Andrzej Olechowski podsumowuje polską prezydencję
Nie dało się tego zrobić lepiej
O rozbudzonych nadziejach, sukcesach i porażkach naszej prezydencji - Andrzej Olechowski w wywiadzie podsumowuje półroczne przewodnictwo Polski w UE.
Andrzej Olechowski: Polacy mają trochę duszę śródziemnomorską, ale w dziedzinie pracy, chcielibyśmy być jak Niemcy.
Adam Chełstowski/Forum

Andrzej Olechowski: Polacy mają trochę duszę śródziemnomorską, ale w dziedzinie pracy, chcielibyśmy być jak Niemcy.

Przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy, premier Donald Tusk i szef Komisji Europejskiej Jose Barroso podczas grudniowego szczytu UE w Brukseli.
Unia Europejska

Przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy, premier Donald Tusk i szef Komisji Europejskiej Jose Barroso podczas grudniowego szczytu UE w Brukseli.

Logo polskiej prezydencji.
materiały prasowe

Logo polskiej prezydencji.

Wdział pan w jakiejś europejskiej stolicy, że to właśnie Polska sprawuje prezydencję w Radzie UE?
Nie bardzo, choć na międzynarodowej konferencji, w której uczestniczyłem, był również polski ambasador, zaproszony właśnie dlatego, że Polska przewodzi w Radzie UE. Nie robiłbym jednak z tego większego problemu, że nas nie widać. Prezydencja jako okazja do wypromowania Polski w szerszej opinii publicznej to wymysł. Ważniejsze, że jeśli pomyślimy o tej prezydencji, jako o wachcie, to chodziło raczej, by niczego nie zepsuć, odsłużyć swoje sprawnie, co wyszło zresztą bardzo zgrabnie. Spora w tym zasługa polskiej administracji, która stanęła na wysokości zadania.

Czyli promocyjnie słabo, a w kategorii przywództwa? Mieliśmy szansę nadać ton…
Mieliśmy, ale nie do końca z niej skorzystaliśmy. Z jednej strony było to poza naszymi możliwościami, z drugiej nie było klimatu dla wypełnienia zadań, które sobie stawialiśmy.

Może wynika to z samego charakteru prezydencji – czyli jednak czasu symboliczno-organizacyjnie-wizerunkowego dla kraju. Dobra ocena polskiej prezydencji przez europejskich polityków to może tylko kurtuazja, bo i tak nikt nie spodziewał się, że ktoś inny poza Niemcami czy Francją może mieć coś znaczącego do powiedzenia.
Jeśli spojrzeć na prezydencję w kategoriach jazdy figurowej na lodzie, to można powiedzieć, że program obowiązkowy został dobrze wykonany, choć było wiele możliwości, żeby się pośliznąć. Kilka dotychczasowych prezydencji np. czeska lub węgierska, zwłaszcza nowych państw członkowskich było poniżej standardów. Polsce się udało. To nieprawda, ze po kolejnych prezydencjach spodziewa się tylko tego, by były sprawnymi administratorami. Chodzi jednak o to, by wnosiły coś istotnego do rozwoju Unii. Coś atrakcyjnego, coś co będzie pchało Unię do przodu. To okazja dla mniejszych krajów, by pokazać nową ideę w Europie ciągniętej przez dwa konie Niemcy i Francję.

Woźnica – nawet zatrudniony na pół roku - powinien więc jakoś zaznaczyć swą obecność, wskazać kierunek.
W przypadku Polski to niestety się nie udało. Jeśli wziąć pod uwagę początek – i cele przez nas postawione – z finiszem, to w żadnej mierze do siebie nie przystają. Z inaugurującego prezydencję wystąpień premiera i polskich polityków bił żar, że zmienimy nastrój w Europie. Dziś widać, że nastrój jest gorszy niż był.

Ale to nie nasza wina. W połowie Europy szaleje kryzys, trudno o dobre nastroje…
Oczywiście, choć to początkowe zadęcie było niepotrzebne. Na szczęście nie przebiło się to jakoś specjalnie poza Polską. Jednak realnym wydarzeniem, które być może kładzie się cieniem na naszej prezydencji, było brytyjskie weto ws. paktu fiskalnego. Pewnie - dopóki nie powstaną na ten temat książki - nie będziemy wiedzieć, czy polscy dyplomaci mogli zrobić coś więcej, by do tego nie doszło. Ta sprawa może zmienić kurs Europy, ponieważ niesie ona niezwykły potencjał destrukcyjny.

Myśli pan, że nasi politycy zawiedli?
Nie wiem, choć po klimacie, jaki zapanował po tym szczycie, wnioskuję, że można było wykonać pewne ruchy wcześniej. W takich przypadkach nie decyduje nawet siła rzeczywista, ale często wiarygodność osobista polityków, praktyczne pomysły.

Mówi pan tak, jakby naszym tego brakowało…
Jeśli chodzi o praktyczne pomysły, to powiedziałbym, że u nas z tym bywa skromnie. Kiedy wypowiadają się polscy politycy, to od razu wchodzą na poziom wartości, brakuje nam konkretów.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj