Pies czyli kot
Czy trawa wytrzyma?
Pojechałem z Suwałk do Zielonej Góry po prostu na obiad, bo lubię czasem jeść poza domem. Jadłem i zastanawiałem się, kto mógłby w tej chwili zastąpić Donalda Tuska na krześle premiera. Teraz właśnie płacę za obiad i zastanawiam się, czy w ogóle jest się nad czym zastanawiać. Wstałem od stołu…

Miller nie ma szabel, a poza tym nie ma szans. Był już premierem i wszyscy pamiętamy, jak to się skończyło. Pawlak też już był. On zawsze jest w rządzie, choć nie ma cienia zaufania do chimerycznego państwa. Jak się okazuje, jedno drugiemu nie przeszkadza. Palikot ma zaufanie, nie był nigdy premierem, ale przecież się rozgrzewa. Stoi przed Sejmem, pali papierosy i zapowiada modernizację Polski.

Spacerkiem ruszyłem do hotelu. Na deser zostali mi Ziobro i Kaczyński. Ziobro nie nadaje się na premiera, bo wtedy wicepremierem musiałby być Jacek Kurski. Natomiast Kaczyński jest po prostu wymarzonym kandydatem na szefa rządu. Sam to powiedział kilka dni temu, a przy okazji przypomniał, że na wiosnę zgłosi cały pakiet ważnych ustaw przygotowanych przez najwybitniejszych ekspertów PiS. Nie raz już mówił konkretnie o sprawach gospodarczych i społecznych wymagających zmian i zawsze powtarzał przy tym swoją niezawodną receptę – „z tym także trzeba będzie coś zrobić”.

Gdy myśli się o zdobyciu władzy, każdy pomysł wart jest rozważenia. I oto Adam Hofman usłyszał w Radiu Zet pytanie, czy PiS chciałby obalić rząd? Okazało się, że Hofman i jego koledzy od dawna już o tym myślą. Na razie przegrali szóste wybory, co umacnia ich w przekonaniu, że są na dobrej drodze i dlatego z niej nie zejdą.

Tak wygląda opozycja i nie ma co jej obalać. A co z rządem? Niby dobrze nie jest, ale nie narzekajmy, bo mógłby być gorszy. Wyobraźmy sobie na przykład, że żona rzecznika rządu nie potrafi podrobić podpisu męża i nawet się za to nie bierze.

Autostrady będą później, niż obiecywał premier, ministrowie i wszyscy Chińczycy, a na razie pękają z dumy, że tyle się o nich mówi. W swoich archiwach mam wycinek z „Expressu Wieczornego” z 1965 r. Tytuł brzmi: „Na razie eksperyment! Domy bez usterek będą się starały stawiać przedsiębiorstwa budowlane”. Mógłbym właściwie napisać, że Platforma przywraca mi młodość.

Gdy w 2011 r. oglądałem konwencję wyborczą PO, musiałem wynieść telewizor do ogródka, żeby mi optymizm nie zalał pokoju. Spajająca wszystkich tam obecnych idea „Polski w budowie” zdawała się autentyczna. Niestety, prawdą okazała się Polska niedorobionych budów. A przecież Platforma nie rządzi od stu dni, to sztafeta, która walczy o jak najlepszy wynik, biegnąc od ponad czterech lat.

Przyznam, że jedno mnie interesuje – mecz z Portugalią na Stadionie Narodowym. Nie wynik, tylko czy trawa wytrzyma? No i drugie, a właściwie pierwsze podstawowe – czy premier Tusk wytrzyma? Ekipę wziął sobie słabą na własne polityczne życzenie, a przecież wiem, że mógł pozyskać całkiem łebskich i odpowiedzialnych.

Kilka dni temu słuchałem ministra Nowaka. Niezmiernie mnie wzruszył, mówiąc, że te wszystkie budowane na Euro drogi, autostrady, hotele i dworce są tak ogromnie ważne, bo zawsze „na końcu takiej budowy stoi człowiek”. I tu minister krzyknął: Źle mówię, nie na końcu, ale na początku! Uważam, że minister za pierwszym razem powiedział prawdę – człowiek stoi na końcu.

Wiem, co piszę. Przecież jechałem z Suwałk do Zielonej Góry pociągami Regio i TLK. Oblepił mnie obrzydliwy brud. Konduktor powiedział, że wagony są stare, 40-letnie i to stąd. Jestem dwa razy starszy i myję się codziennie – odparłem i przypomniałem sobie Nowaka. To przecież dla mnie, dla człowieka, ten brud. Niezależnie od tego, czy stoję na końcu, czy na początku dotkliwego smrodu. Opowieści o pociągach, mających gnać w niedalekiej przyszłości 200 na godzinę, są mi obojętne. Jak można zrobić nowoczesną kolej, skoro nie umiemy nawet umyć wagonu?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj