Prokuratura wzięła na cel Olewnika?
Ktoś to nagrywa
Wszyscy oburzyli się, że Włodzimierz Olewnik nagrywał swoje prywatne rozmowy z politykami (m. in. z Ryszardem Kaliszem, Andrzejem Kalwasem i Zbigniew Ćwiąkalskim). Ale czy faktycznie jest za co go potępiać?

Media ujawniły, że podczas przeszukania w domu Olewników (rodzice porwanego w 2001 r. Krzysztofa) zabezpieczono nagrania prywatnych rozmów z byłymi ministrami. Olewnik nie informował rozmówców, że rejestruje spotkania. Po co to robił?

Wszyscy z otoczenia biznesmena z Drobina, ale też dziennikarze od lat interesujący się sprawą porwania jego syna, wiedzieli, że Włodzimierz Olewnik dokumentuje każdy swój krok, zabezpiecza się na każdą okoliczność. Spotykał się z osobami, które przekazywały mu informacje dotyczące Krzysztofa, ale też z politykami, których prosił o pomoc. Rozmowy nagrywał z dwóch powodów. Chciał mieć dowody, gdyby ktoś zarzucił mu manipulację, ale też nie ufał swojej pamięci (od lat choruje m. in. na cukrzycę), dlatego nagrania traktował jak notatnik.

Nagrywanie bez zgody rozmówców jest naganne moralnie, ale prawo nie zabrania takiego postępowania. Zapisy odbytych rozmów trzymane w domowym archiwum, to nic więcej jak prywatna własność i nikomu nic do jej zawartości, chyba, że właściciel takich nagrań próbowałby ich używać np. do wymuszania określonych zachowań, inaczej mówiąc do szantażu. Nic nie wiemy jednak, aby Olewnik lub jego córka wykorzystywali w ten sposób zasoby z archiwum.

Warto natomiast zastanowić się, czy przejęcie tych nagrań przez prokuraturę apelacyjną z Gdańska i ujawnienie tego publicznie, nie stanowiło naruszenia prywatności państwa Olewników. W oficjalnym komunikacie wydanym przez gdańską PA, dotyczącym celów listopadowego przeszukania w domach rodziny Olewników, wymieniono katalog poszukiwanych przedmiotów. Szukano m. in. nieujawnionych nagrań rozmów z porywaczami i listów od Krzysztofa. Nie było natomiast celem rewizji zabezpieczenie wszystkich nagrań posiadanych przez rodzinę Olewników, w tym całkowicie prywatnych.

Jeżeli w trakcie rewizji zabrano takie nagrania (rozmowy z ministrami, a nie porywaczami), to po stwierdzeniu, co faktycznie zawierają, powinny być natychmiast zwrócone właścicielowi. Nie tylko nie zostały oddane, ale ujawniono, że zostały znalezione.

Oficjalnie prokuratura z Gdańska nie wypowiada się na ten temat, a już szczególnie nie komentuje swoich materiałów śledczych. Rzecznik PA z Gdańska Krzysztof Trynka mówi „Polityce”, że prokuratura niczego na temat zabezpieczonych przedmiotów nie ujawnia, ale trudno ręczyć za – jak określa rzecznik – kooperantów. Ma na myśli policjantów z CBŚ, którzy uczestniczyli w przeszukaniach i Sąd Rejonowy Gdańsk - Południe, który ma rozpatrywać zażalenie Olewników na decyzję o przeszukaniach. Rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski jest przekonany, że to nie z sądu pochodzi informacja, która trafiła do mediów. – Lista przedmiotów zabezpieczonych podczas przeszukania jest tajna, a jej dysponentem nie jest sąd, ale prokuratura – stwierdza.

Jeżeli doszło do ujawnienia tajnych materiałów śledczych za które odpowiada prokuratura, zazwyczaj wszczynane jest śledztwo, mające ustalić źródło przecieku. W tym przypadku prokuratura jest wstrzemięźliwa, śledztwa nie wszczęła. Według Włodzimierza Olewnika, ujawnienie jego prywatnych nagrań, było celowe. – Chcieli nas do końca upokorzyć. Prokuratura może zrobić wszystko, wejść do naszego domu jak do meliny przestępczej, zabrać z niego wszystko, a potem nie potrafić, a raczej nie chcieć zachować tajemnicy śledczej – mówi. Zapowiada, że za zgodą osób, które nagrywał, zamierza upublicznić treść tych rozmów. Twierdzi, że nie było w tych zapisach nic kontrowersyjnego, ani kompromitującego.

Kiedy śledztwo w sprawie porwania i śmierci Krzysztofa Olewnika przenoszono na prośbę rodziny ofiary z Olsztyna do Gdańska (decyzją ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego) przewidywaliśmy, że tylko kwestią czasu jest moment, gdy Olewnikowie stracą zaufanie do nowych śledczych, tak jak tracili je dla wszystkich poprzednio badających tę sprawę. Marna to satysfakcja, że nie pomyliliśmy się. Właśnie toczy się mała wojna na linii rodzina Olewników – gdańska prokuratura apelacyjna. A na wojnie, jak na wojnie, wszystkie chwyty dozwolone. Skoro Olewnik nagrywał rozmowy, to teraz prokuratura nagra mu nowe kłopoty. Niech się tłumaczy, niech czuje się winny. I niech już nie pyta, kto powinien odpowiedzieć za to, że w porę nie uratowano życia jego syna.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj