Pies czyli kot
Czynnik ludzki
W czasach PRL na występy do USA jeździł między innymi kabaret Dudek.

I zdarzyło się kiedyś, że Janek Kobuszewski stał na nowojorskiej ulicy i szukał kosza na śmieci, by wyrzucić niedopałek papierosa. Wtedy podszedł do niego zamiatacz trotuarów i powiedział: – Rzuć to na chodnik. – Nie, nie – odpowiedział Kobusz – tam gdzieś dalej musi być... – Rzuć na chodnik! – ryknął na niego zamiatacz – ja tu jestem od tego, żeby sprzątać. Chcesz mnie pozbawić roboty? Dlaczego to wspominam?

Otóż jechałem niedawno jak zwykle pociągiem na Suwalszczyznę. W przedziale siedziałem z dwoma kolejarzami. Trochę rozmawialiśmy. Jeden z nich był dyżurnym ruchu (stacji nie wymieniam), a drugi chyba kasjerem. Ustalali między sobą, który jutro napali w piecu na stacji i posprząta poczekalnię, a który zajmie się odprawą pociągów i sprzedażą biletów. Została im jeszcze zapowiedź pociągu przez megafon, ale to już tak jak wyjdzie – zaproponował jeden, a drugi się zgodził. Obsada stacji, na której pracowali, zmniejszyła się w ciągu ostatnich lat trzykrotnie. Ciąg dalszy jest łatwy do przewidzenia. Od miotły do kasy biletowej, z peronu do megafonu, od megafonu do pieca, po drodze obłupać lód ze schodków i już tylko biegiem na peron, by spokojnie odprawić pociąg. Nie twierdzę, że tak jest wszędzie, ale wiem, że w bardzo wielu miejscach. I to właściwie tyle mam do powiedzenia w sprawie udziału tak zwanego czynnika ludzkiego, gdy wydarzy się jakieś nieszczęście.

Więcej natomiast mam do powiedzenia w sprawie wojewody wielkopolskiego Piotra Florka. Nadzoruje on wojewódzki sanepid, a ten sanepid wie, którzy wytwórcy żywności i do których produktów używali soli przemysłowej przeznaczonej do posypywania dróg i garbowania skór. Wiadomo, że takich producentów jest co najmniej trzystu, w sumie znaleziono u nich ponad sto ton skażonej soli. Szef wielkopolskiego sanepidu Andrzej Trybusz powiedział w „Gazecie Wyborczej”, że została wstrzymana sprzedaż „jakichś buraków ćwikłowych, jakichś sałatek i jakiegoś wegetariańskiego paprykarza”. Ale konkretnie? Jakie to firmy? – pytają dziennikarze. Tego sanepid nie ujawni, bo to byłby „biznesowy lincz” na firmach. Policja wysłała próbki żywności do badań i czeka na odpowiedź. – Skażoną żywność sprzedawano w sklepach od 10 lat i nic się nie stało. Poczekamy jeszcze dwa, trzy dni i będziemy mieli pewność, czy jest zagrożenie dla ludzkiego zdrowia, czy nie – uspokaja wojewoda Florek.

A mnie się znów przypomina – bo mi się ciągle coś przypomina – jak pewna pani rzecznik prokuratury po śmierci Andrzeja Leppera informowała nas wszystkich, że musimy poczekać kilka dni, aby wyjaśnić, czy w tym przypadku „był udział osób trzecich”. Minęło siedem miesięcy, a prokuratura milczy. Ile czasu ma wielkopolska policja? Ile chce. Skierowała i czeka. A czekać, przypuszczam, będzie długo, bo śledztwo w tej sprawie po raz pierwszy wdrożono 12 lat temu.

Kolejnym przykładem wrażliwości na człowieka jest harcmistrz ZHP, który opluł stekiem rynsztokowych wyzwisk Bogu ducha winną uczestniczkę obozu harcerskiego. Wiadomo, że nie zrobił tego po raz pierwszy, i wiadomo też, że nie po raz ostatni, bowiem jego zwierzchniczka Anna Peterko (zastępca komendanta Chorągwi Śląskiej ZHP), która „jest oczywiście bardzo zniesmaczona całą tą sytuacją”, ukarała go... upomnieniem. Najchętniej podałbym tu nazwisko owego „harcmistrza”, ale zrobić tego nie mogę. Z tych samych powodów, z których wojewoda Florek musi milczeć o soli do garbowania skór, którą zjedzą poznaniacy.

Pachnie wiosną, kwiatki rosną, a demokracja zatacza coraz szersze kręgi. Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”: „zwykły obywatel, który dostaje od pracodawcy nagrody czy służbowy sprzęt, musi płacić podatek. Nie dotyczy to jednak resortu finansów. Jego pracownicy mogą spać spokojnie – płacić więcej nie muszą”.

Jak pisał Wyspiański, pospolitość skrzeczy. A właściwie rzeczpospolitość.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj