Odwołany mecz na Stadionie Narodowym
Kompromitacja prowokowana
Problemy przy okazji otwierania kolejnych budowanych z okazji Euro obiektów przypominają odwieczne polskie grzechy: bylejakość i przymykanie oka na przepisy.

Złej tradycji stało się zadość. Nie da się w Polsce bez problemów zorganizować sportowej imprezy otwarcia na stadionie, który w bliskiej już bardzo perspektywie stanie się areną piłkarskich mistrzostw Europy. Przerabiano to już w Gdańsku i we Wrocławiu. W Poznaniu inauguracja poszła bez przeszkód, ale na tamtejszym stadionie problem jest fundamentalny – cyklicznie gnije trawa. Tym razem kłopoty z łącznością na Stadionie Narodowym uniemożliwiły zorganizowanie meczu o Superpuchar Polski między Wisłą Kraków a Legią Warszawa.

Powszechnie wiadomo, że kibice obu drużyn się nie lubią i wobec realnej groźby, że wykorzystają spotkanie, by skoczyć sobie do oczu, policja wolała dmuchać na zimne. Kłopoty z łącznością były wystarczającym powodem, by do rozegrania meczu nie dopuścić. Nasuwa się pytanie: dlaczego takie testy przeprowadzono w ostatniej chwili? Z wypowiedzi szefa Narodowego Centrum Sportu, Rafała Kaplera, wynika, że system zapewniający bezproblemową łączność zostanie zainstalowany dopiero w maju. A więc skoro wiedziano, że policja będzie miała zastrzeżenia, dlaczego nie zorganizowano meczu gdzie indziej, łudząc kibiców i prowokując kompromitację? Może presja, by stadion, który kosztował niemal dwa miliardy złotych zaczął na siebie zarabiać jak najszybciej, była nie do odparcia?

Te wszystkie problemy z organizacją na stadionach imprez otwarcia pachną na kilometr bylejakością, ignorancją i nieznośną skłonnością do przymykania oka na przepisy. Na wydarzeniu z udziałem tysięcy ludzi wszystko powinno chodzić jak w zegarku, stosowne służby poruszać się z zamkniętymi oczami, bez obaw, że plany opracowane na wypadek sytuacji ekstremalnych nie zadziałają z powodu prozaicznych przeszkód. Ale za każdym razem jest podobnie: przyjeżdża straż, policja, sanepid i nagle się okazuje, że łączność komórkowa szwankuje, drogi ewakuacyjne są źle oznaczone, a monitoring nie działa tak, jak powinien. Tak się kończy praktyczne zastosowanie filozofii: „jakoś to będzie”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj