innym, ale gdy ktoś zagląda do ich portfeli, zapał do reform radykalnie maleje.

W porządku, jak wszyscy, to wszyscy. Tylko, że jak PO będzie chciała zabrać się za KRUS, usłyszy od swego koalicjanta stanowcze „nie”.
Przy koalicji tylko z PSL może być to trudne. Trzeba jednak pamiętać, że wisi nad rządem wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że finansowanie z budżetu państwa składek zdrowotnych rolników - bez względu na ich dochody - jest niezgodne z konstytucją. Dlatego zmiany są nieuchronne.

Jeśli Polacy mają zrzec się części przywilejów, to muszą mieć mocne przesłanki do tego, by zaufać państwu. Trudno darzyć je zaufaniem, patrząc nie tylko na to, jak funkcjonuje nasza scena polityczna, ale również jak działają urzędy, sądy, uniwersytety, kolej, jak wygląda przestrzeń publiczna naszych miast.
A jaki mamy wybór? Albo zdamy sobie sprawę, że wszyscy razem płyniemy na tej polskiej łodzi, gdzie każdy z nas musi mocno i w tym samym tempie wiosłować, albo ją tak rozchybotamy, że w najlepszym razie wylądujemy na mieliźnie, a najgorszym, zatoniemy. 

Ale da się też żyć bez IPN czy CBA, których utrzymanie kosztuje setki milionów złotych. Da się też żyć, gdy Sejm będzie liczył 300 posłów, a nie 460. 
Zabrzmi to jak herezja, ale liczę, że nadchodzący kryzys wymusi wiele zmian na tych, którzy są gotowi bronić do upadłego niektórych przywilejów, czy kosztownych instytucji, bez których państwo może się obyć. Dzięki kryzysowi łatwiej uda się przeprowadzić restrukturyzację państwa, która w normalnych warunkach trwałaby dekady.

Tym bardziej, że państwo jawi się dziś dla wielu jako ostatnia deska ratunku. Doskonale widać to na przykładzie ludzi młodych, dwudziestoparolatków. Z jednej strony nie lubią państwa. Wszystko, co państwowe źle im się kojarzy. Z drugiej zaś strony wołają do rządzących: „dajcie nam pracę”, „dajcie nam mieszkania”. Jak trwoga, to nie do Boga, ale do budżetu. Jednak nie da się najpierw wybijać latami zębów państwu, a potem oczekiwać, że jak zajdzie taka potrzeba, to zacznie ono gryźć w naszej obronie. 

Wróćmy do stanu państwowej kasy. Co z powrotem do trzeciej stawki podatku dochodowego i podwyższeniem składki rentowej?
Pana pytanie jest owocem ideologicznego ćwiczenia, jakiemu byliśmy przez ostatnie 20 lat poddawani przez neoliberalny dyskurs. Zakłada on, że każdy podatek to tortura. Fakt: trzeba być masochistą, aby na tortury dobrowolnie przystać. Ale pozwólmy sobie na myślowy eksperyment. I zapytajmy: dlaczego nie potraktować podatków jako inwestycji? I katalizatora szybszego rozwoju? Polacy przystaną na wyższe podatki, jeśli państwo pokaże, że potrafi je skutecznie wykorzystywać do ponoszenia jakości usług – dobre drogi, szpitale, żłobki, szkoły.

Kościół też powinien oddać swoje przywileje?
Kościół pierwszy powinien dać przykład, co w praktyce znaczy nakaz św. Pawła z Listu do Galatów: „jeden drugiego brzemiona ma nosić”. Nawet partie polityczne, choć z bólem, oddały połowę swoich subwencji.

Pytanie, czy premierowi i Platformie wystarczy odwagi, by – powiedzmy - zlikwidować Fundusz Kościelny.
Premierowi nie zabraknie ani rozsądku, ani odwagi, by chronić stabilność finansów państwa. Dziś nie ma już chyba podstaw, by Fundusz Kościelny miało utrzymywać państwo. W katolickim społeczeństwie żaden ksiądz nie musi się obawiać, że nie będzie miał co do garnka włożyć. Jest za to mnóstwo obszarów biedy i ludzi, którzy mają z tym kłopot. Na marginesie – zadziwiające, jak Kościół mówi dużo o ojczyźnie przez duże „O”, a jak mało mówi i robi dla państwa przez małe „p”, które organizuje szkoły, szpitale, transport publiczny. A jest to przecież robione dla tych biedniejszych osób, które bez państwa nie dałyby sobie rady.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj