Pies czyli kot
W lustrze
Na forum POLITYKI pod moimi felietonami zadano mi pytanie: „Nie głupio Panu teraz, Panie Stanisławie? Pan się zapyta tego w lustrze, przy goleniu”. Do tego pytania musiałem dodać sobie jeszcze dwa: czy ma być mi głupio, że od 2007 r. ostro kibicowałem Platformie i Tuskowi, czy dlatego, że teraz kibicuję słabiej?

Odpowiadam więc na oba. Czy mi głupio? Nie. Czułbym się głupio, gdybym napisał, że rząd bardzo odpowiedzialnie wywiązuje się ze wszystkich swoich obietnic, nadzwyczaj sprawnie przeprowadza potrzebne reformy i produkuje nieskazitelne prawnie ustawy.

Nie czuję się głupio, kiedy piszę, że rząd traci czas, siły, energię i przede wszystkim ogólne zaufanie, gdy ględzi o in vitro, autostradach, związkach partnerskich i emeryturach. Tak, ględzi. Nie rozmawia, nie dyskutuje, nie prowadzi polityki, tylko ględzi. Teraz ględzi o Trybunale Stanu i Kościele. Jestem rozczarowany, ale nie mam sobie nic do zarzucenia. Gdy premier i PO rozpoczynali rządy w 2007 r., bardzo im kibicowałem. Więcej – kibicuję im i teraz, tyle że moja drużyna gra jak trzecioligowa.

Są sytuacje, które każą czekać, aż da się wciągnąć żagle na maszty. Jest bardzo ciężko tak czekać, ale bywa, że trzeba. Gdy dotknęły nas dwie wielkie powodzie, gdy obezwładniła nas katastrofa smoleńska, gdy zaczął się światowy kryzys finansowy – wtedy to czekanie wydawało się wytłumaczalne. Teraz jest pewne, że nie ma co czekać, trzeba już łapać wiatr albo brać się do wioseł i zasuwać. Płynąć znaczy, a nie kręcić się w kółko, w dodatku z nie zawsze umiejętną załogą. Tak właśnie widzę dzisiejszą sytuację.

To jednak nie znaczy, że dałem się przekonać do Kaczyńskiego. Wiem aż za dobrze i część z nas też wie, jak przerażająca byłaby jego Polska. Pisowska kuchnia wciąż odsmaża wszystko na smoleńskim oleju, a serwowane przez nią menu jest, delikatnie mówiąc, niesmaczne i niestrawne. Więcej pomników tragicznie zmarłego prezydenta, więcej przypominania, że nie zginęli, lecz polegli, więcej ekshumacji, które – jak uznała wdowa po Przemysławie Gosiewskim – ostatecznie wyjaśnią przyczyny katastrofy. Mariusz Kamiński powiedział natomiast, że PiS nigdy nie przestanie dochodzić prawdy o tragedii smoleńskiej, „nawet jeśli po drodze zbłądzą, nawet gdy będą szli ścieżkami nieprawdy”.

Do tego dołóżmy różne, nazwijmy to pisne, przyprawy – walka o prawo do demonstrowania medalików na stadionach podczas Euro 2012; uświadamianie Polakom, że Wisława Szymborska nie kojarzy się z polską wierzbą, polską przyrodą ani polską historią; pochody w sprawie telewizji Trwam i wywody Mariusza Błaszczaka, że propozycja likwidacji Funduszu Kościelnego to atak na Kościół i „schlebianie niskim gustom”. Na szczęście w tej ostatniej sprawie zdecydował już arcybiskup Józef Michalik, oświadczając, że likwidacja Funduszu wydaje się mało prawdopodobna, bo byłby to gol samobójczy w polską rację stanu. Ponieważ Fundusz utworzyli komuniści, arcybiskup rzeczywiście z tą racją stanu trafił w dziesiątkę.

Wracajmy do wątku głównego. Pisowską potrawę polewamy teraz sosem wyprodukowanym podczas wiecu PiS na pl. Trzech Krzyży w Warszawie. A oto ten sos. Nasza największa partia opozycyjna jest nieobecna w Sejmie podczas dyskusji na najważniejsze tematy, prezes Kaczyński nie chodzi do prezydenta i nie spotyka się z premierem, bo jest to poniżej jego godności. Zamiast tego monologuje i krzyczy na ulicach, co będzie robił ratując kraj, czyli rozmawia sam ze sobą. Mam prawo przypuszczać, że gdyby – nie daj Boże – PiS doszedł do władzy, też nie znajdzie godnego siebie interlokutora, więc nie będzie się z nikim liczył.

Na koniec słówko jeszcze o patrzeniu w lustro przy goleniu. Codziennie widzę w nim faceta w moim wieku i z moją aparycją. Specjalnego przepychu nie ma, ale już się przyzwyczaiłem. Szczególnie, że z jego poglądami, także politycznymi, najczęściej się zgadzam.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj