Nowa strategia premiera w sprawie ACTA
Całą w tył, czyli do przodu
Będę trochę drwił, choć w sumie cieszę się i pochwalam premiera za to, że wstrzymał ratyfikację ACTA.

Że jest powód do drwin i że nie powinny one być zawieszone jest oczywiste. Za dużo Donald Tusk osobiście i zespołowo (poprzez swoich ministrów i rzeczników) narobił tu błędów i niesmaczności, żeby od razu ogłaszać amnestię. Za dużo wypowiedział słów krytycznych i niefrasobliwych, choćby wobec kolegi Jacka Żakowskiego, żeby nie odczuwać niejakiej satysfakcji, gdy na koniec to właśnie nikomu innemu ale właśnie temu dziennikarzowi niejako przyznał rację. Zwłaszcza w tym fragmencie swojego wystąpienia, gdy mówił o zmienności historycznej prawa własności.

Premier dał całą w tył wstrzymując ratyfikację ACTA, mimo że wcześniej dokumenty ambasadorowi w Tokio nakazał podpisać, z komentarzem, że rząd nie ulegnie szantażowi ulicy. Uległ nie uległ, mniejsza o to, najważniejsze, że spirala absurdu została przerwana, że rządzący niejako przyznali się do własnych błędów i zaniechań, że potrafili się cofnąć.

Naturalnie, natychmiast pojawiły się komentarze, że premier znowu cwaniacko wrócił do swoich starych numerów, że znowu gra na sondażach opinii, w których zaczął dramatycznie tracić, że tak naprawdę o nic innego nie chodzi jak tylko o tę grę. A w niej – stało się to nadto oczywiste – coraz większą rolę odgrywać będzie wchodzące w życie publiczne młode pokolenie, to właśnie, które nieoczekiwanie uaktywniło się z okazji ACTA.

Tusk cofając się zamierza jednak iść do przodu, zrozumiał zapewne, że trzeba znaleźć wspólny język z młodymi Polakami i do tego zupełnie inny niż w roku 2007. Tamte spory i wojny z udziałem ówczesnych młodych są już archaiczne, dzisiejsi młodzi ani się nimi nie interesują ani one do nich nie trafiają. W jakimś sensie Tusk, Kaczyński, Miller, Pawlak, ale także nawet Palikot należą do tej samej grupy politycznej, skłóconej pięknie, ale w sumie na równi odległej od życia najmłodszych.

Zarzuca się Tuskowi, że milczy, że nie tłumaczy, że robi wrażenie jak gdyby mu nie zależało na rozmowie z ludźmi. Tak mówią starzy. Młodzi nic na ten temat nie mówią, bo chyba ich nie interesuje co premier ma do powiedzenia, żyją w swoim świecie. To właśnie jest największe wyzwanie dla lidera PO. Jak być usłyszanym i zrozumianym w języku, którego dobrze nie zna?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj