Sejm zmienił ustawę refundacyjną
Teraz zaprotestują aptekarze
Sejm znowelizował ustawę o refundacji leków, która stała się przyczyną protestu lekarzy. Zgodnie z ich postulatami – nie będą karani za błędne wypisanie recepty. Nie mają bowiem możliwości, aby sprawdzić, czy pacjenci na pewno są ubezpieczeni.

Powody protestu lekarzy zostały usunięte. Problem w tym, że pokrzywdzeni poczuli się aptekarze, którzy są w podobnej sytuacji. Teraz oni boją się kar, widma których nowelizacja nie usunęła. Zapowiedzieli więc, że będą wydawać refundowane leki tylko na te recepty, które zostaną wypisane bezbłędnie. Pacjenci więc nadal mogą mieć kłopoty z wykupieniem lekarstw, z tą tylko różnicą, że ich przyczyna leży w innym miejscu. Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało, że zgłosi projekt nowelizacji poprawionej właśnie ustawy. Będzie chronił aptekarzy. Chaos w służbie zdrowia przedłuża się.

Żeby go zlikwidować, trzeba zadowolić nie tylko aptekarzy. Rejestr spraw do załatwienia jest o wiele dłuższy. Po pierwsze – szybko musi powstać elektroniczny Centralny Wykaz Ubezpieczonych. Ten, który jest w Narodowym Funduszu Zdrowia, musi być identyczny z bazą danych, znajdującą się w ZUS. Na razie obie bazy się różnią. Pracodawcy lekceważą bowiem obowiązek wyrejestrowania z bazy NFZ pracowników, z którymi się rozstali. ZUS zaś, który wie, kto płaci składki, nie zawsze informuje o tym NFZ. Po drugie - ujednolicony CWU musi stać się dostępny online dla wszystkich przychodni i placówek, związanych umowami z NFZ (najlepiej, żeby swój komputer miał każdy lekarz, ale tego od ręki zrobić się nie da).

Obecnie lekarze, szpitale czy apteki wejść do bazy danych nie mogą. O tym, czy ktoś, kto skorzystał z prawa do ubezpieczenia, na pewno miał do niego prawo, dowiadują się najwcześniej po miesiącu, gdy NFZ zaakceptuje (lub nie) wysłane wcześniej rachunki. Dopiero gdy oba te problemy zostaną rozwiązane, można będzie wrócić do pomysłu obciążania odpowiedzialnością lekarzy i aptekarzy.

Problem w tym, że zapis, który wywołał tyle perturbacji dla pacjentów, wcale nie był dla ustawy kluczowy. Zawiera ona także wiele innych, które mogą naruszać interesy bardzo wielu grup. Nie ulega wątpliwości, że będą ich bronić. Nie znamy tylko metody, którą zastosują. Więc to, co teraz ma do zrobienia minister Bartosz Arłukowicz, to spokojna dyskusja ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Jeśli jeszcze jakieś zapisy trzeba będzie naprawdę poprawić, należy to spokojnie zrobić. Jeśli jednak nacisk ma na celu interes inny, niż pacjentów, należy solidnie przygotować się do obrony istoty ustawy. Nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze umieć jej bronić. 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj