Historyczne sukcesy polskich piłkarzy
Jesień nasza
Największym zyskiem z awansu polskich zespołów do fazy pucharowej Ligi Europejskiej jest wzmocnienie przekonania, że są na futbolowej mapie takie miejsca jak Kraków i Warszawa.

Jak powiada klasyk sportowego komentarza, Dariusz Szpakowski, gdy się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Liga Europy to dla polskiego trenera, piłkarza oraz kibica powiew większego futbolowego świata, dlatego wszyscy się cieszą, że pucharowa przygoda Wisły i Legii będzie miała wiosną swój ciąg dalszy. Tym bardziej, że awans krakowskiego klubu jeszcze niedawno rozpatrywano w kategoriach cudu. 

Nie można nie zauważyć postępu, bo jeszcze kilka lat temu na porządku dziennym było, że polskie zespoły pojawiały się w pucharach i zaraz znikały – z furkotem oraz wśród żałobnych głosów, że od spodu już nikt nie puka. Teraz, po awansie, gdzieniegdzie można usłyszeć pogląd, że mamy oto do czynienia z historycznym momentem w dziejach naszego futbolu. Tymczasem trzeba pamiętać o tym, że Legia miała dwóch grupowych rywali (Rapid Bukareszt i Hapoel Tel Awiw) na poziomie czołówki naszej ekstraklasy i w takich okolicznościach brak awansu byłby po prostu rozczarowaniem. Z Wisłą los nie obszedł się tak łaskawie, nie była w swojej grupie faworytem, przy okazji jej wyjazdowych spotkań w Londynie i Enschede bywały momenty dla polskiego kibica przykre, a także wstydliwe. Ale koniec okazał się szczęśliwy.

Jak do tej pory więcej na LE wygrała Legia, bo nie tylko awansowała nie oglądając się na innych, ale i mecze warszawskiej drużyny na własnym obiekcie były wydarzeniem oraz świętem – kolejki przed kasami, pełny stadion, szał ciał. W Krakowie pucharowe spotkania takiego zawrotu głowy nie wywoływały, a nowiutki stadion świecił pustkami. Nie wiadomo czy to bardziej echo niedawnego wezwania skrzydłowego krakowskiego klubu Patryka Małeckiego, który kibiców niedzielnych, zwanych piknikami, wysłał na stadion Cracovii, czy też autentyczny brak przejęcia pucharowym towarem drugiej kategorii, jakim jest Liga Europy.

Dziś bowiem poza Ligą Mistrzów prawie nie ma życia. Potentaci, w rodzaju klubów z Manchesteru – City i United – niepowodzenie w tych rozgrywkach traktują jak klęskę żywiołową, a kontynuowanie pucharowej przygody w Lidze Europy jest dla nich przykrym obowiązkiem. U nas taka optyka byłaby grzechem pychy, więc niech w Warszawie i Krakowie cieszą się z tego co jest, nie oglądają za siebie i nie boją się marzyć, że kiedyś i oni na Ligę Europy spojrzą z góry.  

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj