Danuta Wałęsa i jej autobiografia
Żona wychodzi z cienia
Mało kto liczył, że Danuta Wałęsa zdecyduje się na autobiograficzne wynurzenia. Nawet jej mąż, który nie ukrywał, że nie wie, co zawierają „Marzenia i tajemnice”, bo nie sądził, iż książka powstanie.

Ci nieliczni, którzy się tego spodziewali, liczyli raczej na konwencjonalne wspominki żony stwarzającej mężowi domową ostoję. Najpierw, by mógł działać opozycyjnie, potem zaś uprawiać politykę. I to jest. Jest detaliczny opis środowiska, z którego wywodzi się bohaterka (wieś sprzed elektryfikacji), jest życie młodego małżeństwa po robotniczych kwaterach i hotelach, radość z pierwszego mieszkania. Jest walka Wałęsy z systemem, prezydentura i ostatnia faza – elegancki dom na Polankach, przyjęcia ogrodowe, i to, jak różni politycy zapisali się w pamięci pani Wałęsowej. 

Ale jest też dużo więcej - rozrachunek Danuty z własnym życiem w cieniu Lecha, człowieka niełatwego, skoncentrowanego na sobie, swoich dokonaniach, zamierzeniach i pasjach. Rozrachunek z samą sobą – silną kobietą, która przez lata akceptowała tradycyjny podział ról w małżeństwie, a teraz dochodzi do wniosku, że mąż za rzadko ją pytał o zdanie, za mało się z nim liczył. Że ona sama nie dość to zdanie akcentowała. I przez to mało zaznaczyła swoją obecność.

To rozrachunek osoby, która powoli odkrywa swoją wartość. A część tego rozrachunku i leczenia z kompleksów następuje – jak się zdaje – w trakcie pisania książki, rozmów z Piotrem Adamowiczem, dziennikarzem, który opowieść Danuty Wałęsy opracował.

Dla Lecha Wałęsy lektura tych fragmentów, zmierzenie się z pewnymi rysami swego portretu, nakreślonego piórem żony, może być zadaniem niekoniecznie lekkim i przyjemnym. Choć Danuta stara się solennie eksponować dobro, które ją w życiu spotkało, i to w dużej mierze dzięki niemu. Choć podkreśla, że gdyby mogła cofnąć czas, to nie chciałaby niczego zmieniać i że nie pomyliła się w 1969 r., zostając jego żoną.

To zmierzenie się z książką może być trudne dla Wałęsy także ze względu na nasze polskie przyzwyczajenia. Bo Polska to nie Anglia. W Polsce obowiązuje biograficzny kanon – heros albo święty. Broń Boże – człowiek ze wzlotami i ułomnościami. W efekcie mamy nudne książki i filmy nawet o tych postaciach, które były kolorowe, wielowymiarowe. I mamy zaciekłe spory o parę kartek z biografii Kapuścińskiego. W tym przypadku nie będzie sporu o to, jaki jest Lech Wałęsa. To z grubsza wie każdy. Może być co najwyżej spór, co żona powinna, a czego nie.    

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj