Pies czyli kot
Kupcie fortepian
Kilka dni temu gdzieś w Polsce zamarzła w kamienicy kanalizacja. Lokatorzy poszli więc do administracji i poprosili o pomoc.

Odpowiednia urzędniczka wysłuchała, o co chodzi, a potem poinformowała przybyłych, że mogą przecież „sikać w kuchni do zlewu”. Tęgie mrozy okazały się za słabe na spuchnięte od pogardy łby niektórych urzędników szóstej kategorii odśnieżania. Nie powiem, żebym był tym zszokowany, i jeśli to zapisałem, to tylko jako klimat naszej codzienności. Ktoś powie – administracja – to co się dziwić, chciałby pan usłyszeć cytat z Gombrowicza? I to prawda. Mógłbym w opisie klimatu naszej codzienności przejść do wyższych sfer politycznych i dopiero wtedy by się okazało, jakie to dno pogardy.

Jarosław Kaczyński, komentując tragiczną śmierć Magdy z Sosnowca, porównał działania policji z peerelowską esbecją: „Z jednej strony trzeba się cieszyć, że SB już nie ma, ale niestety policja nie potrafiła przejąć tych metod. Tamci byli skuteczni”. Aż zimno leci po krzyżu, gdy człowiek sobie wyobrazi, jakie to jeszcze formacje i ideologie można publicznie ogłosić jako wzory skuteczności.

Świetnym natomiast tematem, pachnącym Mrożkiem i Gogolem, jest nasz piękny, jasny, mocny i zdrowy – nowy warszawski Stadion Narodowy. Do rymów dodałbym jeszcze „wyjątkowy”, bo to my, Polacy, całkowicie go zbudowaliśmy i to przed zakończeniem budowy. Stadion jest zadaszony, choć nie ma dachu, bo jest to dach otwarty i nie daje się zamknąć. Obiekt jest tak bardzo nowoczesny, że gdy policjanci siedzący na jednej z trybun usiłowali się połączyć za pomocą radiotelefonów z kolegami na płycie stadionu, to im się nie udało. Nie mieli też ze sobą kontaktu w tunelach prowadzących na płytę i na klatkach schodowych. Piękna trawa leży na boisku, ale zwinięta w wielkie bele. Można ją rozwinąć, a potem zwinąć. Zdaje się, że z całym Stadionem Narodowym można zrobić to samo, tylko nie wiadomo, czy gdy się go zwinie, to da się również rozwinąć.

Janusz Piechociński, koalicyjny poseł z PSL, tak się zachwycił tym, co zobaczył, że zaproponował Grzegorza Schetynę na ministra do spraw Euro 2012. Ministerstwo miałoby trzy główne departamenty: dachu, trawy i połączeń policji z samą sobą, i mogłoby współdziałać z innym nowym ministerstwem – do spraw kolejowego Dworca Wschodniego w Warszawie, który też będzie się dawał zwinąć lub rozwinąć zarówno fizycznie, jak i umysłowo. Poseł Janusz Piechociński jest skromnym człowiekiem, ale przypuszczam, że gdyby mu zaproponować stanowisko wicepremiera koordynatora obu nowych ministerstw, toby wymyślił jeszcze trzecie.

Ponieważ dworce kolejowe to jednak na razie domena ministra infrastruktury Sławomira Nowaka, więc podam tylko krótką informację, że zdusił on w zarodku (przepraszam przeciwników aborcji) biadolenia różnych niekompetentnych osób, że nie będzie gotowych dróg i autostrad na Euro 2012. „Drogi nie grają – grają stadiony i zawodnicy” – powiedział.

Kiedyś, jeszcze za Gomułki, pół wieku temu, krążyła taka anegdota nie najwyższych lotów. Otóż pewien członek Biura Politycznego PZPR zauważył w gabinecie dyrektora jakiejś Socjalistycznej Fabryki Gwoździ Budowlanych fortepian. Brzdąkała na nim panna z tandetnym makijażem. – Co ona tu robi? – zapytał członek Biura, a dyrektor na to: – To na wasze partyjne polecenie. W zeszłym roku zwróciliście mi uwagę mówiąc „Coś tu u was k... nie gra”. I mieliście rację, teraz już gra.

No więc Stadion Narodowy mamy, to znaczy mamy tak, jak to napisałem wyżej. Chciała się po nim przebiec minister sportu Joanna Mucha. Wiatr historii powiał jej jednak ostro w oczy. Stadion był akurat zamknięty po otwarciu. Pobiegła więc na zewnątrz, dookoła stadionu. Jeśli mecze Euro 2012 też będą rozgrywane na zewnątrz stadionów, będzie to przełom w światowym futbolu.

Aha, a co z fortepianem? Można postawić na środku boiska na Stadionie Narodowym. No i wtedy naprawdę – wszystko gra.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj