Co w Sejmie mówią posłowie (gdy nie ma kamer)
Powiedzieli, co wiedzieli
By zabłysnąć, są w stanie powiedzieć wiele, nawet palnąć dużego kalibru głupstwo. Niektóre z wypowiedzi zyskują rozgłos, ale większość pozostaje tylko w stenogramach. Co mówią posłowie z sejmowej mównicy?
W poprzedniej kadencji posłowie ustanowili rekord w ilości wygłoszonych oświadczeń - było ich prawie 2,5 tys.
Maciej Figurski/Forum

W poprzedniej kadencji posłowie ustanowili rekord w ilości wygłoszonych oświadczeń - było ich prawie 2,5 tys.

Poseł PO John Godson, laureat ostatniej edycji plebiscytu Srebrne Usta.
Adam Chełstowski/Forum

Poseł PO John Godson, laureat ostatniej edycji plebiscytu Srebrne Usta.

Poselska mównica w sali obrad Sejmu.
Adam Chełstowski/Forum

Poselska mównica w sali obrad Sejmu.

Aby stać się medialną, wypowiedź musi być krótka i wyrazista. Wtedy jest szansa, że pokażą ją telewizje i zacytują portale internetowe. „Best of the best” są zresztą doceniane – radiowa „Trójka” od 20 lat wyróżnia nagrodą „Srebrne Usta” polityków, którzy wykazali się retorycznymi zdolnościami. Na liście nagrodzonych są największe postacie polskiej polityki: Lech Wałęsa, Donald Tusk i Aleksander Kwaśniewski. Tegoroczny laureat – poseł John Godson (PO) – zdobył to wyróżnienie za słowa wypowiedziane w debacie po expose premiera. Zachęcał do współpracy na rzecz przyrostu naturalnego, z dumą zaznaczając, że jest ojcem czwórki dzieci: - Apeluję do Polaków, aby się nie bali mieć więcej dzieci. (…) Jeżeli możesz mieć jedno dziecko, to możesz też mieć dwójkę. A jeżeli możesz mieć dwójkę, to możesz też mieć trójkę. (Wesołość na sali, oklaski) Ja zrobiłem swoje.

Rechot i marihuana

Bardzo często stenogramy odnotowują wesołość na sali, bo posłom trudno jest opanować śmiech, określany przez nich czasem jako rechot. Nie toleruje go Anna Zalewska (PiS), więc zdarza się, że prosi marszałka o zdyscyplinowanie posłów: - Pani Marszałek! Zwracam się z wnioskiem o 5 minut przerwy i proszę o zreflektowanie się, pani marszałek, że rechotanie marszałka razem z panem ministrem na okoliczność sformułowania...(Głosy z sali: Uuu!), że wzywa pogotowie ratunkowe, i tolerowanie zachowań poniżej poziomu szkoły podstawowej, rozwydrzonych dzieci jest czymś nieprawdopodobnym w tej Izbie. Jeszcze raz proszę o przerwę. Proszę się spotkać ze swoim własnym klubem, przeprowadzić lekcję wychowawczą i wrócić do pracy. Dziękuję. (Oklaski).

Marszałek, a raczej marszałkini Ewa Kopacz nie posłuchała koleżanki z opozycyjnej partii i przerwy nie zarządziła. Ale posłowie oceniają swoje zachowanie nie tylko jako „poniżej poziomu szkoły podstawowej”. Zdaniem Roberta Biedronia (Ruch Palikota), pierwszego zdeklarowanego homoseksualisty w Sejmie, posłowie w czasie jego pierwszego wystąpienia zadawali pytania poniżej pasa. Zwrot ten padł już z ust Tadeusza Cymańskiego, czy Bogdana Klicha w minionych kadencjach Sejmu, ale jakoś nikogo nie rozśmieszył.

Niestety, notowania Sejmu nie są zbyt wysokie. Dlatego zatroskany o dobre imię władzy ustawodawczej poseł Robert Telus (PiS) na jednym z posiedzeń apelował: - Panie marszałku, proszę dbać o dobre imię polskiego parlamentu. Nie pozwalajmy na to, żeby posłowie, którzy nie byli do tej pory w parlamencie, psuli dobre imię naszego parlamentu, mówiąc, że ktoś z parlamentu pali trawkę, marihuanę (Poseł Robert Biedroń: Ja palę. Palę...) Jeżeli ma pan takie informacje, to proszę to zgłosić do prokuratury. Proszę nie psuć dobrego imienia...(Głos z sali: Nie jestem kapusiem) Jeszcze jedna sprawa. Panie marszałku, jeśli ktoś mówi, że lubiana jest w tej Izbie wódka...to chyba że pan mówi o swoim klubie.

Do palenia marihuany przyznają się tylko posłowie Ruchu Palikota. Dlatego Andrzej Rozenek namawia do ujawnienia się innych posłów: Wśród posłów Platformy też są palacze marihuany, są też w rządzie (Poruszenie na sali), tylko nikt nie zamyka ich w więzieniach. Panie premierze, niech pan ma odwagę powstrzymać funkcjonariuszy i przerwać tę niepotrzebną falę represji. (Głos z sali: Andrzej, podaj adres) Marihuana w końcu będzie legalna, to tylko kwestia czasu.

Inny poseł RP Artur Dębski zauważył na jednym z posiedzeń, że nawoływania do dbania o dobre imię Sejmu na nic się zdają i w kwestii przydatności do sprawowania mandatu trzeba zdać się na profesjonalistów: - Chciałem powiedzieć, że politycy reprezentują nasz kraj za granicą, występują w mediach, na tej mównicy. Polityka z kolei to jest swoistego rodzaju broń. Każdy posiadacz broni palnej przechodzi okresowe badania psychiatryczne. Czy nie jest zasadne, żeby politycy, którzy chcą występować w mediach, w europarlamencie, na tej mównicy, przechodzili okresowe badania psychiatryczne? Proponowałbym zacząć od prawej strony. (Oklaski, wesołość na sali).

„Kończ już te brednie”

Poza debatowaniem nad ważnymi dla nas sprawami posłowie fundują sobie czasem darmową edukację na najróżniejsze tematy. Anna Zalewska (PiS) miała okazję dowiedzieć się kim są talibowie z ust samego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego: - Zaczęła pani swoją wypowiedź od tego, że kojarzę się pani z talibami. (Poseł Krystyna Pawłowicz: Ma pan poczucie humoru) Chciałbym pani wytłumaczyć, kim byli talibowie. Słowo talib oznacza studenta. Był to ruch pasztuński, salaficki powstały w 1993 r., który uzyskał wsparcie służb wywiadu pakistańskiego i w 1995 r. wydarł kontrolę nad stolicą Afganistanu, Kabulem, z rąk Sojuszu Północnego, mudżahedinów. Faktycznie, w latach 80. spędziłem wiele miesięcy wśród mudżahedinów. Tak, sympatyzowałem z nimi, uważają oni nawet, że im pomogłem. Ale mudżahedin to nie talib. I taka jest mniej więcej precyzja reszty pani wypowiedzi. (Wesołość na sali, oklaski).

Pewne problemy z precyzją miał też ostatnio Arkadiusz Mularczyk, szef klubu Solidarna Polska. Po dwóch kadencjach spędzonych w ławach poselskich pod barwami Prawa i Sprawiedliwości czasem zapomina, który klub dziś reprezentuje: - Takie jest stanowisko Klubu Parlamentarnego Prawo... Solidarna Polska. Bardzo przepraszam. Dziękuję. (Wesołość na sali) (Głos z sali: Prawo i Sprawiedliwość.). Złośliwi twierdzą, że wysyła w ten sposób subtelne sygnały do Jarosława Kaczyńskiego, by jak marnotrawnego syna przyjął do na łono macierzystej partii.

Niektórzy posłowie tak się zapamiętują w słownych potyczkach i wycieczkach, że narażają się na interwencję prowadzącego obrady. Najczęściej ze wszystkich - i to często w dość niekonwencjonalny sposób - do porządku przywołuje posłów wicemarszałek Stefan Niesiołowski, który lubi wtrącić coś do poselskich przemówień. Przekonał się o tym ostatnio Roman Kotliński (RP): - Mówimy o około 40-50 tys. osób duchownych, które de facto stanowią najbogatszą w tej chwili klasę w Polsce.  Niesiołowski na to: - Pasożyty, uwięzić. Posłowi to nie przeszkodziło, co więcej, wyraził radość z riposty wicemarszałka: - Cieszę się, że pan poseł Niesiołowski mnie słucha.

Ale Niesiołowski potrafi być bardziej dosadny. Ludwik Dorn usłyszał od niego kiedyś mało parlamentarne: - Kończ już te brednie, czas minął. Klubowy kolega wicemarszałka – poseł Andrzej Halicki - w bardziej wysublimowany sposób nawołuje do konstruktywnej debaty: - To debatujmy. I jak wy debatujecie? Jak wy debatujecie? O czym rozmawiacie? Na co wtrąciła się Anna Zalewska (PiS): - Na pewno na poziomie wyższym niż pański kolega Niesiołowski.

Kiedy nasz język już posłom nie wystarcza, sięgają po argumentację w językach obcych. Znajomością węgierskiego pierwszy raz w tej kadencji popisał się Marusz Orion – Jędrysek (dawniej PiS, teraz Solidarna Polska): - Jeśli mamy już komuś pomagać - pan premier mówił o Węgrzech - to pomagajmy Węgrom.(…). Polak, Węgier - dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki, ale najpierw gospodarki. Niech pan premier dzwoni do pana premiera Orbana i powie mu to samo po węgiersku: Lengyel, magyar - két jó borát, együtt harcol, s issza borát, leginkább együtt üzi gazdaságát. (Poruszenie na sali).

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj