Smoleńsk: nowe fakty, te same interpretacje
Deptak w kokpicie
Konferencja prasowa prokuratury wyjaśniającej smoleńską katastrofę nie rzuciła nowego światła na jej przyczyny. Ale oba zbudowane wokół niej obozy znów zaczną spory i awantury.
16 stycznia 2012, Konferencja w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej, drugi z lewej - prokurator generalny Andrzej Seremet, naczelny prokurator wojskowy gen. Krzysztof Parulski w środku.
Krzysztof Miller/Agencja Gazeta

16 stycznia 2012, Konferencja w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej, drugi z lewej - prokurator generalny Andrzej Seremet, naczelny prokurator wojskowy gen. Krzysztof Parulski w środku.

Nie obalono kategorycznie żadnych ustaleń dotyczących błędów popełnionych przez załogę (są sugestie, że posługiwali się właściwymi przyrządami, ale to ledwie przesłanki, bowiem i tak zbyt wiele nie odczytano) czy kontrolerów ruchu. Ile wiedzieliśmy, tyle wiemy.

Jest kilka nowych informacji, wśród nich ta, że nie ustalono, iżby zidentyfikowano dotychczas głos płk Błasika. Ale potwierdzono, że był w kokpicie dyrektor protokołu dyplomatycznego, informujący, że nie ma jeszcze decyzji, co robić w tych mglistych okolicznościach. Rzecz to nie najważniejsza, gdy idzie o przyczyny i przebieg katastrofy, czy nawet ewentualne naciski. „Naciskiem” była całość sytuacji, a nie jakieś konkretne zdanie. W sumie w kokpicie słychać głosy 17 osób, zidentyfikowano ledwie 9, czyli połowę. Można odnieść wrażeniem, że w tym tak wrażliwym dla bezpieczeństwa lotu miejscu panował wielki ruch, coś jakby „deptak” głosowy, czemu trudno się dziwić, skoro ustalono, że drzwi do kabiny pilotów były otwarte. 

Co się stanie po konferencji, wiadomo było od początku. Bowiem zwolennicy teorii zamachowych mówili to od dawna. Konferencja prokuratury była zresztą ciekawa może nawet nie tyle ze względu na wiedzę przekazaną przez prokuratorów, ale serie pytań dziennikarzy - zwolenników właśnie teorii spiskowych.  Oni po prostu wiedzą swoje, ferują opinie bez względu na to, co mówią prokuratorzy. Na fakcie, że na razie nie zidentyfikowano głosu generała buduje się znaną teorię, że przyczyny wypadku były inne niż ustalono, że potrzebna jest nowa komisja, najlepiej międzynarodowa (oczywiście byłoby najwłaściwsze, aby składała się z osób wskazanych przez Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza). A na końcu powinno się okazać, że winni są Rosjanie.

Wnioski polityczne też powinny brzmieć tak jak w wydaniu PiS brzmią od dawna – Tusk musi odejść. I tyle. Ze smoleńską katastrofą tak już będzie. Będą dwie prawdy i zwolennicy teorii spiskowych nigdy nie przyjmą do wiadomości prawdy obiektywnej. Bez względu na liczbę komisji, raportów, prokuratorskich śledztw. Zakończenie śledztwa prokuratury też będzie powodem do ataków i o tym, też od dawna  wiadomo, bowiem tu potrzebna jest prawda polityczna, na której Jarosław Kaczyński buduje swój obóz.

Konferencja prokuratorów umocniła tylko antyrosyjski kurs PiS. Ale to też nie jest nic nowego. Z taką sytuacją polska polityka musi nauczyć się żyć, co nie zmienia faktu, że wątpliwości dotyczące raportu ministra Millera, jakie się pojawiły, bez względu na ich rangę, nawet jeśli nie miały wpływu na ostateczne konkluzje, powinny zostać szybko wyjaśnione. Wszyscy tę komisję poganiali, twierdzono, że pracuje zbyt wolno. Może należało dać im jednak więcej czasu? O przyczynach katastrofy nie dowiemy się zapewne już niczego nowego, ale na drobiazgach, szczegółach można dla politycznej gry budować dowolne konstrukcje, nawet jeśli pochodzą one z zupełnej nierzeczywistości.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj