Wielkie zmiany w kierownictwie policji
Policyjna karuzela
Takich ruchów kadrowych w policji nie było nawet, kiedy po wyborach zmieniały się rządy. Teraz rząd jest stary, ale komendant główny nowy. I ma dużo pomysłów personalnych.

Stołecznego komendanta wojewódzkiego wymieniono na komendanta z Kielc. Komendant z Białegostoku trafił do Lublina, jego kolega z Lublina został rzucony na Katowice. Szef katowickich policjantów przeprowadza się do Wrocławia. Komendant z woj. lubuskiego przejmuje gabinet po komendancie z Opola. Na niższych stanowiskach kierowników i naczelników wydziałów w prawie każdej komendzie w całym kraju trwa fala odejść na emerytury. Prawdziwe trzęsienie ziemi. W sześciu komendach wojewódzkich wciąż brakuje szefów, jednostkami kierują pełniący obwiązki (p.o.). A to już oznacza bałagan, bo nikt, kto pracuje tymczasowo, nie podejmie odważnych decyzji.

Komendant Główny Policji ogłosił nową filozofię: kadencyjność na wyższych stanowiskach i rotacyjność na niższych funkcjach. Jeżeli kadencyjność oznacza skok z jednej komendy do drugiej, na innym końcu Polski, to już zakrawa na swoisty mobbing. Trzeba zwijać manatki i szukać w nowym miejscu dachu nad głową. Wielu ma dylemat, czy przenosić się wraz z rodziną, czy zbierać dzieci ze szkoły w jednym mieście i zapisywać do innej w drugim. Krzysztof Rutkowski w czasie swojej pyskówki z policjantami w związku ze sprawą półrocznej Magdy z Sosnowca, nie bez racji stwierdził, że katowicki komendant Dariusz Biel nie miał głowy do nadzorowania podwładnych, bo myśli zajmowało mu mieszkanie we Wrocławiu, gdzie właśnie go przenoszono.   

Komendantami wojewódzkimi przeważnie są policjanci w stopniu generalskim. A to oznacza, że nie trafią do komend powiatowych, muszą kierować garnizonami w miastach wojewódzkich. Dlatego zapowiadana przez Marka Działoszyńskiego kadencyjność, to zwyczajne żonglowanie grupą kilkunastu komendantów. Ty będziesz w Krakowie, a ty w Opolu. Jutro nastąpi zmiana, ty do Opola, a kolega do Krakowa.

Jest w tym tak głęboki sens, że aż trudno go odnaleźć. Wytłumaczenie nasuwa się jedno. Komendant główny przez wiele lat pracował w policyjnym Biurze Spraw Wewnętrznych, a to szczególne miejsce, człowiek nabywa w nim podejrzliwości wobec kolegów w mundurach. Może i nic złego nie zrobili, ale trzeba dmuchać na zimne. Przeprowadzka raz na jakiś czas nie zaszkodzi. I zupełnie nie ma znaczenia, że w czerwcu polska policja będzie musiała zdać bezprecedensowy egzamin, zapewnić bezpieczeństwo podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Czy nowemu komendantowi stołecznemu i jego zastępcy – obaj przywiezieni w teczce z Kielc, jednego z najmniejszych garnizonów policyjnych w Polsce – starczy czasu na poznanie ludzi, którymi będą dowodzić i na przygotowanie się do wielkiej operacji logistycznej, z której egzamin złożą podczas Euro 2012? W trzech z czterech miast, w których odbędą się mecze zmieniono obsadę w komendach. Marek Działoszyński z miną wytrawnego pokerzysty uspokaja, że wszystko odbędzie się zgodnie z planem. Wydaje się jednak, że zalicytował w ciemno, a weryfikacja nastąpi po odkryciu kart.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj