MSW ujawnia adresy najważniejszych osób w państwie
Adresy tajne niespecjalnie
Groźni przestępcy i terroryści bez trudu mogą zdobyć domowe adresy premiera, szefów policji, tajnych służb i ich funkcjonariuszy. Urzędnicy o tym wiedzą, ale do tej pory zrobili niewiele, by zlikwidować zagrożenie.
Centralną bazą adresów wszystkich Polaków zarządza resort spraw wewnętrznych.
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Centralną bazą adresów wszystkich Polaków zarządza resort spraw wewnętrznych.

Jak zdobyć informację o tym, gdzie mieszkają najważniejsi urzędnicy państwowi, a także funkcjonariusze wykonujący najbardziej tajne i niebezpieczne misje? To dziecinnie proste. Wystarczy znać imię i nazwisko takiej osoby, wytoczyć jej proces cywilny (na przykład o zniesławienie) i za pośrednictwem adwokata, powołując się na ważny interes prawny wystąpić do Centrum Personalizacji Dokumentów w MSW (CPD), która udostępnia dane z Powszechnego Elektronicznego Systemu Ewidencji Ludności (PESEL). Robi to bez sprawdzenia, jaką funkcję pełni osoba, której dotyczy wniosek. Kontroluje się jedynie, czy wniosek jest kompletny.

Jak tłumaczy MSW, takie są przepisy. Ustawa o ewidencji ludności nie przewiduje możliwości wpisywania do systemu informacji o funkcji, którą dana osoba pełni mówi Przemysław Więcław, dyrektor CPD. Podobnie nie podaje się, czy dany adres jest zastrzeżony, bo na przykład dotyczy policjanta, infiltrującego pod przykrywką grupy przestępcze – ustawa również nie przewiduje takiego rozwiązania.

Szef CBA odtajniony
Dokładnie taki przypadek spotkał szefa CBA Pawła Wojtunika, którego adres jest chroniony od kilku lat, jeszcze z czasów pracy w policji. Jako funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego Wojtunik rozpracowywał najgroźniejsze grupy przestępcze przenikając do ich struktur. Taka ochrona danych działa jednak tylko  w przypadku pozwów związanych z wykonywaniem czynności służbowych przez funkcjonariusza (są wtedy przesyłane na adres służby, w której pracuje).

Z powodu luki w prawie, prywatny adres Wojtunika mógł poznać Marek P., były esbek, przez wiele lat pełnomocnik zakonów i parafii, dla których przejmował atrakcyjne nieruchomości w zamian za kościelne mienie zagrabione w PRL („Polityka” opisała ten proceder dwa lata temu). Zatrzymany dwa lata temu przez CBA, został oskarżony o korupcję i oszustwa. Na początku tego roku P. wytoczył Wojtunikowi proces o zniesławienie. Powodem były słowa, które szef CBA wypowiedział w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Zapytany, czy liczy na to, że Marek P. zostanie świadkiem koronnym, stwierdził, że „każdy funkcjonariusz chciałby, aby przestępca zgodził się zostać świadkiem koronnym”. Powiedział także, że P. „jest osobą zamożną i najprawdopodobniej dużą część swojego majątku zarobił właśnie dzięki działaniom przy Komisji Majątkowej”. Zdaniem P. to było zniesławienie i postanowił pozwać szefa CBA.

Aby proces się rozpoczął, w piśmie do sądu P. musiał wskazać domowy adres Wojtunika. Uzyskał go bez trudu, za pośrednictwem adwokata, który złożył w tej sprawie wniosek do CPD. Co ciekawe, żadne z dwóch wezwań do stawienia się na rozprawie, które sąd wysłał na prywatny adres szefa CBA, do niego nie dotarły. Co się z nimi stało, nie wiadomo. Faktem jest, że Wojtunik do sądu się nie stawił i przegrał proces w trybie zaocznym. Szef CBA zapowiedział już złożenie odwołania, ale sprawy ujawnienia adresu komentować nie chciał. – Nie będziemy zajmować żadnego stanowiska w tej sprawie – mówi rzecznik biura Jacek Dobrzyński.

Tajni są zagrożeni
Sprawa bulwersuje jednak funkcjonariuszy służb specjalnych. – Wystarczy wyobrazić sobie, że jakiś bandzior będzie chciał zastraszyć urzędnika bądź funkcjonariusza, który nadepnął mu na odcisk. Znajdzie jakiś pretekst, złoży pozew cywilny i dostanie jego adres. Tolerowanie tej sytuacji to co najmniej skandal – mówi oficer ABW.  

Sprawa jest tym bardziej dziwna, że już trzy lata temu urzędnicy MSW (wtedy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji) zwrócili uwagę na rosnącą liczbę napływających do CPD wniosków o ujawnienie adresów ważnych urzędników państwowych – przede wszystkim posłów i ministrów. Związane były głównie z procesami o ochronę dóbr osobistych. Uznaliśmy, że to potencjalne zagrożenie dla ich bezpieczeństwa mówi Mirosława Hellich, dyrektor departamentu spraw obywatelskich MSW.

Dlatego ówczesny szef resortu Grzegorz Schetyna wysłał pismo do ministra sprawiedliwości z prośbą o taką zmianę przepisów kodeksu postępowania cywilnego, by prywatne adresy najważniejszych osób w państwie były lepiej chronione. Proponował, by w takich przypadkach podawać adresy instytucji i urzędów, w których pracują. Reakcja resortu sprawiedliwości była wręcz lodowata. Wiceminister Zbigniew Wrona napisał, że „nie byłoby zasadne wprowadzenie takich rozwiązań prawnych, które różnicowałyby ochronę danych osobowych wedle kryterium, czy dana osoba jest powszechnie znana”.  

Po tym jak sprawą zainteresowała się „Polityka”, nowy szef MSW Jacek Cichocki spotkał się pilnie z nowym ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem, który obiecał na razie tylko tyle, że przeanalizuje problem. Z kolei MSW chce zmienić przepisy na podobnych zasadach, jak zamierzał Grzegorz Schetyna, aby załatać lukę w prawie. Resort spraw wewnętrznych nie wyklucza również wprowadzenia możliwości zastrzeżenia adresu.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj