WYWIAD: Czy Polacy są zmęczeni Tuskiem?
Gra się tak, jak wyborca pozwala
Dlaczego sprawa ACTA to tylko symptom głębszego problemu, o profesjonalistach z PO oraz o tym, czy Tusk byłby dobrym kanclerzem Niemiec mówi Klaus Bachmann, mieszkający w Polsce niemiecki politolog, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Zdaniem Klausa Bachmana, premier robi bardzo dobrze, wprowadzając bolesne reformy na początku kadencji.
Radek Pietruszka/PAP/Kancelaria Prezesa RM

Zdaniem Klausa Bachmana, premier robi bardzo dobrze, wprowadzając bolesne reformy na początku kadencji.

Grzegorz Rzeczkowski: Donald Tusk byłby dobrym kanclerzem Niemiec?
Klaus Bachmann: (śmiech) Nie sądzę. Systemy polityczne Polski i Niemiec są tak różne, sposób komunikowania się polityków z wyborcami i mediami jest tak inny, że trudno to wytłumaczyć w kilku zdaniach. Nawet gdyby Donald Tusk został kanclerzem Niemiec, byłby to dla niego tak duży szok, że zaliczyłby mnóstwo wpadek, co oczywiście negatywnie wpłynęłoby na jego notowania.

Ale jako polski premier też ostatnio zaliczył parę potknięć. Jak pan ocenia 100 dni jego rządów po drugich - wygranych z rzędu - wyborach?
Pozytywnie. W ogóle pozytywnie patrzę na to, co się dzieje w Polsce. I to nie tylko teraz, za rządów PO i PSL, ale w ostatnich 22 latach. Wbrew pozorom jest mnóstwo spraw, co do których panuje wśród polskich polityków zgoda, które są realizowane w podobny sposób przez każdy z kolejnych rządów. Powiem więcej – w przypadku niemieckich partii takich spraw jest znacznie mniej. W rządach PO widzę dużo kontynuacji. To bardzo dobrze.

Donald Tusk ma dużo większą swobodę ruchów niż jego poprzednicy. Dobrze ją wykorzystuje?
W przeciwieństwie do pierwszej kadencji robi mnóstwo ważnych i potrzebnych rzeczy, które jednak poparcia mu raczej nie przysporzą. Choćby podwyższenie wieku emerytalnego, co na pewno jest bardzo bolesne. Emeryci to grupa, która dość karnie chodzi do wyborów i jest jednak silnym lobby. To grupa, z która każdy rząd musi się liczyć. Tusk mądrze rozpoczął kadencję od takich właśnie, bolesnych reform.

I płaci za to wysoką cenę, bo choć dyskusja nad reformą emerytalną dopiero ruszyła, to poparcie dla premiera i Platformy spadło do rekordowo niskiego poziomu.
Zmianę stosunku do rządu i premiera daje się zauważyć już od kilku miesięcy. Widać wyraźnie, że nie jest to efekt złych decyzji, ale raczej nastawienia społecznego, tego, że w danej sytuacji opinia publiczna szczególnie silnie zwracała uwagę na konkretny problem.

Nie mam żadnych twardych danych, by to udowodnić, ale proszę zwrócić uwagę – sprawa ACTA nie jest kwestią, która dotyka większość Polaków. Przeciwnie, dotyczy mniejszości, bardzo małej, ale głośnej grupy. Dla mnie jest zagadką, dlaczego w Polsce protesty przeciwko ACTA były tak silne, bodaj najsilniejsze w Europie i w dodatku tak szybko skłoniły rząd do zmiany stanowiska. Przecież w innych krajach Europy więcej osób posługuje się internetem, ale tam protesty - jeśli w ogóle były - nie były tak spektakularne.

Co takiego się stało, że po historycznej wygranej PO tak szybko zaczęła tracić poparcie?
Jednym z powodów są właśnie protesty w sprawie ACTA. Ich uczestnikom udało się stworzyć wrażenie w społeczeństwie, że ich poglądy na ACTA podziela większość Polaków. To bardzo ważne, bo dzięki temu szybko udało im się wymusić na rządzie zmianę stanowiska. To z kolei mogło być odczytane jako przyznanie się do winy.

Ale czy ACTA przypadkiem nie była jedynie kroplą, która przelała czarę goryczy wypełnioną wcześniej nieszczęsną refundacją leków?
Tak. To była znacznie bardziej dotkliwa ingerencja w życie codzienne obywateli niż sprawa ACTA i dotyczyła też szerszego kręgu obywateli. Dostęp do leków jest ważny dla każdego, inaczej niż dostęp do internetu. Problemy z refundacją mogły poważnie zachwiać poczuciem bezpieczeństwa oraz – i tak już bardzo niskim - zaufaniem obywateli do instytucji państwa. Ludzie podświadomie oddzielają bezpieczeństwo ogólne od bezpieczeństwa osobistego. Gdy nabierają przekonania, że to drugie jest zagrożone, potrafią reagować bardzo źle. To może się wydarzyć w każdej chwili, temat właściwie nie jest ważny. I nie jest to tylko polska specyfika. Tak było choćby w Belgii podczas afery pedofilskiej wywołanej przez sprawę Marca Dutroux, czego zresztą byłem świadkiem, byłem wówczas korespondentem niemieckiej prasy w Brukseli.

Jej efektem był największy kryzys polityczny w tym kraju po wojnie i wymiana znacznej części elity politycznej. Co ciekawe, dużo więcej ofiar - i bardziej okrutne mordy - miał na sumieniu przestępca, który kilka lat później działał w Belgii i Francji. W tym przypadku policja również zachowywała się nieudolnie, ale ta sprawa nie spowodowała tak gwałtownej reakcji jak afera Dutorux. Bo ludzie odzyskali zaufanie do państwa i jego instytucji, nabrali przekonania, że znów działa sprawnie. W przypadku afery Dutroux ich poczucie bezpieczeństwa już wcześniej było poważnie zachwiane i to nie ona spowodowała kryzys, tylko kryzys wywołał przekonanie, że afera jest ważna, że coś się za tym kryje. Można powiedzieć, że grunt był przygotowany wcześniej…

…a to była tylko iskra, która wywołała eksplozję. A może w przypadku ostatnich wydarzeń w Polsce to nie kwestia zachwianego poczucia bezpieczeństwa tylko zawiedzionych nadziei? Polacy łatwo wierzą w polityczne obietnice, a potem jeszcze szybciej się rozczarowują.
To też nie jest polska specyfika. Tak dzieje się wszędzie. Znany belgijski socjolog Luc Huyse postawił taką tezę, że politycy dzisiaj, a zwłaszcza podczas kryzysu, mają znacznie mniej do powiedzenia niż kiedyś. Natomiast nadzieje, które wyborcy z nimi wiążą, są większe niż kiedykolwiek. Kiedyś te nadzieje były pokładane w Boga, przywódców religijnych, królów – dziś one się skupiają na demokratycznych politykach, którzy mają o wiele mniejsze pole manewru, bo są kontrolowani, odwoływani i obserwowani na każdym kroku. Ich decyzje podlegają tylu instytucjonalnym, prawnym i społecznym ograniczeniom, że trudno byłoby oczekiwać, by politycy mogli czynić cuda.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj