Odchodzi szef NCS
Późna refleksja
Wyciąganie konsekwencji personalnych w związku z kłopotami z jakością i terminem kolejnych inwestycji na Euro to za mało.

Ostatnia z serii kompromitacji w związku z oddaniem do użytku Stadionu Narodowego – odwołanie meczu o Superpuchar Polski – jednak wywołała u szefa Narodowego Centrum Sportu, Rafała Kaplera, krytyczną refleksję odnośnie swojej nadzorczej roli. Nachodziła go ta refleksja niemal tydzień i prawdę mówiąc, nie było pewności, czy w końcu się do odpowiedzialności poczuje. Wcześniej przekonywał, chwilowo mętnie i nielogicznie, ale z dość pewną miną, że nie ma sobie nic do zarzucenia, i dawał do zrozumienia, że skandalowi winna jest policja – czepliwa, przeczulona na punkcie bezpieczeństwa oraz wyposażona w sprzęt łącznościowy z epoki kamienia łupanego, który w tak pięknych okolicznościach infrastruktury nie chce, jak na złość, działać.

Stadion miał być gotowy w połowie ubiegłego roku, ale od tej pory temat Narodowego powraca w rytm kolejnych komunikatów o niespodziewanych opóźnieniach, niedoróbkach i anulowanych imprezach. Jeszcze bardziej denerwujące od wrażenia bałaganu, nad którym nikt nie panuje, jest jednak dobre samopoczucie urzędników odpowiedzialnych za budowę tego akurat obiektu, oraz, szerzej, przygotowania do mistrzostw Europy.

W ten klimat dopiero co wpisała się minister sportu Joanna Mucha, która przy okazji zorganizowanego ad hoc biegu wokół Narodowego, w którym zresztą wzięła udział, wygłaszała kuriozalne uwagi o tajemniczych siłach, które uwzięły się mówić o warszawskim stadionie źle, a o jego nadzorcach złośliwie. A przecież nie ma ku temu żadnych powodów.

Dymisja Kaplera, jak ćwierkają wróble, spowodowana ultimatum, jakie usłyszał od minister Muchy (albo sam się zwolni, albo zostanie zwolniony) jest w zaistniałej sytuacji czymś najbardziej oczywistym pod słońcem. Stadion Narodowy najpewniej zostanie uroczyście otwarty meczem reprezentacji z Portugalią i przez chwilę będzie cukierkowo i z fanfarami.

Ale za rogiem czekają kolejne znaki zapytania – czy podczas mistrzostw podróż pociągiem ze stolicy do Gdańska nadal będzie trwała 6 godzin, jak teraz – oraz gigantyczne kłopoty: samochodowa podróż na trasie Warszawa-Wrocław przez rozkopaną „gierkówkę”. Więc może oprócz wyciągania konsekwencji personalnych warto sobie zadać pytanie: dlaczego budujemy tak wolno i niedbale oraz dlaczego plany tak ciężko realizować w terminie?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj